UDOSTĘPNIJ

Rzeczniczka Praw Obywatelskich Irena Lipowicz złożyła skargę do Trybunału Konstytucyjnego. Jej przedmiotem była zbyt niska kwota wolna od podatku, która w Polsce wynosi zaledwie 3091 zł i pozostaje na tym samym poziomie od 5 lat. Miesięcznie to nieco ponad 250 zł, czyli kwota o wiele niższa niż wszystkie stosowane w polskim prawie kryteria ubóstwa. Skarga ma niewielkie szanse powodzenia, choć faktycznie kwota wolna od podatku w Polsce należy do najniższych w UE.

Ale to tylko część całego polskiego systemu podatków dochodowych, w którym biedni płacą dość wysokie podatki, a bogaci bardzo niskie. Warto zauważyć, że podatki w Polsce należą do najmniej progresywnych w Unii Europejskiej. Górny próg podatkowy, który wynosi 32%, jest znacznie niższy niż w większości państw europejskich. Zarazem składki emerytalno-rentowe są odprowadzane wyłącznie do kwoty 30-krotności średniego miesięcznego wynagrodzenia, czyli krezusi biznesu przestają je płacić już na początku roku. Do tego dochodzi jeszcze szereg ulg dla przedsiębiorców, a do tego podatek liniowy 19%, który płacą osoby o średnich dochodach przekraczających miesięcznie 15 tys. zł.

Dochody menedżerów rosną w błyskawicznym tempie, a ich wysokie dochody nie przyczyniają się do rozwoju gospodarczego państwa i poprawy warunków życia całego społeczeństwa. Ich zarobki trafiają na zagraniczne konta i luksusową konsumpcję. Inaczej wygląda sytuacja z dochodami nisko opłacanych pracowników. Oni zdecydowaną większość swoich wynagrodzeń przeznaczają na bieżące wydatki. Wzrost ich realnych dochodów wiązałby się z korzyścią dla całej gospodarki ? wzrostem popytu, a wraz z nim rozkręceniem koniunktury i nowymi miejscami pracy.

Kształt polskiego systemu podatkowego dotyczy żywej ostatnio dyskusji na temat wysokości wynagrodzeń i odpraw zarządów spółek notowanych na giełdzie. W zeszłym roku w największych firmach prezesi zarabiali rocznie ponad 1,7 mln zł ? to kwota niewyobrażalna dla 99,9% polskiego społeczeństwa. Większość Polaków w ciągu całego życia nie zarobi tak olbrzymich pieniędzy.

Niestety większość komentatorów skupiła swoją uwagę wyłącznie na gigantycznych dochodach w spółkach z dużym udziałem skarbu państwa, przy czym najczęściej pojawiającym się postulatem jest ich prywatyzacja, która, skądinąd, pozwoliłaby windować zarobki prezesów do niebotycznych rozmiarów. Reprezentatywny jest tu przykład Pekao SA, w którym Jan Krzysztof Bielecki samej odprawy otrzymał 7,2 mln ? kilka lat wcześniej bank sprywatyzowali jego polityczni sojusznicy.

Zwolennicy olbrzymich odpraw i pensji dla prezesów prywatnych firm twierdzą, że państwo nie powinno się wpychać w funkcjonowanie rynku, a pracodawcy sami wypracowują swój zysk. Czy faktycznie sami? Czy poradziliby sobie bez pracowników? Czy w XXI wieku mamy traktować przedsiębiorstwa jako prywatne folwarki, których właściciele mogą zarabiać fortuny, a ich pracownicy ? grosze, nie pozwalające im na zaspokojenie podstawowych potrzeb?

Czy faktycznie menedżerowie banków pracują 50 albo 150 razy ciężej niż pielęgniarki lub nauczycielki? Czyja praca jest ważniejsza i bardziej potrzebna społeczeństwu, menedżera czy pielęgniarki? Dlaczego w Szwecji, Japonii czy Szwajcarii rozwarstwienie w obrębie firmy rzadko kiedy przekracza 1 do 6, a w Polsce prezesi niekiedy zarabiają 100 albo 500 razy tyle, co zatrudnieni w ich firmach kierowcy lub sekretarki?

Ponadto Produkt Krajowy Brutto jest skończony. Windowanie dochodów elit biznesu do niebotycznych wielkości musi wiązać się z ograniczeniem płac dla reszty społeczeństwa.

Warto też podkreślać, że taki kształt gospodarki nie jest naturalny ani na zawsze dany. Nie ma żadnego rozstrzygającego argumentu, który uzasadniałby wielkie różnice w dochodach między pielęgniarkami a członkami zarządów banków albo między nauczycielami i prezesami spółek kolejowych. Jeżeli jednak państwo nie chce ingerować w strukturę gospodarki i odgórnie kształtować płac (np. poprzez wyznaczanie możliwego rozwarstwienia w poszczególnych firmach, albo ustalania widełek dochodów w poszczególnych branżach), to powinno przynajmniej prowadzić bardziej sprawiedliwą politykę podatkową. Na całym świecie służy ona między innymi do zmniejszania nierówności i stanowi główny wyraz solidarności społecznej. W Polsce niestety jest na odwrót, gdyż biedni często płacą wyższe podatki niż bogaci.

W tej sytuacji warto byłoby dokonać reformy prawa podatkowego, w tym szczególnie podatków dochodowych. Wychodząc na przeciw postulatowi Rzecznika Praw Obywatelskich, warto byłoby zwiększyć kwotę wolną od podatku przynajmniej do 6 tys. zł rocznie (kwota zbliżona do rocznego minimum egzystencji), a docelowo do około 10 tys. zł rocznie (kwota zbliżona do rocznego minimum socjalnego). W ten sposób dochody netto wszystkich pracowników wzrosłyby o 700-1200 zł rocznie. Warto jednak pamiętać, że tym samym doszłoby do radykalnego spadku wpływów do budżetu (nieco skompensowanego wzrostem wpływów z VAT). Dlatego trzeba byłoby znacznie podwyższyć podatki dla osób najbogatszych.

W tym kontekście rozsądne byłoby wprowadzenie dodatkowej stawki podatku dochodowego w wysokości 50% odprowadzonej od dochodu przekraczającego 120 tys. zł (10 tys. zł miesięcznie). Kolejnym limitem mogłaby być kwota wyznaczona przez ustawę kominową. Zgodnie z nią, w spółkach skarbu państwa wynagrodzenia nie mogą przekraczać sześciokrotności przeciętnego wynagrodzenia. Obecnie niestety jest ona coraz powszechniej omijana i przykładowo w PKP podpisywane są kontrakty z zarządem, dzięki którym kadry kierownicze zarabiają po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Oczywiście rząd powinien więc przyjąć stosowne regulacje, które blokowałyby możliwość omijania prawa.

Graniczna kwota zarobków w spółkach karbu państwa mogłaby być natomiast kolejnym progiem podatkowym. Jeżeli żaden urzędnik, łącznie z prezydentem nie może zarabiać kwoty wyższej niż sześciokrotność średniego wynagrodzenia, to faktycznie może budzić oburzenie części posłów czy ministrów, że niektórzy menedżerowie zarabiają wielokrotnie więcej. Stąd warto byłoby rozważyć wprowadzenie stawki podatku dochodowego 75% od dochodów przekraczających 300 tys. zł rocznie (tyle mniej więcej będzie wynosić sześciokrotność średniej rocznej płacy pod koniec przyszłego roku).

Wreszcie dochody i odprawy przekraczające milion złotych rocznie to bulwersujący poziom wynagrodzeń w społeczeństwie, w którym blisko 3 mln ludzi żyje poniżej minimum ubóstwa, blisko 2 miliony ludzi nie ma pracy, ponad 2 miliony wyjechało z kraju w poszukiwaniu godnej pracy, a płace w sferze budżetowej są zamrożone od 5 lat. Jeżeli więc rząd nie chce wdrażać żadnych pozafiskalnych mechanizmów ograniczających nierówności dochodowe, to mógłby wprowadzić najwyższą stawkę podatku dochodowego 95% dla dochodów przekraczających 1 mln zł rocznie. W ten sposób duża część dochodów krezusów biznesu szłaby do budżetu i byłaby redystrybuowana w postaci nowych przedszkoli, żłobków czy płac dla pracowników budżetówki. Oczywiście byłby to też bodziec dla kadry zarządzającej, aby większą część zysku przeznaczała na inwestycje lub wyższe wynagrodzenia dla pracowników.

W ten sposób łącznie podatki istotnie nie zwiększyłyby się względem stanu obecnego (a dla większości Polaków i Polek zmniejszyłyby się), natomiast byłyby zgodne z konstytucyjną zasadą sprawiedliwości społecznej, przyczyniłyby się do spadku nierówności i zwiększenia popytu wewnętrznego. Mogłyby też zmienić postawy społeczne na bardziej solidarne i egalitarne. Warto przypominać, że jesteśmy mieszkańcami jednego kraju i nie powinniśmy godzić się, aby nieliczni zarabiali miliony, gdy w tym samym czasie wielu cierpi biedę i głód.

odnośnik do: lewica24.pl

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułNacjonalizm budzi się ze snu zimowego
Następny artykułEgoistyczny konsument
Piotr Szumlewicz

Piotr Szumlewicz – dziennikarz i publicysta. Redaktor kwartalnika ?Bez Dogmatu? oraz portali www.lewica.pl i www.lewica24.pl. Doradca i ekspert Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Na antenie telewizji Superstacja współprowadzi program ?Ja panu nie przerywałem?.

Zobacz również