UDOSTĘPNIJ

Nagrodę im. Aleksandra Zelwerowicza za najlepszą teatralną rolę męską sezonu 2013/14 otrzymał Bartosz Porczyk, żeńska statuetka trafiła zaś do Wiktorii Gorodeckiej. Szanując fachowców zasiadających w jury muszę jednak stwierdzić, że pomylili się oni z werdyktem zarówno w tym sezonie, jak i poprzednich latach. Nie ma bowiem bardziej wybitnych aktorów teatralnych w Polsce niż ci zasiadający w budynku przy ulicy Wiejskiej. Tworzą oni już od ponad dwudziestu pięciu lat jeden i ten sam spektakl, cieszący się niesłabnącym zainteresowaniem milionów Polaków. Sami z resztą uznali, iż są tak wybitni, że ich teatr musi być „sponsorowany’’ przez nas wszystkich. Zatem niezależnie od tego, czy jesteś zapalonym teatromanem, czy zwolennikiem całkowicie innej formy spędzania wolnego czasu – musisz wyłożyć pieniążki na jedną wielką zgraną ekipę PO, PiS, SLD, PSL, TR. Kwoty te (liczone w milionach) nie idą jednak na marne. Drogie wina, jeszcze droższe limuzyny, wakacje w Madrycie, majówka w Peru, panienki, cygara i porcja wykwintnego homara – naród powinien dbać o swych artystów. Tylko wypoczęci i szczęśliwi będą mogli po raz kolejny zaprezentować tragikomedię pełną metafor, gwałtownych uniesień oraz niespodziewanych zwrotów akcji.

Spektakl ten składa się z trzech aktów i jest swoistą autoprezentacją bohaterów. Ich życie, poglądy, radości i rozterki są głównym tematem przedstawienia. Jak już pisałem, mają oni stałą widownię, która często podczas granych przez swoich pupili scen, krzyczy z pierwszych rzędów: „Jarosław! Jarosław!”, albo „Donald! Donald!” (zanim jeszcze ten nie wyemigrował za chlebem do zagranicznego teatru, w którym gra marionetkę). Z dalszych rzędów także słychać peany na cześć własnych idoli; trochę niemrawe, może po prostu pilnowanie stołka, na którym zasiedli wymaga zbyt dużej koncentracji. Choć widownia jest ogromna, to jeszcze większa grupa osób dystansuje się od tego przedstawienia i właśnie im chciałbym owe widowisko pokrótce opisać. Ci pierwsi i tak będą przychodzić, gdyż lubią „odgrzewane kotlety”. Ja natomiast chciałbym zachęcić tych nieprzekonanych – trzymających się od wielkiej sztuki z daleka – że skoro i tak muszą na nią płacić, niech zechcą i obejrzeć, gdyż dzieło jest tego warte. Zatem, jeśli jesteś miłośnikiem „Wiejskiego Teatru”, opis ten nie jest dla Ciebie, gdyż, jako koneser, wiesz już o nim wszystko. Pozostałych zapraszam do lektury.

Tytuł spektaklu: „Polscy Politycy”

Reżyser: nieznany (prosił o anonimowość, od lat jest w ciężkim stanie)

Gatunek: Tragikomedia (z elementami burleski)

Główni aktorzy: Bronisław Komorowski, Ewa Kopacz, Jarosław Kaczyński, Leszek Miller, Janusz Piechociński, Janusz Palikot, Radosław Sikorski.

Akt I. Lewica i Prawica

W akcie pierwszym bohaterowie grający polityków przedstawiają swoje poglądy. Zgrupowani w partiach chcą odróżnić się od „konkurencji”, aby zyskać jak największą sympatię widowni. Tak więc Prawo i Sprawiedliwość wciela się w partię prawicową, Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz Twój Ruch – w lewicowe, Platforma Obywatelska odgrywa rolę „centrum” (pomiędzy lewicą a prawicą), Polskie Stronnictwo Ludowe uzależnia zaś swoją ideologię od tego, z kim w danym czasie przyjdzie mu się zaprzyjaźnić. Trzeba przyznać, iż ze swych ról politycy wywiązują się doskonale. Widownia jest podzielona, a bohaterowie dwoją się i troją, by nikt się nie zorientował, że na scenie harcuje… sama lewica. O ile SLD i TR szczerze deklarują lewicowość, o tyle niebywały kunszt aktorski wykazuje PiS, które usiłuje swoich fanów przekonać o „prawej” tożsamości własnego programu. Trzeba mieć niebywały talent, aby głosząc socjalistyczne, a więc lewicowe hasła o interwencjonizmie państwowym (państwo da ci pracę, państwo da ci mieszkanie, państwo zaopiekuje się tobą i ukocha), utrzymaniu zasiłków dla bezrobotnych oraz podatku dochodowego (karanie pracusiów i nagradzanie leni) – przyciągnąć do siebie tak wielu ludzi. Ludzi konserwatywnych, nierzadko uczciwych, inteligentnych. Zapewne PiS skusił ich hasłami związanymi z Bogiem i wartościami moralnymi. Jednak partia, która na sztandarach ma zabranie pod przymusem pieniędzy jednym i danie drugim (fachowo nazywa się to „pomoc socjalna” lub „sprawiedliwość społeczna”, a zwyczajnie to po prostu kradzież), ma się do Ewangelii jak Państwo Islamskie’ do Pokojowej Nagrody Nobla. Na tej samej zasadzie za „wielkiego prawicowca” można uznać byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który podpisał Konkordat.

Prawo i Sprawiedliwość świetnie potrafi oczarować widownię, jednak prawdziwym czempionem w tym temacie jest Platforma Obywatelska. Partia ta, ma tak fenomenalnie rozwinięty warsztat pozoranctwa, kamuflażu i hipokryzji, że pomimo katastrofalnego prowadzenia rządów, zapewne wygra kolejne wybory! Niczym kameleon, wolnorynkowe idee, z którymi na początku szła do wyborów, szybko zamieniła na socjalistyczną utopię. Podwyższone podatki, zwiększona biurokracja, wysokie bezrobocie, podwyżki cen wielu produktów, bilionowe zadłużenie, afery, brak fundamentalnych reform… i pierwsze miejsce w słupkach poparcia. Kreacja 25-lecia, katastrofa zamieniona w sukces. Do tego należy dodać „politykę miłości”, którą z resztą uprawiają wszystkie sejmowe partie. Blef w tym przypadku nie polega jednak, jak twierdzą niektórzy, na udawaniu przez aktorów, że są fajni i mili, gdy w rzeczywistości zwalczają się na wszelkie sposoby. Jest dokładnie odwrotnie, udają oni bowiem… nienawiść wobec siebie, by w kuluarach, gdy widz idzie na przerwę, przybić sobie piątkę i umówić na dobre wino. Wszystko jest podporządkowane temu, aby ludzie nie odkryli prawdy, że jest to „ekipa jednego systemu”, różniąca się nie bardziej niż Marcin Mroczek od Pawła Mroczka. W innym wypadku publika żądałaby zmian w repertuarze, a to już by przekraczało kompetencje artystów politycznej sceny.

Akt II. Jesteście wspaniali!

Samo przypisanie odpowiednich ról nie wystarczy, aby przyciągnąć widownię na dłużej. Widz musi być odpowiednio połechtany i ma odczuć, że aktorzy go kochają. Stąd w akcie drugim mamy do czynienia z nieustannym zalewem komplementów w kierunku wyborców przez wszystkich polityków.

„Polacy to mądry naród!” – krzyczy któryś aktor, a drugi zaraz dodaje: „Polacy nam ufają, chyba nie są idiotami?!” W normalnym kraju politycy nie muszą (wręcz nie mogą) przypodobywać się tak zwanej „masie”, lecz jako sprawni, uczciwi i merytoryczni rządzący (przypominam, że piszę teraz o normalnym kraju), powinni realizować postulaty dające wzrost gospodarczy, niezależnie, czy reformy, które do tego prowadzą, komuś się podobają, czy nie. Idealny przykład to sprawa zasiłków dla bezrobotnych. Są one szkodliwe zarówno pod względem ekonomicznym, jak i moralnym. Ich brak powoduje jednak ogromne niezadowolenie społeczne, dlatego przeprowadzenie operacji ich usunięcia wymaga „postawienia się” ludziom dla ich własnego dobra. Jednak gdy u steru władzy stoją aktorzy, należy się jedynie spodziewać „grania pod publiczkę”. Łatwiej przecież umizgiwać się do obywateli (i mieć ich przychylność), niż wprowadzać trudne reformy kosztem własnych karier. Mądrych narodów poza tym nie ma, gdyż w tak dużej grupie społecznej większość jest ZAWSZE przeciętna. Jeden chce to, drugi tamto. Jeden by kazał politykom działać za marne grosze, inny obdarowałby ich jeszcze większymi pensjami. Jeden chce większej płacy minimalnej, inny niższej. Jeden chce legalnej marihuany, inny pyta ,,a na co to komu, a komu to potrzebne?’’. Jednym słowem – gratka dla aktorów. Zagrają to, co ludzie chcą usłyszeć. Oczywiście tylko w scenie finałowej, a więc podczas kampanii wyborczej.

Akt III. Realizacja obietnic

Spektakl trwa w najlepsze. Widownia bawi się świetnie, jednak im mniej czasu zostało do końca, tym coraz większe oczekiwanie na zaprezentowanie przez aktorów zrealizowanych przez siebie obietnic. Niedługo scena końcowa (wybory), więc każdy na sali chce się ostatecznie upewnić, na kogo odda swój cenny głos. Jak zwykle na początku tego aktu zapada niezręczna cisza. Można przecież z łatwością wcisnąć kit o zróżnicowaniu ideowym, gorzej jednak zagrać pokazanie zebranych „plonów”, gdy nawet nie poszło się w „pole’’. Konsternację po chwili przerywa jednak grupka osób, która wdarła się na widownię. Nie pierwszy raz z resztą, gdyż mają oni czelność zakłócać spokój za każdym razem, gdy trwa widowisko. Widownia od razu wygwizduje nieproszonych gości, wyzywając ich od faszystów, nazistów, gamoni i gwałcicieli. Rzeczywiście, hasła głoszone przez niespodziewanych „aktywistów’’ mogą mrozić krew w żyłach. Skandaliczne transparenty nawołujące do zmiany całego systemu, promocji wolnego rynku, obniżki podatków, czy uczciwej prywatyzacji – zostały zarekwirowane, a motłoch rozpędzony. Następnie szybko podstawiono widzom urny do głosowania, aby czasem nie tracili zbędnego czasu na zapamiętanie tego, czego domagali się „faszyści’’. Występ kończy się głosowaniem. Aktorzy już tego nie widzą, gdyż pewni swego udają się za kuluary. Sukces mają zapewniony, sami przecież ustalają obsadę.

Głosy zostały policzone, zwycięzca jest nieistotny. Kurtyna opada. Następuje KONIEC. Wykonawcy pojawiają się ponownie na scenie, aby podziękować widzom, którzy nagradzają swych artystów gromkimi brawami. Bohaterowie postanawiają wykonać dodatkowy gest. Podchodzą na sam początek sceny, by spojrzeć fanom prosto w oczy i opluć ich. Mocne charkanie w zdezorientowaną publikę trwa kilka minut. Początkowe zdumienie odbiorców potwarzy, zamienia się w złość. Nikt się jednak tym nie przejmuje. Wrócą do domu i zapomną.

kurtyna

2 KOMENTARZY

  1. Jakiś czas temu usłyszałem, że w Internecie giną mądre i ambitne treści, a powielane i komentowane są głupie. Zgadzam się z tym. Wszak więc, w Internecie chodzi o to by kreować treści głupie, czyli opłacalne. Stąd też próbując walczyć z tym ogółem chcę napisać, że ten artykuł bardzo mnie się spodobał i został ciekawie napisany.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ