UDOSTĘPNIJ

Do tej pory byłem przekonany, że czynne prawo wyborcze jest czymś więcej niż tylko prawem. Postrzegałem je przede wszystkim jako obywatelski obowiązek. W ostatnim czasie zmieniłem zdanie, a wszystko za sprawą trwającej kampanii wyborczej. Jako wyborca czuję się obrażony, że serwuje mi się „coś takiego” i oczekuje się ode mnie abym 10 maja zagłosował. Otóż po raz pierwszy nie zagłosuję. Bo niby na kogo i na co?

Urzędujący Prezydent to z pewności sympatyczny pan. Dużo mówi o zgodzie, porozumieniu i szukaniu tego co nas łączy. Przyznaję, to znakomite predyspozycje do poprowadzenia programu typu „Zerwane więzi”, ale stanowczo za mało jak na pięcioletnią kadencję głowy państwa. W porównaniu do prezydentury Kwaśniewskiego, podczas której przyjęliśmy nową Konstytucję, weszliśmy do NATO i Unii Europejskiej, teraz nie wydarzyło się nic porównywalnego do tamtych osiągnięć. Bronisław Komorowski przespał swoją kadencję. Nie mam do niego pretensji o częste wpadki. W końcu Prezydent to też człowiek. Szczerze mówiąc wolę Komorowskiego wołającego „chodź shogunie”, niż Kaczyńskiego bezmyślnie skandującego „Sława Ukrainie!”. Komorowskiemu zarzucam wieloaspektową bierność. Mając takiego Prezydenta można dojść do wniosku, że tego rodzaju urząd w ogóle nie jest nam potrzebny.

Fenomenu Andrzeja Dudy nie rozumiem w ogóle. Mariusz Janicki i Wiesław Władyka z tygodnika Polityka słusznie zauważyli, że przypomina on faceta „wyjętego jakby z reklamy pasty do zębów”. Duda jest plastikowy aż do bólu. Ponadto nudny, nijaki, nie wywołujący żadnych emocji. Taki człowiek niepodobny zupełnie do nikogo. W podobnym tonie rozgrywa się też jego kampania. Trudno doszukać się w niej jakiejś treści, takiego kluczowego przesłania, które definiowałoby wizję jego prezydentury. Leitmotivem kampanii Dudy jest nawiązywanie do Lecha Kaczyńskiego i do jego mitycznego „dzieła”, w którym nomen omen także trudno doszukać się jakiejś głębszej treści. Mimo to, z racji przynależności partyjnej, Andrzej Duda jest dziś najpoważniejszym konkurentem Bronisława Komorowskiego. Wielce prawdopodobne, że gdyby PiS wystawił w tych wyborach kozę to ta także, byłaby głównym rywalem obecnego Prezydenta.

Na chwilę obecną niewiele można powiedzieć o kampanii Magdaleny Ogórek. Od dłuższego czasu nic się w niej nie dzieje i raczej do 10 maja niewiele się w tym obszarze zmieni. Pomysł, który na początku wydawał się interesujący okazał się zwykłą wydmuszką. Najciekawszym wątkiem kampanii Ogórek było jej tajemnicze milczenie. Problem w tym, że gdy pani Ogórek zaczęła mówić nikt już jej nie chce słuchać. Jej program, którego kluczowym założeniem jest „napisanie prawa od nowa”, okazał się chybiony i nie trafił do wyborców. Z kolei nieprzemyślane manifestowanie swojej niezależności i dystansowanie się od lewicowych postulatów sprawiło, że w ramach odwetu zaczęli dystansować się od niej liderzy SLD. W partii kandydatura ta spotyka się z coraz większym oporem. Ja do Magdaleny Ogórek pretensji nie mam. Winni dzisiejszej sytuacji są autorzy jej kampanii.

A co z innymi kandydatami? Całkiem pozytywne wrażenie robi Adam Jarubas. Dystansuje się od koalicjanta, a gdy trzeba to dołoży i Komorowskiemu. Jego głównym problemem jako kandydata na Prezydenta RP jest fakt, że poza województwem świętokrzyskim nikt go nie zna. Januszowi Palikotowi ewidentnie wyczerpały się pomysły. W ciągu ostatnich czterech lat zużył wszystkie atrakcje jakie w 2010 roku przygotował dla Polaków. Politycznie przegrał wszystko i chyba może już wrócić do Platformy. Janusz Korwin Mikke bez zmian. Zaraz po tym jak zostanie Prezydentem planuje ogłosić się cesarzem. Paweł Kukiz nie bardzo zna się na polityce, dlatego jako wróg systemu i zwolennik obalenia panującej partiokracji proponuje nam JOWy, które utorowałyby drogę do totalnej partiokracji. To mniej więcej tak jakby na raka płuc lekarze przepisywali czerwone marlboro. Poparcie dla Mariana Kowalskiego od początku kampanii jest stabilne i adekwatne do poziomu tej kandydatury – wynosi 0%. Pozostałych kandydatów nie kojarzę.

Trwająca kampania należy do najgorszych w historii, a już z całą pewnością do najnudniejszych. Tematy, o których się dyskutuje wymyślane są na siłę i nie mają nic wspólnego z realnymi problemami Polski i Polaków. Największe partie prawdopodobnie zorientowały się w końcu, że stawka tych wyborów jest niewielka, a urząd Prezydenta w gruncie rzeczy nie jest wart angażowania się głównych liderów politycznych. To dlatego wystawieni zostali kandydaci z trzeciego i czwartego szeregu, którym lepiej wychodzi robienie sobie selfie z dowiezionymi wyborcami, niż udział w poważnej dyskusji o problemach i przyszłości Polski. Refleksja może być więc jedna: w 2020 roku Prezydenta powinno wybrać Zgromadzenie Narodowe. Szkoda wyrzucać pieniądze w błoto.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również