UDOSTĘPNIJ

Demoralizacja – kwestia wyłącznie społeczna, czy zjawisko, na które wpływ ma również model ekonomiczny? Jakie są zależności między etyką, a systemem prawnym i ustrojem gospodarczym? Zachęcam do lektury.

Demoralizacja zazwyczaj kojarzy się promowaniem niewłaściwych typów postaw, szczególnie dotyczących życia w społeczeństwie, czyli kontaktów międzyludzkich. Środowiska konserwatywne nazywają nią promowanie homoseksualizmu, coraz częstsze używanie wulgaryzmów, brak dbałości o kulturę osobistą i savoir vivre, lewica – co ciekawe – również (przynajmniej udając) mówi o pewnych wartościach i właściwych postawach, na przykład o tolerancji czy wolności osobistej (wypaczone rozumowanie tych słów przez owe środowiska nie przekreśla tego, że same w sobie są pewnymi wartościami). Można zatem powiedzieć, że  najczęściej zwracamy uwagę na te kontrowersyjne zachowania, które bezpośrednio nas dotyczą lub są rażące – godzą bowiem w nasz światopogląd i wartości, którymi kierujemy się w życiu codziennym. Okazuje się, że warto zajrzeć nieco głębiej i zwrócić uwagę, że demoralizować może sam system polityczny, co więcej nie tylko ten realizujący absurdalne pomysły współczesnych dewiantów.

Prawica wolnorynkowa znana jest z tego, iż często dzieli inne opcje polityczne na zasadniczo: socjalistów (pobożnych lub bezbożnych) oraz liberałów, czyli osoby o słabszym lub mocniejszym przywiązaniu do liberalizmu gospodarczego. Zanim nie poznamy i nie zrozumiemy, skąd bierze się obieranie kwestii gospodarczych jako priorytet, możemy pomyśleć, że wobec znacznie ważniejszych spraw w polityce – kwestii aborcji, homoseksualizmu, islamizacji – jest to śmieszna próba odróżnienia się, stworzenia podziału. Niestety taka myśl jest zdecydowanie naiwna, płytka i unika dogłębnej analizy problemu.

Aby wyjaśnić, jak ścisłe istnieje powiązanie pomiędzy systemem ekonomicznym, a moralnością społeczeństwa, można podać mnóstwo przykładów. Moim zdaniem bardzo adekwatnym będzie przebieg upadku Imperium Rzymskiego. Jak wiemy z lekcji historii, bezpośrednią przyczyną zniszczenia kolosa na glinianych nogach był napływ obcych, zacofanych, wręcz dzikich (barbarzyńskich – jak mówili Rzymianie) ludów ze wschodu. Istnieje jednak przyczyna, dla której starożytna potęga tak łatwo upadła i nie był to tylko kryzys imperialnej armii. Wiadomym jest, że wśród wielu przyczyn najbardziej znaczącą będzie ta związana z ekonomią państwa. Pamiętając, iż upadek państwa najczęściej wiąże się z upadkiem wartości dominujących w społeczeństwie, widzimy tę interesującą zależność.

Wiemy bowiem, że upadkowi rodziny, wojnom, licznym i porzucaniu noworodków towarzyszyła centralizacja administracji i centralne planowanie gospodarki na terenie cesarstwa, rozdawnictwo zboża i trwonienie olbrzymich pieniędzy na organizację igrzysk. Ilość dni świątecznych przekraczała dni pracy, dwór cesarza opływał w luksusy, biurokracja się rozrastała – a przy tym wszystkim inflacja dochodziła nawet do 15 000 %! Państwo, by ratować sytuację (choć z perspektywy czasu wiemy, że pogorszyć) interweniowało w gospodarkę, zabierając ludziom pracę. Powstawały fundusze dla rolników. Czy ten zarys łudząco nie przypomina postępowania Unii Europejskiej?

Niestety nie trzeba sięgać po losy starożytnego Rzymu, by dostrzec socjalizm jako główny czynnik demoralizacji społeczeństwa – przyczynę, korzeń chwastu, który znowu rozrasta się wśród Europejczyków i Amerykanów.

Od czasu, gdy na kontynentach opanowanych przez białego człowieka rozpoczął się powolny proces wdrażania myśli marksistowskiej – lub wprowadzenia go terrorem komunistycznym – społeczeństwo przyzwyczajało się, że w coraz szerszych dziedzinach życia gwarantem „porządku” lub „standardów” stawał się aparat państwowy. Pomijając oczywisty spadek jakości oferowanych usług (jako że wolną konkurencję zastępowano monopolem), prawdziwym nieszczęściem była zmiana postaw funkcjonujących u ludzi. Na przykład poczucie odpowiedzialności za najbliższe otoczenie: najbliższą rodzinę, krewnych, znajomych, a także mieszkańców okolicy osłabło lub nawet zanikło wraz ze wprowadzeniem przymusu edukacji, ubezpieczeń społecznych, zakazu dawania klapsów dzieciom, podatków na pomoc potrzebującym, i wielu usług socjalnych finansowanych z podatków. Naturalne przecież w takiej sytuacji jest myślenie „nie muszę nikomu pomagać, płacę przecież na to duże podatki”, „państwo lepiej zatroszczy się o moją starość niż moje dzieci”, „nie muszę mieć potomstwa, mam emeryturę”, „szkoła państwowa zadba o wychowanie moich pociech”. Te myśli, zacytowane wprost, już na pierwszy rzut oka biją ignorancją i ciężko sobie wyobrazić, by ich autor był przy zdrowych zmysłach. Niestety postępowanie większości społeczeństwa zdaje się odzwierciedlać takie właśnie postawy. Ludzie nie mają czasu dla siebie ani dla innych – są bierni, rzadziej podejmują trud osiągania celów, spełniania ambicji i przede wszystkim rozwoju siebie, by służyć innym. W ten sposób, w XX wieku więzi społeczne zdecydowanie osłabły. Wyjątkiem może być okres solidarności wobec niesprawiedliwego systemu komunistycznego, ale już po transformacji ustrojowej „doścignęliśmy zachód” – niestety w tych niepożądanych kwestiach.

Co więcej, nie możemy zapomnieć, że socjalizm jest efektem rządów większości społeczeństwa. Otóż przeciętni ludzie nie mają czasu na zainteresowania, a już na pewno nie na takie, które wymagają zaangażowania intelektualnego. Do takich należy polityka: jako dziedzina, która obejmuje szeroki zakres wiedzy historycznej, ekologicznej, psychologicznej, socjologicznej, kulturoznawczej, a niekiedy i przyrodniczej (temat globalnego ocieplenia, aborcji, eutanazji). W obecnym systemie, niezależnie od posiadanej wiedzy oraz zdolności wykorzystania jej w praktyce, każdy ma równy głos. W związku z tym nic dziwnego, że u władzy są ludzie, którzy sprawują swoje urzędy dzięki populizmowi, demagogii, kontrowersji, znajomościom i tworzą rozmaite układy, jednocześnie nie znają się na niczym, a ich priorytetem jest zaspokajanie potrzeb własnych, a nie narodu.

Takiej elicie władzy nie zależy na podtrzymaniu właściwych wzorców w społeczeństwie. Rozwój narodu to nie ich interes; najłatwiej skusić ludzi „kiełbasą  wyborczą”, darmowymi zupkami, krytyką Kościoła, nową wizją historii i nową ideologią – bajką o zielonej wyspie, na której zapewne rosną drzewa z pieniędzmi zamiast liści, panuje demokracja, wszyscy ludzie są braćmi, geje są tolerowani, a ateizm zapewnia brak morderstw i gwałtów. Szkoda, że – w nieco stonowanej wersji – ludzie w to wierzą.

Czy z tego wynika, że to sama demokracja demoralizuje społeczeństwo? Moim zdaniem raczej pozwala na zwycięstwo czynników, które je bezpośrednio powodują. Najprędzej przecież ludzie zagłosują na opcję, która rozda każdemu mieszkanie, a nie na partię lobbującą interesy zboczonych mniejszości. Jednak samo to prowadzi do zmiany sposobu myślenia. Państwo staje się opiekunem, to ono o nas dba, a także o nasze dzieci. Wtedy zostajemy pozbawieni podstawowych wolności decydowania o własnym bezpieczeństwie. Skoro już w starożytnym Rzymie, w okresie upadku, ludzie sami, z własnej woli stawali się niewolnikami (ku zapewnieniu sobie utrzymania na czas kryzysu), to dlaczego współcześni Europejczycy nie mieliby zrobić tego samego?

Jeśli państwo już na tym etapie wie lepiej, co jest dobre, a co złe, to dlaczego nie ma nam narzucić zasad i systemu wartości? Najlepiej przyjąć te przeciwstawne do wyznawanych przez Kościół, bo ta wspólnota to zagrożenie – stanowi pewną formę władzy. Natomiast narzędziem propagandowym elit rządzących są masowe media (tutaj przydają się wspomniane wcześniej układy i znajomości). W ten sposób powoli kształtuje się nowa tożsamość społeczeństwa. Tożsamość, która już raz doprowadziła Europę do upadku. Na razie powtarzamy te same błędy i żyjemy wśród podobnych absurdów. Czy zaliczymy ten sam upadek?

9 KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ