UDOSTĘPNIJ

Moskwa już od dawna z niechęcią patrzy na działania krajów członkowskich Paktu Północnoatlantyckiego, zwłaszcza jeśli te działają w pobliżu Rosji. Nie dziwi więc, że Federacja Rosyjska nie jest zwolennikiem umacniania wschodniej flanki NATO. Kreml zabrał głos w sprawie żołnierzy USA, którzy zjawili się niedawno w Polsce.

Rosja od zawsze widziała zagrożenie w NATO. Jej obawy o swoje bezpieczeństwo miały się potwierdzać już wielokrotnie. Było tak chociażby, kiedy w Polsce i Czechach miały być zainstalowane systemy obronne w ramach tarczy antyrakietowej. Kreml nie tylko nie czuje się dobrze z umacnianiem Zachodu, ale widzi w tym prowokację.

Ostatnią z nich jest przybycie do Polski żołnierzy amerykańskich z Fort Carson. Około tysiąca żołnierzy trafiło do naszego kraju w związku z ustaleniami, jakie omawiano na szczycie NATO z lipca 2016 roku. Amerykańskie wojsko wraz ze sprzętem będzie stacjonować w kilku bazach na terenie Polski – w Żaganiu, Świętoszowie, Skwierzynie i Bolesławcu.

Rosjanie zdziwili się tak szybkim przybyciem Amerykanów do Polski. Ci mieli bowiem znaleźć się tutaj pod koniec stycznia. Kreml dopatruje się jednak przyspieszenia procedury w kończącej się kadencji prezydenta Baracka Obamy. Amerykański polityk już od dłuższego czasu daje znać Rosji, że „się nie lubią”.

 – Rozlokowania żołnierzy oczekiwano dopiero pod koniec stycznia, jednak odchodzący gospodarz Białego Domu, Barack Obama, zadecydował o przyspieszeniu procesu do inauguracji nowego prezydenta USA Donalda Trumpa – podaje Rossijskaja Gazieta.

Nasi wschodni sąsiedzi dość spokojnie przyjęli tę wiadomość. W ich podejściu do sprawy widać podobieństwo do działań Władimira Putina. Ten po wydaleniu z USA rosyjskich dyplomatów… nie zrobił nic. Prezydent Rosji czeka bowiem aż kadencję rozpocznie Doland Trump, który z Kremlem ma dobre stosunki.

 – W Moskwie przy tym nie wyklucza się, że za rządów Republikanina Trumpa, który zamierzał zredukować finansowanie programów NATO, decyzja ta będzie zrewidowana. Na razie wzmocnienie wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego idzie pełną parą – informuje Gazieta.

Rosjanie przypomnieli jednak, że wszelkie działania wojskowe mające miejsce w pobliżu granic Rosji, są brane za prowokację. Ostrzeżono, że Rosja będzie na nie reagować.

 – W Moskwie nie raz nazywano te plany, tak jak i pojawienie się elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie, „prowokacją”, na którą Federacja Rosyjska będzie musiała reagować – podkreślono.

Nie wiadomo jednak czego i czy w ogóle czegoś się spodziewać. Jak na razie władze rosyjskie czekają na objęcie prezydentury przez Donalda Trumpa. Jeżeli ten odwoła wojska z Polski i innych krajów wschodniej flanki, problem rozwiąże się na korzyść Kremla. Jeśli natomiast Trump jeszcze bardziej zaangażuje się w zbrojenie tych rejonów, może dojść do konfliktu na szeroką skalę. Jest to jednak ta mniej prawdopodobna opcja.

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również