UDOSTĘPNIJ

Instytut Pamięci Narodowej pisze historię Polski zerojedynkowo. To zmierza w jednym kierunku: zohydzić pokoleniu urodzonemu po roku 1990 przygniatającą większość narodu, która wtedy, w drugiej połowie lat 40. ubiegłego wieku, skatowana okupacją, chciała po prostu żyć i nie miała już siły, aby wspierać en masse „żołnierzy wyklętych”.

Przed dwoma dniami zmarł Bohdan Tomaszewski – człowiek legenda, ikona PRL, wychowawca pokoleń Polaków, patriota. W czasie wojny był członkiem Armii Krajowej, po zakończeniu działań wojennych i przepędzeniu Niemców przez Rosjan z terytorium Polski, włączył się w odbudowę kraju. Nie biegał po lesie z fuzją czy dubeltówką, ale tak jak miliony innych rodaków zaangażował się w pozytywne działanie i nie zaprzeczył, iż współpracował z tajnymi służbami PRL. Bolesław Piasecki, przedwojenny przywódca ultraprawicowej, antysemickiej i faszyzującej Falangi, rozumiejąc w jak trudnym położeniu znalazł się naród polski po oddaniu Polski przez aliantów do strefy wpływów sowieckich, postanowił dogadać się z Rosjanami bez pośredników, aby ratować to, co można było uratować w niesprzyjających warunkach. Założone przez niego stowarzyszenie PAX ocaliło od zapomnienia wielką spuściznę literacką tak polską jak i światową. Podobnie, wielu przedwojennych działaczy endeckich, wspiera nową władzę, uznając że nie ma dla niej realnej alternatywy. Tak postępuje również zdecydowana większość żołnierzy Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych.

Dzisiaj Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Kim byli „żołnierze wyklęci”? Warto, abyś sam ocenił ich działania nie ulegając nowej hurapatriotycznej propagandzie reprezentowanej przez IPN i prawdziwych patriotów. Weźmy pierwszy lepszy przykład z brzegu. Sprawa „Inki”. Bez wątpienia barbarzyństwem było, że nastolatkę – nic nie znaczącą z punktu widzenia politycznego i militarnego – sąd po schwytaniu i śledztwie skazuje na karę śmierci, która zostaje wykonana. To odrażające i godne napiętnowania. Ale gorszącym nie mniej jest to, że nieletnią osobę, dziewczynę!, przyjmuje się do oddziału partyzanckiego i wykorzystuje w działaniach o charakterze zbrojnym, narażając na utratę zdrowia a nawet śmierć. W tym samym czasie, kiedy Inka wykorzystywana była w lesie, jej rówieśnice uczyły się w szkołach, w których wreszcie na nowo rozbrzmiewała ojczysta mowa. O tym też warto pamiętać.

Prowadzona obecnie polityka historyczna przez „antykomunistów” urodzonych po upadku komunizmu jest szkodliwa przede wszystkim dlatego, że odmawia ludziom pokroju Tomaszewskiego i Piaseckiego, którzy zapewne nie musieli się osobiście darzyć sympatią ani znać, miejsca w historii Polski powojennej. Według tej polityki tylko żołnierze wyklęci byli „dobrzy”. W takim razie, co zrobić z resztą narodu, czy 99,9 procent narodu nie miało racji nie chwytając za oręż? W dzisiejszej Polsce takie prawdy oczywiste, że na przykład na niepodległość nie wybija się tylko czynem zbrojnym, nie są mile widziane. Prawda jest okrutna. Po 1945 roku większość narodu zachowała się racjonalnie nie popierając nowego „czynu insurekcyjnego”. To był zdrowy instynkt – najważniejsze to przetrwać, zachować tkankę biologiczną. Po doświadczeniach wojennych, po wymazaniu Polski w 1939 roku z mapy świata, po totalnej klęsce polityki i upadku II RP, po niemieckim barbarzyństwie obozów koncentracyjnych i niewolnictwie, po samobójczej katastrofie tzw. powstania warszawskiego, po ukraińskim ludobójstwie na Wołyniu, jedynym racjonalnym wyjściem było włączenie się w otaczającą rzeczywistość polityczną. To prawda, że nie najładniejszą, ale nikt nie obiecywał, że zawsze ma być ładnie.

Dziobaci doktoranci z IPN, dla których osobistym, bezpośrednim kontaktem z PRL i komunizmem były jedynie pieluchy tetrowe i bebiko 2 z epoki jaruzelskiej, chcą dzisiaj poprzez zerojedynkową narrację wygrywać własne cele i pokazywać światu swój „antykomunizm”. Żałosnym jest również to, że bezprzykładnie odwołują się oni do II Rzeczypospolitej – stawiając ją za wzór do naśladowania, nie chcąc pamiętać, że to właśnie II RP poniosła sromotną klęskę a jej elity w chwili najcięższej próby po prostu spierdoliły z kraju, aby z perspektywy emigracyjnego, wygodnego, pluszowego fotela w Londynie wydawać rozkazy, pouczenia i połajanki rodakom w kraju. Czyż to nie żałosne?  Zrozumiał to Stanisław Cat Mackiewicz – było nie było premier marionetkowego rządu na uchodźstwie – i powrócił do PRL. Do Polski.

D. Polniak

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułMoskwa broni pomnika „czterech śpiących”
Następny artykułPolskie kameleony, polskie chorągiewki, czołowi lawiranci
Dariusz Polniak

Umiarkowany reakcjonista, internetowy flâneur, koneser tanich win – ma nie tylko subtelne powonienie, by zwietrzyć absurd, ma również podniebienie, by go smakować.

Zobacz również