UDOSTĘPNIJ
Foto: et.wikipedia.org/ pixabay.com

Wczoraj została ratyfikowana tzw. konwencja przemocowa. W praktyce jednak oznacza to wprowadzenie ideologii gender do Polski. Jednocześnie Rada Europy kilka dni temu apelowała o to, by chrześcijanie mogli wychowywać i edukować dzieci według własnych przekonań religijnych. Czyżby Rada Europy miała rozdwojenie jaźni?

Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, bo tak się to fachowo nazywa, ma rzekomo, jak sama nazwa na to wskazuje, zwalczać przemoc wobec kobiet. Według deputowanych przemoc występuje przez dyskryminację kobiet i złe traktowanie (poniżanie, ograniczanie) w małżeństwach heteroseksualnych. Pomija się w tym miejscu realne przyczyny przemocy, np.: alkoholizm, narkomania, pracoholizm. Na to, jak widać, dalej przyzwolenie jest. Ale, jak powszechnie wiadomo, alkohol czy narkotyki kosztują ładne sumki. Zwalczanie więc uzależnień kłóciłoby się z komercją, która już dawno zapanowała w Europejskim (i nie tylko) świecie. Jeśli chodzi o pracoholizm, sprawa ma się podobnie. Człowiek, który więcej pracuje, staje się takim robotem ładującym w kieszeń i sobie i państwu i który za nic ma rodzinę i jakiekolwiek wartości.

Dla Rady Europy, jak i dla całej instytucji UE, wartości przecież nie istnieją. Liczy się to, aby jak najwięcej wyciągnąć z danego państwa członkowskiego i jak zdobyć wpływy bliskie hegemonii w Europie. Niesłowność czy nielogiczność nie stanowią więc większego problemy. A wobec chrześcijan? Tym bardziej. Otóż przed kilkoma dniami Rada Europy dostrzegła zjawisko narastającej od pewnego czasu dyskryminacji wobec chrześcijan. W związku z tym zarządzono głosowanie nad rezolucją, która ma rzekomo rozpocząć proces zapobiegania temu. Dyskryminację dostrzeżono przede wszystkim w miejscach pracy. Co jednak z takimi wydarzeniami jak: profanacja Najświętszego Sakramentu, działalność anty-katolicka ruchu FEMEN i wieloma innymi? To chyba jak na razie nie zostało kompletnie zauważone. Ale wracając do spostrzegawczości RE…

Rezolucja mówi także o tym, że rodzice-katolicy mają prawo do wychowywania oraz do edukowania swoich dzieci wedle własnych przekonań religijnych. Edukowanie tyczy się nie tylko nauki domowej, ale tej również w szkole. Do tego dochodzi konwencja genderowa. Oznacza to, że gender wejdzie do życia społeczeństwa, czyli także do szkół. Jak w takim razie pogodzić obie sytuacje? Wiadomo przecież z góry, że chrześcijanie nie zgodzą się na to, aby ich dzieci uczęszczały na niemoralne przedmioty. Seksualizacja dzieci bowiem to nie tylko uderzenie w Kościół, ale i w samą naturę. Jednocześnie pewnie będzie to narzucone przez resort oświaty. Co teraz z walką przeciw dyskryminacji chrześcijan w UE? Decyzje podejmowane przez RE stają się coraz mniej logiczne.

Nie będę już rozwijała tutaj tego, jak bardzo negatywnie konwencja genderowa wpłynie na małżeństwa (oczywiście w prawdziwym tego słowa znaczeniu) oraz na rodziny. Pominę już także kwestie niezgodności przyjętej konwencji z konstytucją. Jednak czy walką z dyskryminacją chrześcijan można nazwać wprowadzenie gender, które będzie także w nich uwłaczało? Już za niedługo usłyszymy, że UE jest przeciw wycinaniu drzew, więc zwiększy produkcję mebli i papieru. Zrozumiałe, prawda?