UDOSTĘPNIJ

Jakiś czas temu postanowiłem, że co najmniej do czasu referendum na Krymie powstrzymam się przed napisaniem artykułu na temat kryzysu na Ukrainie. Jednak zmieniłem zdanie po zapoznaniu się na Facebooku ze stroną Polacy popierają rosyjski Krym. Po przeczytaniu opublikowanych na niej postów spostrzegłem, że poparcie dla działań rosyjskich zjednoczyło przeciwne sobie siły (gwoli ścisłości, w sprawie poparcia dla Ukrainy jednym głosem mówią wrogie sobie PO i PiS). Wśród popierających przyłączenie Krymu do Rosji są komuniści (których ogarnia nostalgia za ZSRR), środowiska konserwatywne, takie jak korwiniści czy Klub Zachowawczo-Monarchistyczny (które dostrzegają w Putinie silnego przywódcę gotowego rzucić wyzwanie demokracjom zachodnim), czy też narodowcy (którzy liczą na przyłączenie Lwowa do Polski). Dosyć osobliwy sojusz ekstremów.

Tytuł artykułu zdradza już wniosek, do którego doszedłem obserwując wydarzenia na Ukrainie. Uważam, że przemawiają za nim 3 argumenty:

  1. ZASADNICZY. Federacja Rosyjska dąży do oderwania części terytorium innego państwa. Jest to agresja i chociażby z tego powodu rosyjskie działania powinny budzić sprzeciw. Krym został oddany w 1954 r. Ukraińskiej SRR. Wprawdzie wtedy miało to znaczenie drugorzędne, bo Rosja i Ukraina należały do ZSRR, ale po jego rozpadzie w 1991 r. przyjęto granice republik radzieckich jako granice państw. Ponadto, w 1994 r. na mocy memorandum budapesztańskiego Rosja, wraz z UK i USA, zagwarantowały nienaruszalność granic Ukrainy w zamian za pozbycie się przez nią broni nuklearnej (z czego Ukraina się wywiązała).
  2. ROZPAD UKRAINY PODSYCI NACJONALIZM UKRAIŃSKI. Częstym argumentem podnoszonym przez zwolenników rosyjskiej aneksji Krymu jest obecność nienawidzących Polski ukraińskich nacjonalistów na Majdanie. Cóż, nie będę kłamał, że ich tam nie ma. Ale wśród majdanowców są też przedstawiciele lewicy (zwłaszcza w Charkowie, np. lewicowy poeta Serhij Żadan, pobity w zeszłym tygodniu przez putinowców). Co więcej, nacjonalizm ukraiński od ponad 100 lat najsilniejszy jest na zachodzie Ukrainy. Integralność terytorialna Ukrainy gwarantuje więc względną równowagę i pluralizm – zachodnioukraiński nacjonalizm będzie siłą rzeczy hamowany przez Charków czy Donieck, gdzie banderowcy nie cieszą się dużym poparciem. W razie rozpadu Ukrainy naszym sąsiadem byłaby jej zachodnia, nacjonalistyczna część. To dopiero byłoby dla Polski niekorzystne sąsiedztwo. Nawiasem mówiąc, podbicie zachodniej Ukrainy przez Polskę, o czym niektórzy marzą, przysporzyłoby nam kilku milionów nienawidzącej nas ludności w naszych granicach.
  3. ROZPAD UKRAINY WZMOCNI NACJONALIZM I IMPERIALIZM ROSYJSKI. Ewentualny rosyjski sukces wcale nie zaspokoiłby apetytu Władimira Putina. Wprost przeciwnie – pokazałby, że obrał on skuteczny sposób odzyskiwania terytoriów, które niegdyś należały do Rosji. Putin miałby wtedy impuls do dalszych podbojów, podobnie jak Hitler w 1938 r. nie zadowolił się rozbiorem Czechosłowacji. I wcale nie usprawiedliwia go, że Ameryka napadła Irak (częsty argument zwolenników rosyjskiego Krymu) – dżumy nie leczy się cholerą.

Na zakończenie chciałbym sprostować pokutujące gdzieniegdzie łgarstwo dotyczące uchylenia ustawy językowej – ustawa wciąż obowiązuje, jej uchylenie zostało zawetowane przez p.o. prezydenta Turczynowa (który w dodatku opowiada się za poszerzeniem autonomii Krymu w obrębie Ukrainy.)

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułEuropa ma się dobrze
Następny artykułGender oczami specjalisty – wywiad z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem
Mariusz Braszkiewicz
Mariusz Braszkiewicz (ur. 23 XII 1992 r.) - student prawa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Człowiek raczej lewicy, kociarz, piwosz, miłośnik kina polskiego. Poseł na Sejm Dzieci i Młodzieży XVI kadencji (2010 r.) W latach 2009-2013 członek Federacji Młodych Socjaldemokratów. Obecnie bezpartyjny. Jako jedyny włocławianin wyróżniony wpisem na neonazistowskiej stronie Redwatch.

Zobacz również