UDOSTĘPNIJ
fot. wikimedia commons: Kornisz13/ Adrian Grycuk

Nie jest tajemnicą, że dziennikarze Gazety Wyborczej nie sprzyjają politykom Prawa i Sprawiedliwości. Nic więc dziwnego, że historia reportera GW uratowanego przez Antoniego Macierewicza zdobywa coraz większą popularność.

Zdaniem Wacława Radziwinowicza, w 2007 roku przebywał na terenie Rosji. Kończyła mu się właśnie pozwolenie na pobyt, którego Rosjanie nie chcieli przedłużyć. Jakby tego było mało, dziennikarz nie był również w stanie uzyskać zgody na powrót do kraju.

– Usłyszałem, że nic mi nie dadzą, bo piszę wredne teksty, stale jeżdżę na Ukrainę, a tam działy się rzeczy dla Rosji przykre.

Zapytałem, czy dadzą mi choć wizę wyjazdową, bym mógł opuścić Federację. Usłyszałem: „Nie”. – pisze Radziwinowicz.

Właśnie wtedy, na pomoc przyszedł mu nieświadomie Antoni Macierewicz. Zdaniem dziennikarza, to dzięki decyzji obecnego szefa MON o publikacji raportu ws. WSI.

 Wieczorem wróciłem do MSZ. […] Kiedy rozsunęły się drzwi, ujrzałem go, trzymającego w ręku jakieś papiery, […] szczęśliwego. […]

Bez wstępów zaczął: – Cały dzień patrzymy, jak wasz wiceminister obrony Macierewicz rozprawia się z waszym wywiadem wojskowym. Czegoś takiego nigdy w historii nie było. Pokazał światu waszych agentów, zdradził całą polską „razwiedkę”. Jak ja mu zazdroszczę! Gdybym ja to zrobił, daliby mi gwiazdę Bohatera Rosji i wielką emeryturę!

A potem przechodząc od razu do meritum podał mi kartę akredytacyjną i wniosek o wydanie wizy: – Masz. Wam i tak ciężko z waszymi idiotami. Czemu jeszcze my się mamy nad wami znęcać – wyjaśnił raptowny zwrot sytuacji. – napisał dziennikarz GW.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również