UDOSTĘPNIJ

Znana restauratorka Magda Gessler słynie z ciętego języka. Już nie raz mieliśmy okazję obserwować jej napady złości i wulgarny słowotok. Magda Gessler po raz kolejny, tym razem poważnie przekroczyła granice dobrego smaku. Poniżyła kobietę po trzech udarach.

„Kuchenne rewolucje” w Pabianicach

Restauratorka przybyła do Pabianic na prośbę 60-letniej Jadwigi i jej męża – holenderskiego pochodzenia Johana Paula. Małżeństwo otworzyło bar z polską kuchnią, lokując w nim wszystkie swoje oszczędności. Właścicielka tryska energią pomimo przebytych trzech udarów. Bar „Niebo w gębie i na talerzu”, który prowadzi, jest jej odskocznią od trudów emerytury. Kobieta nie wyobraża sobie, żeby mogła siedzieć bezczynnie w domu. Niestety interes szedł kiepsko, obroty dzienne oscylowały w granicach 150 zł. Na pomoc wezwane zostały „Kuchenne rewolucje”.

„Achtung! Zaraz pierd**nie mnie coś!”

Jadwiga samodzielnie udekorowała wnętrze. Ściany były w dwóch jaskrawych kolorach: pomarańczowym, który miał pobudzać apetyt gości, drugi, czyli wściekła zieleń podobno działał uspokajająco. Niestety dobra aura zieleni nie podziałała kojąco na Magdę Gessler. Restauratorka stwierdziła, że kolory wybrane przez właścicielkę, to kolory ostrzegawcze. „Takiego koloru kamizelki mają ludzie, którzy zbierają śmieci przy drogach, żeby byli widoczni. (…) Achtung! Zaraz pierdo**nie mnie coś!”. W niewybrednych słowach dodała również, że od tych barw zbiera się jej na wymioty.

„Jakaś walerianka poleciała?”

Jednak największą wpadkę Gessler zaliczyła, gdy nieświadomie skrytykowała zachowanie Jadwigi. Spytała ją, czy jest pod wpływem środków uspokajających i zarzuciła bardzo podejrzaną nerwowość. „Jakaś walerianka poleciała? Tak to wygląda…” – powiedziała Gessler. Takiej odpowiedzi restauratorka nie mogła przewidzieć. Właścicielka baru poinformowała ją, że jest po trzech udarach, a „Kuchenne Rewolucje” w jej lokalu budzą w niej wiele emocji. Przez chwilę mogliśmy zobaczyć skonsternowanie na twarzy Magdy. Szybko jednak sprawnie zmieniła temat i zaczęła zapewniać o chęci pomocy w prowadzeniu biznesu.

Kolejna udana rewolucja

Gessler zmieniła w lokalu niemal wszystko, zaczynając od nazwy. Lokal nazywa się teraz „Latający Johan”. Jak możecie się spodziewać, nie oszczędziła również ścian, które tak wulgarnie krytykowała. Wybrała stonowany błękit, postawiła na letni holenderski klimat i wiatraki. Wprowadziła kilka nowych pozycji do menu. Restauratorka odwiedziła lokal po miesiącu i nie miała większych zastrzeżeń co do kuchni. Podsumowała rewolucję jako udaną. Stwierdziła, że lokal ma ogromny potencjał i jeśli go wykorzysta, może być najlepszym barem w Pabianicach.

 

Podarte spodnie Prokopa, buty Ziemca i u*** stół Durczoka - największe wpadki w polskiej telewizji [ZOBACZ!]

Gwiazdy, które przeżyły rodzinną tragedię [ZOBACZ!]

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również