UDOSTĘPNIJ

Atmosfera na linii Świat Zachodni-Rosja właściwie zawsze była napięta. Można odnieść wrażenie, że tylko cud chroni nasz region przed wybuchem wojny w każdej sekundzie. Rosja dozbraja swoje graniczne bazy wojskowe. I mówi o tym głośno, a to znaczy, że gdzieś są też rzeczy, o których się nie mówi.

System rakietowy S-500 Prometeusz to zupełna „nówka sztuka”. Jego produkcja planowana była na 2014 rok, ale doszło do opóźnień. Nowa wyznaczona data jego wprowadzenia, to 2020 rok. Rosjanom jednak się spieszy. Jak się okazuje – najnowszy rosyjski system rakietowy trafi do armii już w przyszłym roku.

Jest to system przeciwlotniczy. Celem tych rakiet, jak się okazuje, nie jest jednak jedynie zestrzeliwanie wrogich samolotów.

Doświadczenie wojen w okresie ostatnich dziesięcioleci wskazuje, że samą obroną wojennych zadań się nie zrealizuje – twierdzi generał Wiktor Gumionny, zastępca dowódcy Wojsk Powietrzno-Kosmicznych.

Czyli, mówiąc prościej – najlepszą obroną jest atak. A do tego „Prometeusz” nadaje się świetnie. Może niszczyć cele do wysokości 200 km – a to znaczy, że w jego zasięgu są satelity wojskowe. Ich zestrzelenie w razie konfliktu oznaczać będzie, że wróg oślepnie. Ponadto rakiety mają zasięg 600 km. Realnie znaczy to, że rozmieszczone w obwodzie Kaliningradzkim lub w którejś z przygranicznych baz na Białorusi pozwoli, na pokrycie ich zasięgiem niemal całej Polski – wystrzelona rakieta z łatwością doleci np. do Warszawy.

Gumionny wskazuje na potrzebę zwalczania nie tylko rakiet czy samolotów w locie. Trzeba mieć w swoim zasięgu również bazy rakietowe i lotniska poza granicami Rosji.

Najnowsze rosyjskie myśliwce też są obecnie w fazie oblotu. Mogą wystartować z Rosji, oblecieć całą Europę niszcząc cele, a następnie wrócić do bazy-matki. Ich zasięgi to blisko 3 tys. km.

Źródło: rmf24.fm

Zobacz również