UDOSTĘPNIJ

   Wszyscy obserwatorzy polskiej polityki pochłonięci są obserwowaniem kampanii przed wyborami prezydenckimi. Nawet pomimo tego, że określana jest ona mianem nudnej i nieciekawej i tak nie schodzi z czołówek politycznych gazet i portali. Co zresztą wcale nie może dziwić. Kilka wydarzeń jakie ostatnio miały miejsce nakłania do poczynienia kilku refleksji. Dotyczą one głównie rywalizacji dwóch kandydatów: Andrzeja Dudy i Bronisława Komorowskiego, a nawet szerzej odnoszą się do blisko dziesięcioletniej walki na linii PiS-PO.

Twitterowa aktywność

   Szczególnie interesujące wydają się dla mnie dwa przedsięwzięcia zrealizowane przez sztab Dudy. Pierwszym z nich był tweetup (zadawanie pytań przez zaproszonych dziennikarzy na Twiterze) kandydata PiS na prezydenta, drugim zaś odczytywanie przez niego mało przychylnych, łagodnie mówiąc opinii na swój własny temat (pochodzących z przeróżnych for). Naprawdę mniejsza o przebieg obu tych wydarzeń. Nieistotne bowiem, czy dziennikarze na tweetupie zadawali pytania łatwe, czy trudne, czy było ich dużo czy raczej niewiele. Istotnym pozostaje pomysł, stosunkowo nowatorski (przynajmniej jak na polskie warunki). Podobnie rzecz ma się – w mojej ocenie – z odczytywaniem negatywnych komentarzy na swój temat. Nie jest ważne czy wybrano te najgorsze wpisy, czy Duda czytał je naturalnie czy się do tego zmuszał. Nieważne, czy to przejaw faktycznego dystansu do siebie czy PR-owska sztuczka. Liczy się pomysł. Czyli coś, czego kampanii obecnego prezydenta ewidentnie brakuje. Nakłania to do pewnych refleksji. Wielu przeciwników PO zarzuca, że jej rządy opierają się jedynie na marketingu i kreowaniu pozytywnego wizerunku. Często politycy Platformy chwaleni byli za internetową aktywność i wykazywanie inicjatywy. Jeśli więc już nawet w tych dziedzinach PiS jest aktywniejszy od PO – to naprawdę może zwiastować zmiany i przetasowania na polskiej scenie politycznej. Jakkolwiek nie jestem zwolennikiem przywiązywania zbyt dużej wagi do kreowania wizerunku, nie uważam także, że portale społecznościowe i aktywność na nich zrewolucjonizowała politykę, tak wydaje mi się, że internetowa przewaga PiS może być swoistym symbolem. Po raz pierwszy takie wrażenie odniosłem po pamiętnym „przemówieniu z tabletu”, gdy J. Kaczyński na tablecie wyświetlił przemówienie kandydata na premiera technicznego prof. P. Glińskiego. Wówczas politycy PO nie byli w stanie znacząco zareagować, a ich „ćwierkające” zazwyczaj twitterowe konta milczały. Wiadomo było wówczas, ze misja „premier Gliński” jest skazana na niepowodzenie i opisywany trick PiS niewiele zmieni, podobnie jest obecnie internetowa aktywność A. Dudy nie będzie czynnikiem decydującym. Wszyscy doskonale o tym wiedzą. Jednakże stopniowo budowana internetowa przewaga PiS nad PO kiedyś może stać się symbolem.

Granie debatą

   W pewnym momencie kampanii sztabowcy PiS nader często wspominali o możliwości zorganizowania debaty prezydenckiej i o tym, że Bronisław Komorowski bardzo się jej obawia. W mojej ocenie była to dość ryzykowna gra spin doktorów Andrzeja Dudy. Niemniej zdawali sobie oni chyba sprawę z tego, że wołania o debatę pozostaną bez odpowiedzi. Na szczęście dla PiS. Dlaczego? W przypadku zgody PO i prezydenta na debatę mamy dwa rozwiązania. Albo bezpośrednia rozmowa Duda-Komorowski, albo też debata z udziałem kilku innych kandydatów. Prawo i Sprawiedliwość apelowało raczej o to pierwsze rozwiązanie. Wówczas sztab PO mógłby podnieść larum, że to niesprawiedliwe, dyskryminujące innych kandydatów idp. A to przecież B. Komorowskiego PiS oskarżał o lekceważenie innych kandydatów. To dawałoby możliwość łatwego odbicia piłeczki ze strony PO, która mogłaby powiedzieć, że PiS oskarża o lekceważenie innych, a sam A. Duda chce rozmawiać tylko z B. Komorowskim. Już przed debatą byłaby ona przegrana. Z kolei jeśli doszłoby do spotkania kilku kandydatów, wówczas kandydat PiS mógłby łatwo zginąć w tłumie i nie przebić się ze swoim przekazem. To duże ryzyko. Poza tym trudno oprzeć się wrażeniu, że A. Duda byłby tylko jednym z wielu kandydatów, a B. Komorowski jest obecnie urzędującym prezydentem. Ten „status” już w pewnym stopniu ustawia rozmowę, z pewnością na niekorzyść kandydata opozycji. Wygląda więc na to, że granie debatą było korzystne dla PiS, jednakże gdyby do niej doszło na tym etapie w korzystniejszej sytuacji byłby B. Komorowski. Tę sytuację ewidentnie wygrali jednak sztabowcy PiS, co potwierdzały sondaże wyborcze z okresu lansowania przekazu o debacie.