UDOSTĘPNIJ

– (Niezależna.pl) Słyszałaś Pani nowe rewelacje?

– (TV Republika) Nie słyszałam, droga sąsiadko.

– Seagal zagrał koncert dla separatystów.

– Ten Seagal?

– Ten.

– Czyli oprócz Obelixa, nie lubimy również Liberatora.

– Ot co!

Tekst pisałem przy tym utworze, nie ma żadnego związku z treścią (a może jednak), lecz proponuję odtworzyć sobie podczas lektury.

Po krótkim wstępie najprawdopodobniej poznaliście mój stosunek do sensacji jaką wywołał Steven Seagal. Na co dzień aktor, w wolnych chwilach gitarzysta bluesowy, kilka dni temu wystąpił w ukraińskim Sewastopolu, kontrolowanym obecnie przez prorosyjskich separatystów. Na tle nieba łopotały flagi Donieckiej Republiki Ludowej oraz Rosji. Według Wielce Oburzonych Seagal uświetnił swoją obecnością propagandową imprezę marnie argumentując, iż przez muzykę chce łączyć ludzi. Generalnie biba, na której wychwala się żołnierzy walczących z „kijowskim reżimem” na pewno jest propagandówką, aczkolwiek nie rozumiem tej eksplozji bólu czterech liter. Abstrahując od mojej opinii dotyczącej separatystów, poniżej przytoczę listę sławnych aktorów, którzy jakoś nie byli/nie są potępiani za swoje koneksje. 

Denis Rodman jest w przyjacielskich relacjach z Kim Dzong Unem, z którym spotyka się regularnie. Za czasów rządów Muammara Kadafiego w Libii na koncertach dla jego rodziny występowali m.in. 50 Cent, Beyonce, Mariah Carey i Nelly Furtado, oczywiście za odpowiednio duże honorarium. Hilary Swank, Seal i Jean-Claude Van Damme śpiewali za pieniądze Happy Birthday Razmanowi Kadyrovowi, prezydentowi Czeczeni oskarżanemu o ludobójstwo i zlecenie zabójstwa rosyjskiej dziennikarki Anny Politkowskiej. Ludzie! Na 99 procent Seagal po prostu zarobił konkretny kwit na tej imprezie, więc podejrzewam, że być może nawet nie wiedział o co chodzi w całym konflikcie, choć coś tam gaworzył, że aneksja Krymu była uzasadniona. Kazus Depardieu potwierdza jednak teorię, że persona non grata stajesz się dopiero, jeśli Twój portfel flirtuje z Rosją.

Jednakże, absolutnym hitem jest ból czterech liter portalu Niezależna.pl, który nie może pogodzić się z faktem, iż Rosjanie lubią swojego prezydenta, a Polacy poprzedniego niezbyt. Podejrzewam, że Niezależni i Niepokorni blogerzy z wymienionego serwisu jeszcze bardziej wściekliby się gdyby ich rodacy stworzyli koszulki z wizerunkiem Komorowskiego. Obecność Putina na koszulkach Niezależni nazywają żałosną próbą ocieplenia wizerunku władcy Kremla. Uwaga, oto cytat otwierający artykuł:

„Światowe, w tym polskie, lewactwo uwielbia paradować w koszulkach z Che Guevarą. Dzięki rosyjskim ?projektantom mody?, którzy w obrzydliwy sposób podlizują się Władimirowi Putinowi, lewacy wszystkich krajów będą mogli zafundować sobie t-shirt na zmianę.”

W luksusowym domu towarowym przy Placu Czerwonym zebrała się pokaźna kolejka, gdyż młodzi projektanci opracowali 15 wzorów koszulek, które cieszą się olbrzymim zainteresowaniem. Przedstawiają między innymi Putina na koniu z hasłem „nas nie dogonią” czy prezydenta wypoczywającego na Krymie. W mojej opinii, choć fanem Putina nie jestem, druga koszulka jest wybitnie zabawna i być może sam bym sobie taką sprawił. Jeśli towar pójdzie na eksport, śmiało biorę (i po co te sankcje?!). Pierwsza przypomina nieco Wiedźmina, więc też dostaje wysoką ocenę.

putin1

 

putin2

Najwyraźniej Rosjanie lubią swojego prezydenta i chcą kupić sobie zabawne koszulki z jego wizerunkiem, zaś projektanci wyczuli koniunkturę i postanowili krocie zarobić przy okazji promując swoje inne kolekcje. Według Niezależnej to niebywałe, że obywatele są w stanie wydać 120 złotych na takie ubrania. Zapewne próbowali sobie wyobrazić scenkę, w której w modnym domu towarowym w centrum Warszawy rozpoczyna się sprzedaż T-shirtów z wizerunkiem Kaczyńskiego i po wyciągnięciu wniosków, że jedynie oni tworzyliby tę kolejkę, stwierdzili, że koszulki z Putinem to niecny plan stworzenia z niego ikony popkultury.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również