UDOSTĘPNIJ

Palisz? Płać wyższe składki zdrowotne. Dlaczego? Bo na Ciebie, Palaczu, państwo wydaje Twoje pieniądze. Na taki pomysł wpadli eksperci z Porozumienia Pracowników Ochrony Zdrowia (PPOZ). Czy to pomysł realny? A może pójść o krok dalej? Wszak najważniejsze jest to, by zwiększyć składki zdrowotne. A raczej to, by płacący ich więcej nie zobaczyli. Ani w gotówce, ani w usłudze.

Sama pani prezes wielmożnego PPOZ, dr Bożena Janicka, przekonuje, że „miłośnicy sportów ekstremalnych dodatkowo się ubezpieczają, bo są narażeni na większe ryzyko. Podobnie powinno być z palaczami, u których niebezpieczeństwo zachorowania na wiele poważnych chorób jest większe”. Pani doktor przeoczyła pewien mały szczegół – dzisiaj także palacze, którzy chcą się ubezpieczyć prywatnie na swój koszt – mogą to zrobić. Mało tego, z jasną i klarowną umową między ubezpieczonym a ubezpieczycielem. Palisz? Pal ale płać więcej niż niepalący – ale w zamian za to wynagrodzenie za ubezpieczanie, w razie choroby, masz nasze wsparcie. Jakby to wyglądało w sytuacji „umowy” z państwem?… No i szczegół, nie mniej istotny, numer dwa: miłośnicy sportów ekstremalnych robią to dobrowolnie. Co proponuje PPOZ? Haracz. W jakiej wysokości jeszcze pani Janicka nie wie, po prostu chcą otworzyć dyskusję.

No to uchylone drzwi dyskusji poszerzę i do środka zajrzę. Pytanie, zdaje się podstawowe: Jak sprawdzić to, czy ktoś pali? – ma już swoją odpowiedź! Jestem pewien, że eksperci z PPOZ czytali Orwella. Proponują, by to lekarze w trakcie okresowych badań lekarskich, także lekarze rodzinni i w ZUS, weryfikowali to, czy mają do czynienia z palaczem, czy też nie. W jaki sposób? Badając pojemność płuc? Astmatycy, strzeżcie się. Pobierając krew? Pójdźmy dalej! Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby cotygodniowe badanie krwi każdego obywatela. Nie tylko dorosłych. Także tych nieletnich. Wiadomo przecież, że palą już gówniarze pod gimnazjami. Co z nimi? Wyższe składki do Szkolnych Kas Oszczędnościowych? Wyższe składki zdrowotne dla rodziców? Jeśli palacz wpadnie w ręce inkwizycji i część jego wynagrodzenia przepadnie w czeluście budżetu państwa – to słusznie i dobrze! Co jednak z palaczami biernymi? Tymi, którzy idąc na Komisję Badania Zawartości Tlenku Węgla we Krwi zaciągną się przypadkiem dymem innego przechodnia? Jeśli tolerować by takie wpadki, skorzystać mogliby ci, którzy paliliby papierosy sporadycznie… A co za tym idzie, nie zapłaciliby składki.

Odrobinę rozsądku zachował Bolesław Piecha z PiS: Być może z punktu prozdrowotnego jest w tym jakiś sens, ale to zupełnie nierealny pomysł ? ocenia senator Bolesław Piecha (PiS), były wiceminister zdrowia. ? Udowodnienie komuś, że jest palaczem, jest praktycznie niemożliwe. Problemem byłoby też ustalenie składki dla tych, którzy naprawdę rzucili palenie, ale i tak trzeba ich leczyć. Grzegorz Byszewski, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Pracodawców RP, także realnie patrzy na problem. Według niego, taki dodatkowy pobór wymagałby gruntownej przebudowy systemu ubezpieczeń zdrowotnych. – To w rzeczywistości karanie za niezdrowy tryb życia. W innych krajach, jeśli składki zdrowotne są różnicowane, to na zasadzie nagrody. Na przykład osoby, które regularnie się badają, mogą liczyć na jakieś zniżki ? ocenia.

Ze swojej strony ekspertom z PPOZ podpowiem także inne kierunki, w których mogliby znaleźć źródła składek ekstra! Na przykład osoby żywiące się w fast foodach. Należałoby podawać PESEL przy kasie, w ten sposób każdy zakup byłby kontrolowany. A co z tymi, którzy kupują komuś, bo sami przekroczyli próg? Jeść należałoby w lokalu. Właściwie, czemu tylko jeden próg? Powinno się stworzyć całą gamę progów, zależnych od ilości tlenku węgla we krwi, ilości szybkich posiłków. Także ilości soli w organizmie. Dlaczego osoby, które spożywają większe ilości śmiertelnej soli (powoduje wszakże szereg schorzeń), mieliby uniknąć kosztów swojego leczenia na koszt innych podatników?

Państwo musi dbać o swoje bydło, które płaci podatki. O bydło należy dbać, badać, doglądać. Decydować o tym, co może robić a czego nie, co jeść a czego jeść nie może. Socjalistyczne rządy, w tym polski, robią to cały czas, dbają o swoją własność. Czy to w Polsce pilnując szczepień dzieci, czy w Szkocji wydając (darmowe, a jakże) na imienne recepty ewidencjonując to, jaki obywatel jaki lek bierze. Kiedy i w jakiej ilości. Oby się bydło przez swoją głupotę nie zatruło, nie wzięło wolnego w pracy i nie płaciło podatków. Jakie tego problemu rozwiązanie? Oddać obywatelom pieniądze w ich własne ręce. Ktoś dba o zdrowie? Wyda mniej na lekarstwa i nie będzie opłacał leczenia tych, którzy palą, ćpają lub jedzą codziennie hamburgery. Ktoś o nie nie dba? Zapłaci więcej ze swojej kieszeni nie żerując na wszystkich obywatelach. Zlikwidować należałoby także recepty. Ktoś odczekał swoje u lekarza lub zapłacił za prywatną wizytę, dostał receptę lecz porwał ją wiatr – co w tej sytuacji? Leku nie dostanie, do lekarza musi iść z powrotem a po drodze może odejść z tego świata. W świecie bez lekarstw każdy mógłby kupić tyle leków, ile zdoła unieść. 99 proc. ludzi kupiłoby te, które potrzebuje. 1 proc. kupiłby je po to, by się naćpać lub przedawkować. Przy drugiej opcji społeczeństwu lżej. Przy pierwszej albo ktoś ćpałby z umiarem (dobrze), przestałby ćpać (dobrze) albo wkrótce by umarł (dobrze). W paru słowach: swoje zdrowie to własna sprawa każdego obywatela.

Wracając do nieszczęsnych palaczy. Czy oni czasem już nie płacą swojej „składki zdrowotnej”? W roku 2012 przychód z akcyzy sięgnął rekordowych 18,6 mld zł. Zgodnie z prawem, 0,5 proc. tej sumy powinno trafić na rządowy program profilaktyki palenia. Niewiele ma to jednak z rzeczywistością wspólnego. Według raportu NIK na ten cel przeznaczono 1 proc. od tego 0,5 proc.

Tymczasem PPOZ idzie jeszcze dalej. Chce, by cena paczki papierosów wzrosła jeszcze bardziej o kwotę, która byłaby opłatą odprowadzaną na specjalny fundusz leczenia chorób odtytoniowych. Tu jednak wracają podstawy ekonomi, o których zapomina PPOZ i lewica (może PPOZ to lewica?): przy poborze podatków w wysokości 0 proc., kwota wynosi 0 zł. Przy poborze w wysokości 100 proc., suma ściągnięta wynosi… także 0 zł. Jak zauważył Grzegorz By­szewski, w ciągu 11 miesięcy ubiegłego roku, mimo 5 proc. wzrostu, dochody z akcyzy tytoniowej sięgnęły 16,8 mld zł. Czyli były niższe o 327 mln zł niż w tym samym okresie rok poprzedni.

Dziękuję,
Kacper Krojna.

Źródło: dziennikpolski24.pl
Fot Tomasz Sienicki/Wikimedia Commons