UDOSTĘPNIJ
fot. mawabo

Do zobrazowania różnicy między optymistą, a realistą często posługujemy się przykładem ze szklanką. Optymista stwierdza więc, że szklanka jest do połowy pełna, pesymista mówi o szklance do połowy pustej. A co powie realista? Właściwie, to nic. On będzie działał i obmyślał plan, który racjonalnie wykorzysta posiadane zasoby i da jakąś odpowiedź, w jakiej sytuacji aktualnie się znajduje. Będzie wiedział, do czego przyda się woda, a nawet pusta szklanka. Zastanowi się nad związkiem między otoczeniem zewnętrznym, przeanalizuje szanse i zagrożenia związane z użyciem trunku. To jest właśnie realizm

G. K. Chesterton w jednym ze swoich przedwojennych felietonów z lat 20-stych XX. wieku, wspomina pewnego profesora – optymistę, zapewniającego swoich słuchaczy, że ludzkość nieustannie zmienia się na lepsze, co miał potwierdzać fakt ówczesnego ucywilizowania człowieka, podczas gdy jeszcze trzysta lat temu kobiety bywały palone na stosie. Nie wiemy kim był ów profesor, nie wiemy więc również czy dożył tego „wspaniałego” okresu II wojny światowej, gdzie coraz lepsza ludzkość paliła w piecach ludzkimi zwłokami, strzelała w tył głowy jeńcom i wywoziła całe narody na śmierć w odległe, syberyjskie rejony. I to zaledwie około dwadzieścia lat od słów naukowca, który z pewnością musiał cieszyć się jakimś poważaniem, miał jakieś audytorium i zapewne znaczną wiedzę. Mylą się, jak widać, nawet uczeni.

Zaraził go bowiem optymizm. Optymizm nierozważny, mówiący jedynie o chwili obecnej, nie dostrzegający całej sieci powiązań i wariantów, które w przyszłości mogą zaistnieć. Niestety obecnie też widzimy wielu optymistów, wmawiających nam, że jest super, a w przyszłości będzie jeszcze lepiej. Mają oni jednak taką wiarygodność, jaką mają obecnie doradcy inwestycyjni zachęcający swojego czasu do kredytu we frankach, chowający teraz głowę w piasek. Spójrzmy na Donalda Tuska, który w 2010 roku zapewniał, że „Polska nie była nigdy tak bezpieczna jak obecnie”, po czym cztery lata później zastanawiał się, czy dzieci pójdą pierwszego września do szkoły. Francis Fukuyama w latach 90tych ogłosił „koniec historii”, stwierdzając, że tryumf liberalnej demokracji doprowadził do końca złych czasów antydemokratycznych i obecnie kwestią czasu jest, kiedy obejmie on cały świat. Owa teza wydaje się nieprawdziwa, a sam autor uznał ją za przedwczesną.

Dziś mija siedemdziesiąta rocznica wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Armia Czerwona wyzwoliła ów obóz, jednocześnie zniewalając całą Polskę. To tak na marginesie. Warto jednak zdać sobie sprawę, że nawet najbardziej optymistyczne wersje przyszłości wygłaszane przez znakomitych mówców i uczonych nie uchronią przed katastrofą. Zdawałoby się, że świat po I. wojnie światowej będzie dążył do coraz trwalszego pokoju, jednocześnie rozwijając gospodarkę i wzmacniając więzi między narodami. Pojawiło się jednak zło, które nigdy nie osiągnęło takich rozmiarów. Najbardziej zastanawiające i szokujące jest to, że jego źródło powstało w świecie cywilizowanym. Zarówno totalitaryzm komunistyczny, jak i narodowo-socjalistyczny swoje koncepcje rozwijał w Europie. Ich współdziałanie doprowadziło do wielkiej makabry, która nie ma sobie równych w historii. Błędy należy jednak dostrzegać i je minimalizować, jak również naprawiać. Po wojnie, Europa nie zdała egzaminu i poszła drogą rewolucji, wychowując na swojej piersi zbrodniarzy w rodzaju Pol Pota.

Uważam, że bardziej od zagrożenia powinniśmy obawiać się optymistów, przekonujących nas na każdym kroku, że nie trzeba się niczym przejmować, bo wszystko idzie w dobrym kierunku. Tu należy przypomnieć fragment „Dżumy” Alberta Camus, opisujący radość mieszkańców z pokonania groźnej choroby: „Słuchając okrzyków radości dochodzących z miasta, Rieux pamiętał, że ta radość jest zawsze zagrożona. Wiedział bowiem to, czego nie wiedział ten radosny tłum i co można przeczytać w książkach, że bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika, że może przez dziesiątki lat pozostać uśpiony w meblach i bieliźnie, że czeka cierpliwie w pokojach, w piwnicach, w kufrach, w chustkach i w papierach, i że nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście.” Tak więc, na całe miasto znalazł się wyłącznie jeden realista. Pozostaje mieć nadzieję, że my będziemy mieli więcej szczęścia i realistów, którzy nie będą mamić samych siebie obietnicami o nowym wspaniałym świecie, ale wezmą się do pracy nad lekarstwem zwalczającym nie tylko objawy, również przyczyny.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również