UDOSTĘPNIJ

fot. Piotr Kawiorski

Piotr Ikonowicz, były lider Polskiej Partii Socjalistycznej i jeden z najbardziej ideowych polityków po 1989 roku, zadeklarował wolę budowy nowej partii. Dziś, po niesłusznym uwięzieniu, Ikonowicz stał się postacią rozpoznawalną dla młodych ludzi, którzy nie pamiętają jego poselskiej aktywności z lat 90. Skupił również wokół siebie grupę społeczników działających w obronie praw lokatorskich i świadczących pomoc prawną (ale też często załatwiając dach nad głowę), wyznających proste i zapomniane zasady: „mieszkanie jest prawem, nie towarem”, „każdy człowiek ma prawo do godności”, „porządne państwo musi umieć zatroszczyć się o najsłabszych”. Przez Kancelarię Sprawiedliwości Społecznej przewinęły się setki osób, którym Ikonowicz realnie pomógł, a inni olali, lub bezradnie załamywali ręce. Ci ludzie, wcześniej nie interesujący się życiem publicznym, upolitycznili się. Wychodzili na ulicę, sami angażowali się w kolejne blokady eksmisji, biegali, załatwiali, wydzwaniali, otwierali kolejne drzwi, głośno mówili o obszarach biedy i wykluczenia. Dla bezlitosnych kamieniczników i władz miast, które oddawały kamienice wraz z lokatorami, nazwisko Ikonowicza stało się synonimem kłopotów, a ludzi, którzy mieli stać ich ofiarą – ostatnią deską ratunku.

Czy to dobrze, że Ikonowicz zakłada partię? Jako polityk Zielonych powinienem pewnie powiedzieć, że nie, że przecież my mamy podobny program, zbliżone wartości i w ogóle powinni się do nas zapisać. Z podobną tezą zgłosił się do mnie młody człowiek z PPS-u, który zapytał po co nam kolejna socjalistycza formacja. Tylko problem jest taki, że ludzie skupieni wokół Ikonowicza nie chcą działać w Zielonych czy PPS-ie, tylko wokół konkretnego człowieka, którego postawę podziwiają, zasługi doceniają, a drogę polityczną chcą wspierać i kontynuować.

Lewica cierpi na to, że nie jest inkluzywna. Do mojego ugrupowania nie zapisują się masowo osoby bezrobotne, bezdomne, wykonujące nisko płatne fizyczne prace, matki samotnie wychowujące piątkę dzieci. Do PPS-u nie wstępują ludzie, którzy nie pasjonują się historią polskiego ruchu socjalistycznego. Do złożonego w dużej mierze z czynnych prawników Domu Wszystkich Polska Ryszarda Kalisza nie przychodzą robotnicy fabryczni, prekariat zatrudniony w call-center czy pracownicy gastronomii zatrudnieni bez żadnej umowy i żyjący z napiwków. Nie płyną tam masowe deklaracje od czytelników tabloidów (które szczegółowo opisywały historię Ikonowicza) i widzowie polsatowskich programów interwencyjnych, w których występuje były poseł. A do Ikonowicza się zapiszą, bo go znają i mu wierzą.

Wielokrotnie nie zgadzałem się z politycznymi wyborami Ikonowicza, jednak nie jest to miejsce i czas na rozpamiętywanie różnic zdań. To, że Zieloni i budowany Ruch Sprawiedliwości Społecznej różnie rozkładają akcenty też nie jest problemem. Różne drogi mogą prowadzić do wspólnego celu, jakim jest przyjazne państwo, nie tylko przedsiębiorcom i ludziom sukcesu, ale wszystkim obywatelkom i obywatelom.