UDOSTĘPNIJ

Jak powszechnie wiadomo, mamy ostatnio okazję przyglądać się kadencyjnym zamianom na stanowiskach w łonie Unii Europejskiej Parlamencie Europejskim jak i gremiach władz unijnych.

Końcem maja mieliśmy okazję wybierać eurodeputowanych, przed rozpoczęciem wakacji porozumiano się w kwestii obsadzenia stanowiska Szefa Komisji Europejskiej, z kolei wczoraj poznaliśmy nazwiska Wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa oraz Przewodniczącego rady Europejskiej, zresztą nominacje -trzeba to zaznaczyć – spodziewane.

Często w przypadku tego typu zmian ? zależnie od woli politycznej – zaczyna powiewać ?wiatr zmian?, pojawia się nowa jakość .

Co dalej? Właśnie, taki kontekst może skłaniać do zadania sobie pytania o przyszłości Unii Europejskiej, będziemy mieć do czynienia z innym spojrzeniem na działanie Unii (tylko), dalszym pogłębianiem integracji czy może raczej nihil novi sub sole?

Państwo było, jest i zapewne będzie podstawową płaszczyzną odniesienia w analizie i postrzeganiu Unii Europejskiej. To państwa swą suwerenną decyzją powołały do życia Wspólnoty Europejskie oraz Unię Europejską i to one wyposażyły je w określone traktatami kompetencje. Są więc tzw. „panami Traktatu”, to one wyznaczają zakres integracji.

Unia Europejska de facto nie posiada samoistnej suwerenności. Władza polityczna, którą dysponuje, jest jej powierzona przez państwa członkowskie.
Wokół sformułowanego powyżej dylematu toczy się nieustająca dyskusja teoretyczna, debata polityczna i dyskurs publiczny. Być może jest to dylemat fałszywy, a na pewno jest nierozstrzygalny. Pozornie państwa członkowskie znajdują się w położeniu węża zjadającego swój własny ogon: w imię własnych interesów, partykularnych i zbiorowych, podejmują suwerennie decyzje o przekazaniu instytucjom ponadnarodowym kompetencji do prowadzenia polityk ograniczających tę suwerenność. Z drugiej strony, Unia jest związkiem państw i narodów je zamieszkujących, strzegących ciągle tradycyjnych atrybutów swej suwerenności i dbających o to, aby w procesie integracji nie doznały w tym zakresie uszczerbku. W moim mniemaniu Unia Europejska wyposażona jest przez jej państwa członkowskie w specyficzną strukturę integracyjną, wynikającą z rozwoju mechanizmu konstruktywnej współpracy między procesem integracji, suwerennością państwową i suwerennością narodową.

Pomimo życzeniowego, a niekiedy nawet pojawiającego się i szeroko głoszonego postulatu o dominacji zglobalizowanego świata i braku odwrotu od swoistego ?kosmopolityzmu europejskiego?, można stwierdzić, że doniesienia zarówno o obumieraniu państwa narodowego, jak i podporządkowaniu Brukseli stolic państw członkowskich należy uznać za przesadzone.
Unia Europejska tworzy swoisty reżim międzynarodowy, a więc jest obszarem, na którym funkcjonują reguły gry ustalane przez podmioty stosunków międzynarodowych na tym obszarze, mające moc wiążącą poprzez specjalne mechanizmy zabezpieczające. Polska, podobnie jak inne państwa fali rozszerzenia UE z 2004 r., weszła do gry, której reguły zostały wypracowano w ciągu całego minionego półwiecza przez wiodące państwa Europy Zachodniej. Włączyła się nie tylko do klasycznej dyplomacji, której celem jest uzyskanie jak największych korzyści przez dane państwo, ale także do polityki ponadnarodowej, zadaniem której jest stałe udoskonalanie funkcjonowania prawno-instytucjonalnego systemu integracji europejskiej. Co więcej, wciąż jeszcze musi przyswoić elementy zachodnioeuropejskiej kultury politycznej i obyczajowości, standardy życia społecznego i wzorce zachowań nierzadko trudne do zrozumienia i zaakceptowania. Może to doprowadzić do konfliktu z tradycyjnym pojęciem suwerenności narodowej.

Historia integracji europejskiej, mimo wszystko pokazuje jednak, że dochodzi po pewnym czasie do splecenia suwerenności państwowej i narodowej z ponadnarodowym ładem prawno-instytucjonalnym. Jak w cząsteczce DNA, „łańcuch unijny” ściśle połączony jest wiązaniami prawnymi i funkcjonalnymi z „łańcuchem narodowym” tworząc organiczną i genetyczną wspólnotę. Pytaniem, które należałoby sobie zadać w tym kontekście jest ? czy Unia Europejska wytrzyma postępującą unifikację społeczno-prawną?

Chodzi tutaj nie tylko o kontekst prawnej synergii, ale także, w dalszym kontekście próby stworzenia czegoś co roboczo często zwykło się nazywać Stanami Zjednoczonymi Europy.

Na tym tle ujawnia się kolejne pytanie ? czy możliwe są przyjęcie konstytucji oraz utworzenie quasi-państwa o federacyjnym charakterze?

Wydaje się, iż wstępem do odpowiedzi na tak postawione pytanie jest prześledzenie faktów wiążących się z etapami jakie ma za sobą integracja europejska.
Warto więc nadmienić, że kontynent europejski od czasów Deklaracji Schumana z 9 maja 1950 r. przeszedł pod względem politycznym ogromną ewolucję. Od strefy wolnego handlu, unii celnej, wspólnego rynku, poprzez unię gospodarczą i pieniężną, Wspólnoty osiągnęły etap bardzo ścisłej integracji, uzyskując wiele z prerogatyw klasycznie utożsamianych z kompetencją władz państwowych. Podstawy prawne działania Wspólnot Europejskich, o ile spełniały swoją funkcję dla sześciu państw, nie wydają się zapewniać oczekiwanej stabilności i rozwoju rozszerzonej Unii Europejskiej.

Prawdopodobnie to właśnie taki rozwój wydarzeń skusił europejskie elity polityczne do postawienia poważnego kroku w kierunku urzeczywistnienia założeń przyjętych w powyższym pytaniu. Jak dobrze wiemy, doświadczyliśmy już raz podjętej próbę przyjęcia Konstytucji dla Europy.

Na szczeblu politycznym Traktat Konstytucyjny dla Europy zyskał akceptację, jednakże proces ratyfikacji traktatu napotkał spore trudności w referendach krajowych i ostatecznie nie został przyjęty przez Francuzów oraz Holendrów.

Jak się wydaje wpływ na taki rozwój wydarzeń miało przede wszystkim postawienie znaku równości pomiędzy ustanowieniem wspólnej konstytucji Europejskiej, a utratą pełnej suwerenności, co wywołało niechęć narodów europejskich

Uzupełniając ten fakt należy dodać, że pod względem funkcjonalnym konstytucja powinna legitymizować władzę państwową powierzając suwerenność narodowi, która w jego imieniu i w granicach przez niego ustanowionych jest wykonywana. Ustawa zasadnicza zapewnia poszanowanie prawa poprzez instytucjonalizację systemu sprawowania władzy, zaś pod względem formalnym jest źródłem norm nadrzędnych, które legitymizują i legalizują władzę państwową odpowiedzialną za tworzenie norm niższego rzędu.

Należy jednak jeszcze raz podkreślić, że Unia Europejska nie jest państwem, lecz mającą charakter sui generis organizacją ponadnarodową suwerennych państw przekazujących pewne kompetencje związane z suwerennością na rzecz Unii, która ma obowiązek respektować tożsamość narodową państw członkowskich (art. 6 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej). W odniesieniu do tego, nie jest możliwe przyjęcie aktu o stricte konstytucyjnym charakterze, w rozumieniu powyżej przytoczonym.

Postępując dalej, próby przyjęcia w przyszłości (bo tego wykluczyć nie można) jakiegokolwiek traktatu mającego za zadanie pogłębić (jednocześnie porządkując od strony formalnej) integrację mógłby mieć charakter co najwyżej quasi-konstytucyjny. Ex cathedra, co najwyżej o takim ujęciu może być mowa, mając na uwadze całe spektrum wydarzeń i problemów dotykających jednoczącą się Europę. Akt taki, przede wszystkim nie powinien w swej treści dążyć do zidentyfikowania jednego narodu europejskiego. Brakuje bowiem takiego narodu, który legitymowałby istnienie Unii Europejskiej. Dlatego też powinno poszukiwać się innego terminu dla określenia Wspólnoty jako unii państw i narodów podzielających wspólne idee i wartości. Taki pogląd winien jednocześnie zdecydowanie wykluczać możliwość ustanowienia konstytucji charakterystycznej dla państw. Traktat podstawowy powinien zatem iść w kierunku ducha zasady ?konstytucyjnej tolerancji? zakładającej konsolidację demokracji miedzy państwami członkowskim. Idąc dalej, traktat który mógłby być akceptowalny przez większość Europejczyków, powinien w swej zasadniczej części określać fundamentalne zasady, cele Unii realizowane zgodnie z zasadą subsydiarności, podział władz oraz kwestie instytucjonalne. Powinien skupiać się przede wszystkim na kośćcu wokół, którego Wspólnoty/ Unia powstawała czyli szeroko rozumianej współpracy – zwłaszcza gospodarczej – dającej owoc w postaci wzrostu znaczenia Europy jako całości na świecie. Pozostałe postanowienia, np. dotyczące wspólnych polityk i funkcjonowania Unii, mogłyby być zawarte w aneksie do traktatu, co nie umniejszałoby ich znaczenia prawnego, a czyniłyby go bardziej przejrzystym i czytelnym.

Podsumowując, nie wydaje się zatem celowa próba stworzenia na siłę quasi-państwa, przy jednoczesnym „deptaniu” suwerennych interesów narodowych, okazałaby się z gruntu sztucznym przedsięwzięciem i prędzej doprowadziłaby do daleko idących ?tarć? wewnątrz tak zbudowanej struktury, a co zatem idzie do samoistnego, niejako odśrodkowego jej unicestwienia.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułTusek
Następny artykułWięzienia powinny zarabiać!
Paweł Tomaszewski

W swoich tekstach staram się poruszać kwestie istotne, zarówno te o dłuższej perspektywie czasowej, jak i sprawy bieżące związane z oceną rzeczywistości, w której żyjemy.
Analizując otaczającą nas rzeczywistość, staram się uwzględniać różne punkty widzenia.

Zobacz również