UDOSTĘPNIJ

Kompletnie do mnie nie trafia ciągłe jęczenie i utyskiwanie, że zagraniczne osobistości bądź media piszą o polskich obozach zagłady. Powinniśmy się z tym pogodzić – po prostu ze słabości zrobić cnotę. Obraz Polaków za granicą nie jest przecież najlepszy, obcokrajowcom Polak kojarzy się przede wszystkim z kradzieżą samochodu, cebulą i Lechem Wałęsą. Przyznać trzeba, że nie są to jakieś powalające na kolana zjawiska. A Holokaust to już co innego. To wydarzenie najważniejsze w dziejach ludzkości zaraz po odkryciu Ameryki i penicyliny, zatem niech inne narody kojarzą nas z tym epokowym przedsięwzięciem. Współudział w wymordowaniu sześciu milionów przedstawicieli najbardziej inteligentnego i wybranego narodu musi budzić respekt. I nie ma zwalania, że granatowa policja, że szmalcownicy, że endeckość i katolicyzm i wyssany z siarą matki-Polki antysemityzm. Nie. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni. Powinniśmy wykorzystać szansę, zrobić sobie piar. Musimy się oswajać z przypisaną nam rolą. Te wszystkie drzewka w Yad Vashem – to Birnamski zagajnik wędrujący po mediach z płaczem. Listek figowy. Zresztą czyż w oczach  naszych przyjaciół zza zachodniej granicy – Niemców, przedstawicieli narodu poetów i filozofów oraz nad wyraz wymownych Francuzów, poprzez swoją chorobliwą rusofobię nie potwierdzamy tezy, że jesteśmy nacją, która z wrodzoną zawziętością pogardza obcymi?

Rusofobiczna wścieklizna potwierdza jedynie, że musi być z nami coś nieteges i skoro z taką zajadłością atakujemy Rosjan to pewnie i z Żydami zrobiliśmy kiedyś masakrę… Obraz Polaka-rusofoba doskonale wpisuje się w narrację obciążającą nas za zbrodnie popełnione na Żydach i świetnie współgra z polityką historyczną prowadzoną przez naszego zachodniego sąsiada.