UDOSTĘPNIJ
źródło: shedoesthecity.com, emaze.com

Do tej tragedii doszło już kilka lat temu. W 2013 roku podczas wyjazdu do Kaliningradu, gdzie odbywało się szkolenie dla ratowników medycznych. Wtedy to dwóch mężczyzn, uczestników kursu, zgwałciło towarzyszącą im tłumaczkę. Kobieta do dziś nie dała rady się pozbierać. Nie przeszkodził to sędziemu ją ukarać.

Mariusz C. i Jarosław G., bo tak brzmią imiona mężczyzn, którzy mieli zgwałcić panią Aleksandrę. Ta razem z Polakami uczestniczyła w szkoleniu dla ratowników medycznych w Kaliningradzie. Oprawcy wykorzystali moment, w którym kobieta była sama i dopuścili się na niej bestialskiego gwałtu. Chociaż ta doniosła o incydencie policji zaraz po powrocie do kraju, sprawa toczy się do dziś.

Wszystko za sprawą tego, że ofiara nie stawiła się jak dotąd na żadnej z sześciu rozpraw. Jak podaje zgwałcona tłumaczka, nie jest w stanie zmierzyć się na jednej sali z własnymi oprawcami. Stwarza to dla niej zbyt wielką przeszkodę psychiczną. Elbląski sąd, przed którym toczy się sprawa, za nic jednak miał jej tłumaczenia. Kobieta została więc ukarana za swoją nieobecność.

 – Pokrzywdzona nie stawiła się na trzech rozprawach, podczas których jej obecność była obowiązkowa: 10 maja, 20 września i 22 listopada 2016 r. Pierwsza nieobecność została usprawiedliwiona, dwie kolejne nie, dlatego sąd zadecydował o zastosowaniu wobec pokrzywdzonej środków dyscyplinujących w postaci grzywny w wysokości 500 zł – podała Dorota Zientara, rzeczniczka prasowa elbląskiej okręgówki.

Na kolejnej rozprawie, która datowana jest na 28. marca tłumaczka ma się już stawić. Nie osobiście, a za pomocą wideokonferencji, gdyż cały czas nie jest w stanie się przemóc i stanąć twarzą w twarz z oprawcami. Dlatego też jak dotąd nie stawiła się w sądzie. Ofiara oświadczyła też, że jest zdziwiona opieszałością wymiaru sprawiedliwości, który już od dawna otrzymywał od niej podania w sprawie organizacji wideokonferencji.

 – Nie chciałam mieć styczności z moimi oprawcami, a także z ich adwokatami, którzy potraktowali mnie w sposób karygodny. Przez długi czas sąd ignorował moje pisma z prośbą o wideokonferencję i przysyłał kolejne wezwania na rozprawy. Dopiero po interwencji u prezesa sądu otrzymałam na nią zgodę – mówi z ulgą tłumaczka.

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułWinnicki: Czy IPN ukrywa morderstwo żydowskich ubeków?
Następny artykułCzujesz się osłabiony? Grozi nam EPIDEMIA grypy
Wiadomości Pikio

Starannie wyselekcjonowane wiadomości z Polski i ze świata. Podajemy tylko informacje, a opinie pozostawiamy Czytelnikom. Przedstawiamy wiadomości bez cenzury i bez linii redakcyjnej.

Zobacz również