UDOSTĘPNIJ

Lokalne portale rozpisują się na temat ciekawej sytuacji w moich ukochanych Kielcach. Rzecz dotyczy przystanku autobusowego przy jednej z miejscowych ulic. Z pozoru normalny obiekt związany z miejską infrastrukturą stał się celem kpin, żartów i nazwany został absurdem. O tyle jest to dziwne, ponieważ włodarze Kielc „specjalizują się” w tego typu inwestycjach, których ceny zmuszają do zastanowienia. Nad pracą „specjalistów” nie wypada jednak się rozwodzić, przejdźmy więc do tego jedynego w swoim rodzaju przystanku. Nie chodzi o to, że nie ma on wiaty, że nie da się tam usiąść i tak dalej. Do przystanku nie prowadzi żaden chodnik, w związku z tym jedyną logiczną drogą do niego prowadzącą jest droga miejska, co wymaga jednak poruszania się samochodem, bądź dojazdu autobusem. Rzeczywiście: absurd!

Przed wyborami samorządowymi miałem okazję obserwować debatę kandydatów na prezydenta Kielc na uczelni Jana Kochanowskiego w Kielcach. Padło wiele pytań, ale najciekawsze, według mnie, dotyczyło kwestii tzw. Młodzieżowej Rady Miasta. Większość kandydatów przekonywała, że jest to słuszna inicjatywa, ponieważ zachęca młodych ludzi do aktywności społecznej i politycznej, daje okazję do „sprawdzenia się” i kreuje postawę obywatelską. Większość, oprócz jednego. Był nim kol. Dawid Lewicki, który słusznie zauważył, że taka inicjatywy infantylizuje całą aktywność społeczną, nadając jej „młodzieżowy”, czy wręcz „dziecinny” charakter. Jednocześnie zaproponował, by młodzież, szczególnie studencka, zaczęła uczestniczyć w realnych działaniach politycznych, a nie pozorowanych, miłych władzy teatrzykach.

Każe to nam zwrócić uwagę na szerszy problem, mianowicie udziału młodych ludzi, ale także ludzi dotychczas nie zajmujących się tą sferą, w polityce. III RP, a raczej budujące ją elity, zrobiły wszystko, aby wpływ na państwo, którego dzierżą ster, mieli jedynie ludzie odpowiedni, to znaczy mający nieoficjalny certyfikat lojalności wobec okrągłostołowego salonu, rządzącego właściwie nieprzerwanie od 1989 roku. Nie trudno zauważyć, że takie manewry stanowią kontynuację strategii zapoczątkowanej tuż po wojnie w PRL-u, jednak bez tak nachalnej jej odmiany i przede wszystkim bez tak jednoznacznej odmiany przemocy. W skrócie: możecie robić i mówić wszystko, jednak jedynie to, co jest zgodne z wizją elit, zostanie przekazane dalej. W przeciwnym razie, w najlepszym wypadku, można liczyć na przemilczenie.

Pierwszą aktywnością, którą podejmują rozmaite ośrodki związane z władzą jest zohydzenie polityki, co, umówmy się, w dzisiejszych realiach trudne nie jest. Politycy, albo chcący za takich uchodzić, ponieważ mają tytuł posła, radnego lub senatora, dostarczają wielkiej ilości argumentów, na potwierdzenie tezy, że polityka to bagno. Rzeczywiście można odnieść takie wrażenie, jeśli spojrzymy na nagłówki portali internetowych, które co jakiś czas informują nas o aferach, jak chociażby o tej ostatniej związanej z politykami Platformy Obywatelskiej zatrzymanymi przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Takich przypadków jest ogrom, co Szanowni Czytelnicy z pewnością wiedzą. Jednak, czy to jest polityka? Czy takie zachowanie nie przeczy samej jej definicji? To pytania retoryczne, jednak powyższe przykłady są przydatne do zniechęcenia młodych i niedoświadczonych przed zaangażowaniem się.

Gdyby się jednak okazało, że ktoś ma inny obraz polityki i chce się w niej spróbować, system ma również inne działania obronne. Deprecjonowanie danej osoby, jej umiejętności i marginalizowanie jej poglądów to jedna z opcji, skutecznie sprawdzonych w praktyce. Widzimy to w kampanii prezydenckiej, gdzie kandydat liderujący w sondażach nie chce, albo boi się, uczestniczyć w debatach, próbując robić z pozostałych kontrkandydatów postaci niezbyt poważne. Dość ciekawe jest jednak to, że jednocześnie robi sam z siebie człowieka niepoważnego, kreując swój wizerunek bardzo ślamazarnie, niczym Smerf Ciamajda. Znamienne, że kandydat numer dwa, również nie ma zamiaru debatować z kandydatami „z niższej półki”. Jak widać algorytm postępowania działa na kilku poziomach.

Oczywiście, owo marginalizowanie łączy się z blokadą medialną, sprowadzającą przekaz danego polityka do satyrycznej ciekawostki. To działa na elektorat. Sankcje mogą być jednak również znacznie poważniejsze, o czym przekonuje się w ostatnich dniach reżyser Grzegorz Braun. Znany jest także przypadek młodego człowieka, który przyszedł na spotkanie z Bronisławem Komorowskim z krzesłem. Jak się okazało, policja uznała, że jest to narzędzie mogące posłużyć do zamachu na głowę państwa. Parafrazując: „dajcie mi człowieka, a krzesło się znajdzie.”

„A pan mi mówi, panie Kontrolerze, dym z papierosa puszczając beztrosko, że ja niestety do tych nie należę, którzy powinni zajmować się Polską.” śpiewał Jan Pietrzak. System broni się dzielnie przed, nie tyle nowymi, co niezwiązanymi z sitwą osobami. Polityka stała się takim absurdalnym przystankiem autobusowym w Kielcach. Nie prowadzi do niego żaden chodnik, w związku z tym jedyną możliwością jest dojście do niego po błocie. Konsekwencją są zaś ubłocone buty i spodnie, co łatwo wykorzystają obecni na przystanku kpiarze, szydząc z potencjalnego współpasażera. Jedyną możliwością jest więc dojechanie tam samochodem, najlepiej udostępnionym przez Tajne Służby lub partyjnych przywódców. Choć istnieje również odwaga przebiegnięcia przez ulicę…takiej odwagi życzę moim rówieśnikom i osobą młodszym, ostrzegając, że nie jest to łatwe zadania, ale chwalebne.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułCoraz więcej Polaków inwigilowanych przez służby specjalne
Następny artykułNietypowy prezent od narodowców dla Anny Grodzkiej
Michał Łosiak

Katolik, kielczanin, prezes kieleckiego oddziału Stowarzyszenia KoLiber

Zobacz również