UDOSTĘPNIJ

Rys. https://www.facebook.com/makazlodem

 

W związku z nawałem różnych komentarzy na ten temat, miałem go sobie całkowicie odpuścić. Jednak ostatnie wydarzenia ukazujące hipokryzję ideologii mającej swoje korzenie w Rewolucji Francuskiej wzbudziły we mnie głęboką odrazę.

 

Chodzi oczywiście o pojmowanie wolności słowa. Dokładniej o wybiórczość w jej przyznawaniu. „Jakże to?” – zapytacie – „Przecież wolność słowa należy się każdemu! Nie może być w żaden sposób przyznawana!”(takich reakcji się spodziewam). Podejście o tyle piękne, co mylne.

 

Bo czymże jest wolność słowa? Dobrze opisuje to zamiennie stosowane określenie: prawo do swobody wypowiedzi. Prawo a więc przywilej. A przywileje się zyskuje lub traci. Otrzymujemy je dzięki funkcjonującemu przeświadczeniu, że zdanie każdego warte jest wysłuchania. Sam absolutnie się z taką tezą nie zgadzam, jednak w ten sposób nie wyklucza się – przynajmniej na początku – szeptu rozsądku wśród krzyku głupców. Jak za to można owo prawo utracić?

 

Pierwszym z nich jest cenzura. Ponownie słyszę głosy sprzeciwu w mojej głowie: „Przecież cenzura nie istnieje!”. Bezpośrednia na pewno. Wciąż funkcjonuje jednak cenzura zakamuflowana. To społeczeństwo decyduje czego chce słuchać, a od czego się odcina. Reguluje to popyt na publikowane treści. Jeśli autor pozwala sobie na zbyt wiele i swoimi pracami wywołuje oburzenie i zwyczajnie traci odbiorców. Przewrotnie musi więc stosować autocenzurę.

 

Teoretycznie, ponieważ w praktyce w mocno spolaryzowanym społeczeństwie – jak np. polskie – przestaje liczyć się przekaz/problematyka a dominuje przynależność światopoglądowa. Taka ignorancja powoduje zatarcie granicy pomiędzy krytyką a obrzydliwym opluwaniem oponentów czymkolwiek, co „ślina na język przyniesie”. Kto dzisiaj pamięta, że krytyka polega na wskazywaniu błędów? Krytyka rodzi dyskusję. Wymaga doboru argumentów. Wymaga myślenia, z którym coraz gorzej w „nowoczesnym” i „postępowym” społeczeństwie. W końcu zabawniej zrobić obrzydliwy rysunek nie niosący żadnej wiadomości merytorycznej, ale aspirujący przy tym do roli satyry (która to powinna skłaniać do przemyśleń).

 

Jeśli mówimy o odbieraniu prawa do wolności wypowiedzi nie można nie wspomnieć o stygmatyzowaniu swoich oponentów. Po takim zabiegu nie trzeba już odnosić się do ich argumentów, ba, nie warto ich przecież nawet słuchać, bo już w samym założeniu nie mogą mieć racji. W końcu to „ci źli”. Haniebnym jest, że najczęściej praktyki te stosują środowiska, które przy byle okazji wycierają sobie mor… usta swobodą wypowiedzi. Tak oto po wielkim marszu w obronie wolności słowa aresztowano francuskiego komika[1]. Właśnie za wypowiedź. Logiczne. Więcej przykładów? Może coś w temacie religii. Wystarczy porównać te dwie informacje[2][3]. Nie wymaga komentarza. Przy okazji zwrócę Państwa uwagę na to, że grupy „łamiące stereotypy” i „burzące tabu” na temat homoseksualizmu nakładają całun milczenia na fakt możliwości leczenia osób o niestandardowej seksualności[4]. Każdemu kto o tym wspomni w mgnieniu oka zostanie przypięta łatka „homofoba”, „faszysty”, a uogólniając wroga wszystkiego co żywe. Bezpieczniej go zakneblować, bo przecież może się okazać, że dodatkowo zieje ogniem…

 

W ramach krótkiej konkluzji:

Wolność słowa jest niezbędna do dyskusji. „Prawdziwa cnota krytyk się nie boi” jak pisał Ignacy Krasicki w „Monachomachii”. Rozróżniajmy jednak krytykę od obrażania. Dodatkowo odbieranie głosu ze względu na poglądy jest według mnie co najmniej naganne, natomiast jeśli ktoś nie umie zachować norm kultury – bez względu na światopogląd – warto mu głos odebrać.

 

[1] http://pikio.pl/francuski-komik-za-kratami-kpil-z-charlie-hebdo/

[2] http://pikio.pl/nowa-prowokacyjna-okladka-charlie-hebdo-z-mahometem/

[3] http://pikio.pl/2009-z-charlie-hebdo-wyrzucono-satyryka-za-antysemicka-karykature/

[4] http://www.narth.com/#!services/c5ro

 

  1. Przepraszam za ewentualne błędy/powtórzenia/niską wartość estetyczną teksu. Emocje wzięły górę.

Zobacz również