UDOSTĘPNIJ

Leworęczny i posiadający ubytek w górnym zębie ? takimi oto cechami wyróżniać się miał przywódca polityczny, który doprowadzi Sudan Południowy do niepodległości, zgodnie z przepowiednią proroka Ngudenga z plemienia Nuerów [1]. Nuerowie są drugim najliczniejszym plemieniem w Sudanie Południowym, stanowiąc około 10% całej populacji i jako lud pasterski, wyznający w większości religie pierwotne i animistyczne, przywiązują dużą wagę do tego typu znaków. Nic więc dziwnego, że oczy ludzi z plemienia Nuer zwróciły się w stronę Rieka Machara ? jednego z bojowników o niepodległość Sudanu Południowego, który nie tylko pisze lewą ręką, ale u którego proroctwo objawia się także w nie do końca kompletnym uzębieniu [2].

Przepowiednia się spełniła, Sudan Południowy zdobył bowiem w dniu 9 lipca 2011 roku wymarzoną niepodległość, stając się zarazem najmłodszym państwem świata. Rozbrat przebiegł w sposób pokojowy, a referendum z dni 9-15 stycznia 2011 wzbudziło powszechną ulgę w społeczności międzynarodowej, nie doszło bowiem w jego trakcie do praktycznie żadnych poważniejszych zaburzeń ani zakłóceń. Euforia, wywołana spełnieniem długo wyczekiwanego marzenia o niepodległości oraz dająca nadzieję na koniec długich lat krwawych wojen domowych, w wyniku których zginęło co najmniej dwa miliony osób, nie trwała jednak długo. Po chwili uniesienia przyszedł czas na zderzenie się z brutalną rzeczywistością oraz rozpoczęcie budowy zrębów nowego państwa od całkowitych podstaw. Samo odzyskanie niepodległości nie zbuduje bowiem instytucji administracji państwowej i nie zatroszczy się o transport czy gospodarkę. Do tego potrzeba jest wiele lat ciężkiej pracy, a 9 lipca 2011 roku znaczył jednie początek tej niezwykle długiej i wyboistej drogi.

Główny ciężar nadzorowania tej trudnej operacji wziął na siebie Salva Kiir, przedstawiciel Dinków – najliczniejszej grupy etnicznej w Sudanie Południowym (ok. 15% ludności), który od 2005 roku jest prezydentem Sudanu (do czasu odzyskania niepodległości jedynie jako prezydent regionu autonomicznego). Jako swojego zastępcę i wiceprezydenta wyznaczył on znanego nam już Rieka Machara, pochodzącego z konkurencyjnego plemiona Nuerów. Współpraca między nimi wydawała się układać dobrze, aż do lipca 2013 roku, kiedy to Kiir zdymisjonował cały swój gabinet, łącznie z panem Macharem. Dotychczasowy wiceprezydent uznał to za przejaw siły i przykład postępującego autorytaryzmu pana Kiira. Plemię Dinków chce rzekomo zawłaszczyć dla siebie władzę w kraju i właśnie dlatego Riek Machar zapowiedział start w wyborach prezydenckich w 2014 roku, aby przywrócić równowagę polityczną w nowopowstałym kraju.

Niejednokrotnie, o wiele większą siłę rażenia od realnego działania może posiadać siła plotki i niesprawdzonej pogłoski. Taką rolę spełniła wieść o rzekomym zaaresztowaniu Rieka Machara, co przy i tak spolaryzowanych nastrojach w pałacu prezydenckim doprowadziło 14 grudnia do walk między broniącymi Machara Nuerami a stronnikami obecnego prezydenta, czyli Dinkami. Starcia ograniczyły się do szeregów straży prezydenckiej, wkrótce padły jednak pierwsze strzały i już następnego dnia konflikt zaczął zataczać coraz szersze kręgi. Prezydent Kiir oznajmił, że jego przeciwnik próbował dokonać zamachu stanu[3], ten z kolei stwierdził że nie wiadomo mu nic na temat żadnego zamachu, a powstałe zamieszanie było rezultatem zwykłego nieporozumienia między strażnikami, które prezydent Sudanu Południowego stara się obecnie wykorzystać jako pretekst do pozbycia się swojego rywala politycznego[4].

Riek Machar nie musi być koniecznie zapowiadanym zbawcą Sudanu ? nawet jednak bez tego, jego wersja wydarzeń wydaje się być nieco bardziej wiarygodna. Animozje pomiędzy dwoma afrykańskimi politykami rosły już od pewnego czasu i główną stroną, która do tego prowadziła był prezydent Kiir. W wywiadzie udzielonym parę lat temu jednej z ugandyjskich gazet, pan Machar stwierdził, że wierzy w ideę kadencyjności i ma nadzieję, że po dwóch kadencjach Salva Kiir ustąpi swoje miejsce w pałacu prezydenckim innemu kandydatowi wyłonionemu w demokratycznych wyborach.  Prezydent Sudanu Południowego dał jednak wyraźnie do zrozumienia, że nie zamierza łatwo oddać władzy, a lipcowa dymisja kabinetu stanowiła wyraźne potwierdzenie tej tezy.

Autorytarne zapędy Salvy Kiira nie są czymś nowym ? jeszcze jako działacz Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu brał on stronę jej despotycznego przywódcy Johna Garanga, co w efekcie doprowadziło w 1991 roku do rozłamu w tej organizacji. Na czele rozłamowców znalazł się… Riek Machar, który już wtedy obawiał się zbytniej koncentracji władzy w rękach jednej osoby. Po ośmiu latach doszło w końcu do porozumienia, jednak autokratyczna natura obecnego prezydenta Sudanu Południowego pozostała chyba raczej bez zmian, czego świadectwem wydarzenia z 2013 roku. Czy do takiej postawy przyczyniły się również problemy zdrowotne Salvy Kiira, który musiał w ostatnim czasie wyjechać do aż RPA w celu odbycia kuracji?[5] Biorąc pod uwagę jego wcześniejsze poglądy i pozycje które zajmował, jest to tłumaczenie raczej na wyrost. O tym, że pan Kiir nie lubi sprzeciwu można się było przekonać już na początku lat ?90. Jak widać, pewne cechy w ludziach nie podlegają zmianie.

Te wewnętrzne rozgrywki polityczne doprowadziły Sudan Południowy na skraj wojny domowej ? brutalne walki i masowe morderstwa pochłonęły póki co życie być może nawet dziesiątek tysięcy Sudańczyków[6]. Sytuacja humanitarna jest coraz bardziej krytyczna i jak szacuje ONZ ponad 120 tysięcy osób musiało uciec ze swoich domów w obawie przed eskalacją przemocy[7]. A jest się czego bać ? zarówno walczący po stronie Dinków jak i Nuerów nie mają żadnej litości, mordują ludzi zbiorowo na podstawie ich przynależności plemiennej, nie oszczędzając kobiet i dzieci. Te tragiczne wydarzenia bardzo mocno przypominają sceny z sąsiedniej Republiki Środkowoafrykańskiej o których pisałem w jednym ze swoich niedawnych artykułów[8]. W tym samym rejonie, problemy od dłuższego czasu przeżywają także chociażby Somalia czy Demokratyczna Republika Konga. Chciałoby się rzec, że nieszczęścia w Afryce Środkowej nie chodzą parami, a raczej całymi stadami.

Jest to tym bardziej tragiczne, że mowa o kraju niezwykle młodym, który nie zdążył jeszcze na dobrą sprawę się ustabilizować, okrzepnąć i nawet bez obecnego konfliktu miałby przed sobą całą masę wyzwań. Ponad połowa Sudańczyków (50,6%) żyje poniżej progu ubóstwa, a PKB per capita wynosi około 1000$, co stanowi jeden z najniższych wyników na świecie[9]. Co najmniej 15% mieszkańców tego kraju nie potrafi czytać ani pisać, a duża część nowo narodzonych dzieci nigdy nie będzie miała nawet szansy rozpocząć nauki ? na 1000 noworodków w Sudanie Południowym umierają aż 104 (dla porównania ? w Polsce 5 na 1000). Problem będzie tylko rósł, mieszkańcy najmłodszego państwa świata są odpowiedzialni bowiem za 3 najwyższą stopę przyrostu naturalnego na świecie[10] (za Katarem i Omanem). Coraz więcej dzieci przychodzi na świat, ten jednak nie przynosi im większych perspektyw. Warto również pamiętać o traumie i wpływie na psychikę, szczególnie młodych osób, które niesie ze sobą wojna domowa. Szkoda, aby Sudan Południowy tuż po swoich ?narodzinach? musiał borykać się z traumą narodową. Jeszcze gorzej, jeśli z tą traumą sobie nie poradzi i po prostu się rozpadnie.

Za którykolwiek z tych scenariuszy nie będzie jednak odpowiedzialny podział plemienny na Nuerów i Dinków, jak to niekiedy przedstawia się w mediach, argumentując że Afrykanie są predestynowani do wzajemnej przemocy i nie potrafią żyć w pokoju. Tak naprawdę odpowiedzialność leży po stronie wąskiej grupki polityków aspirujących do władzy w Sudanie Południowym, którzy wykorzystują konflikt plemienny w celu dojścia za wszelką cenę do władzy, nie oglądają się przy tym na koszty ludzkie. Sudańczycy nie są ?dzikusami?, a raczej ofiarami oraz pionkami w grze, której do końca sami nie rozumieją. Społeczność międzynarodowa nie powinna włączać się w tą grę i przesądzać o jej wyniku, musi za to wywrzeć presję na obie strony odpowiedzialne za ten konflikt i postarać się wymusić jakiś rodzaj kompromisu, który zatrzyma rozlew krwi i pozwoli Sudańczykom samym zadecydować o swoim ustroju politycznym. Do takiej decyzji potrzebna jest jednak dojrzałość i odpowiedzialność polityczna, a tej u Salvy Riika zdecydowanie brakuje.

 

Mateusz Kuryła

 


[1] http://www.sudantribune.com/spip.php?article49315

[2] http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/3d/Riek_Machar_VOA_photo.jpg

[3] http://www.youtube.com/watch?v=boLU20O5JDI

[4] http://www.sudantribune.com/spip.php?article49230

[5] ?The Economist? December 21st 2013-January 3rd 2014

[6] http://www.theguardian.com/world/2013/dec/23/south-sudan-state-that-fell-apart-in-a-week

[7] http://reliefweb.int/sites/reliefweb.int/files/resources/South%20Sudan%20crisis_situation%20update%204_as%20of%2026%20December_1.pdf

[8] http://pikio.pl/najwieksza-tragedia-o-ktorej-wiekszosc-ludzi-nigdy-nie-slyszala/

[9] https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/od.html

[10] http://www.aljazeera.com/indepth/interactive/2013/12/infographic-untangling-south-sudan-violence-2013122664122452747.html

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułHolenderski konsensualizm vs polska zawziętość
Następny artykułPobożni komuniści
Mateusz Kuryła
Zwolennik polityki pragmatycznej, opartej na dialogu; ideowo bliskie są mu lewica oraz skandynawski model gospodarki.