UDOSTĘPNIJ
foto: pixabay.com

Właśnie przeczytałem artykuł na portalu kresy24.pl odnośnie broni tektonicznej. Zamykała go konkluzja, że gdyby Putin był w posiadaniu tej „zabawki”, świat stanąłby na krawędzi zagłady. Czyżby?

Wkurza mnie robienie wody z mózgu ludziom, w wyniku czego także ja miałem przez wiele lat obraz „dobrego Zachodu” i złego wschodu. To drugie to oczywiście barbarzyńska dzicz i swołocz. Jednak w kwestii użycia śmiercionośnych broni wszystko wskazuje na to, że należy się obawiać tak samo jak Rosji – USA. A może nawet bardziej należy obawiać się wujka Sama?

Nie słyszałem bowiem, by Rosja użyła kiedykolwiek broni ABC przeciwko komukolwiek. Natomiast u Amerykanów to „dokonanie” odnotowane zostało dwukrotnie: najpierw w Hiroszimę, zaś kilka dni później w Nagasaki. Sprzątnięcie kilkuset tysięcy żyć w kilka sekund oraz skażenie setek tysięcy innych osób nie było dla nich problemem. Oczywiście ktoś w swej naiwności mógłby twierdzić, że biały dom nie wiedział jak wielkie zniszczenie przyniesie zrzut. Jeśli tak było, dlaczego zaraz potem dokonano ataku na Nagasaki? Z pewnością straty ludzkie nie były dla „obrońców praw człowieka” problemem.

Czy podczas zimnej wojny istniał „dobry Zachód”? Nie. Tak samo jak w krajach bloku komunistycznego przeprowadzano przeróżne eksperymenty pod klauzulą tajności na ludzkiej psychice, emocjach organizmach. Może nie brano do tego osób z ośrodków psychiatrycznych, choć tego też nie możemy być pewni.

Historię piszą zwycięzcy. Związek Radziecki zimną wojnę przegrał. Dlatego też najwięcej opowieści o wszelkim złu tego okresu przypada na ZSRR. Przykre to czasy, gdy na tak wielką skalę robi się z historii prostytutkę. Widzimy to doskonale, bowiem Rosja, będąca bękartem idei państwa świeckiego i demokratycznego oraz carskiej Rosji, jednocześnie przez byłych funkcjonariuszy skoligacona z państwem stricte rewolucyjnym, zaczyna wybielać historię sowieckiego państwa. Może się okazać, że odzyskujące wpływy po ZSRR państwo rosyjskie ujawni ciekawe aspekty Zachodu dotyczące zimnej wojny.

A Polska dalej jest mamiona przez media mętnego nurtu, jakoby miała jedynie wybór między Zachodem a Rosją. Możemy utworzyć blok państw Europy środkowo-wschodniej pod swoim przywództwem. W ten sposób bylibyśmy siłą zdolną przeciwstawić się mocarstwom po lewej i prawej stronie mapy, które z Polski i z innym krajów tworzą swoje marionetki. Niestety na to potrzeba czasu i podjęcia niepopularnych decyzji. Dlatego też demokracja powszechna nie zda tutaj egzaminu.

Co do zaś polskojęzycznych mediów, warto zadać sobie pytanie: dlaczego dana redakcja zaleca takie rozwiązanie? Albo dlaczego prowadzą narrację pro-zachodnią albo pro-rosyjską? Mistrzem relatywizmu po prawej stał się rzekomo katolicki frądel, który mimo pisania o akcjach pro-life partii pro-amerykańskiej i pro-żydowskiej stwierdził głosem mędrca, iż „ruch prorodzinny nie może być upolityczniony”. Oczywiście taka myśl z redakcji wypłynęła dopiero, gdy prof. Chazan oświadczył, że poprze narodowców. Prawie każdej redakcji mętnego nurtu można łatwo zarzucić ideologizację. Jednak szczególna pogarda płynie z mojej strony dla tych, którzy próbują uchodzić za katolików, robiąc z logiki nierządnicę. A św. Tomasz patrzy.

Chcesz więcej? Wejdź na fb TUTAJ