UDOSTĘPNIJ
źrodło: wikimedia.org/FEMA

„Szatańska rakieta” tak najlepiej można określić nową bombę atomową Moskwy. Pierwsze zdjęcia potężniej broni światło dzienne ujrzały 25. października i z miejsca wzbudziły niepokój. Okazuje się bowiem, że Satan 2, bo tak nazywa się pocisk, to niesamowicie potężne zagrożenie.

Satan 2, zwany oficjalnie RS-28 Sarmat, wejść do służby ma w 2018 roku i zastąpi na miejscu głównej broni atomowej Rosji swojego młodszego brata – Satana 1, czyli rakietę SS-18. Ta czasy swojej świetności miała 30 lat temu.

Nowa bomba Moskwy jest odpowiedzią na coraz bardziej zaawansowane systemy antyrakietowe, jakie powstają na świecie. Ma też być oczywiście elementem odstraszającym inne państwa przed ingerowaniem w sprawy Rosji. Chodzi tu zwłaszcza o USA, z którym to stosunki ostatnio się Moskwie popsuły, w efekcie czego Rosja zawiesiła antyatomowy traktat z Waszyngtonem.

Pocisk, który oficjalnie do służby ma wejść w 2018 roku, posiada niszczycielską siłę. Satan 2 jest 2000 razy potężniejszy niż ładunki zrzucone w 1945 roku na Hiroszimę i Nagasaki. Rakieta jest w stanie przenieść nawet 16 głowic nuklearnych. Daje jej to siłę rażenia, która umożliwia zniszczenie obszaru wielkości całej Francji.

Satan 2 jest też bombą o sporym zasięgu. Dzięki temu, że jest w stanie przemierzyć 10 000 kilometrów, RS-28 zagraża nawet wschodnim wybrzeżom USA, o Europie czy Bliskim Wschodzie nie wspominając. Warto dodać, że Satan 2 jest też bardzo szybki – w zaledwie 6 minut przemierzyć będzie w stanie odległość Moskwa – Londyn.

Co ciekawe, USA już o Satanie 1, czyli pocisku SS-18, nie miała dobrego zdania. Paul Craig Robertson, z Departamentu Skarbu USA, oszacował, że pięć do sześciu rakiet Satan 1 byłoby w stanie zniszczyć wschodnie wybrzeże, a jedna wymazałaby życie z 3/4 powierzchni stanu Nowy Jork. Warto zaznaczyć, że siła rażenia jednego Satana 2 obejmuje cały stan Teksas, który większy jest 5 razy od stanu Nowy Jork.

Polub fanpage jedynego bezstronnego portalu informacyjnego


źródło: vice.com
pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również