UDOSTĘPNIJ

W niedawno opublikowanym tekście pt. ?Kwestia odpowiedzialności?, Paweł Rybacki z Kongresu Nowej Prawicy poddał krytyce polski system penitencjarny. Nie dziwi mnie to, gdyż sam zrobiłem to w piątek na swoim blogu, poruszony wrzawą medialną zarówno wokół pijanych kierowców, jak i Mariusza Trynkiewicza. Niestety poddaje on wątpliwość nie tylko sprawność polskiego systemu, ale także samą ideę resocjalizacji, a z tym już absolutnie zgodzić się nie mogę.

Autor twierdzi, że resocjalizacja na szeroką skalę nie działa, że może zadziałać tylko na pojedyncze jednostki, oraz że kary powinny być dotkliwe, bo to działa odstraszająco na potencjalnych przestępców. Przykład osławionej Norwegii, również przez niego przywołanej, wskazuje jednak na coś zupełnie innego. To właśnie solidna, systemowa praca z więźniem pozwala stopniowo naprawić to, co kiedyś w jego życiu poszło w niewłaściwym kierunku. Odsetek recydywistów w Norwegii wynosi ok 20 procent wszystkich więźniów, więc chyba jednak coś w tym jest. Dla norweskich wychowawców skazany jest tylko człowiekiem, który pobłądził. Być może wpływ na to miały geny, by może środowisko, bądź trudne przeżycia z przeszłości, a najczęściej wszystkie te czynniki naraz. Nie roszczą sobie oni prawa do subiektywnych opinii na temat swoich podopiecznych. Cały norweski system penitencjarny skupiony jest wokół naczelnej zasady: ?Każdy kiedyś wyjdzie z więzienia?, trzeba więc zrobić wszystko, aby wyszedł nako człowiek uczciwy, a nie jeszcze bardziej zdeprawowany. Oczywiście wnika to z faktu, że w Norwegii nie ma kary dożywotniego pozbawienia wolności, ale przecież i w Polsce jest ona rzadko orzekana, tylko za zabójstwo wielokrotne bądź z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Czy zatem wobec całej reszty resocjalizacja nie ma sensu, czy też wszystkich ?złych ludzi? powinniśmy zamknąć na resztę życia w więzieniu? Wtedy faktycznie resocjalizacja byłaby zbędna.

Tego oczywiście zrobić nie możemy, dlatego należy tym ludziom dać nadzieje na to, że będą mogli po wyjściu więzienia zacząć normalne życie. W Norwegii wszyscy więźniowie obowiązkowo pracują, a jeśli chcą, również dokształcają się i poszerzają swoje horyzonty, czy to jako studenci, czy na warsztatach organizowanych w zakładzie karnym. Dzięki temu nie tracą kontaktu ze światem zewnętrznym i podwyższają swoje kwalifikacje, dlatego po odbyciu kary łatwiej im wrócić do normalnego życia. Całkowita izolacja więźnia od społeczeństwa na długie lata pogłębia w nim frustrację. Tę samą frustrację, która większości z nich sprowadziła na drogę przestępstwa.
Nikt chyba nie myśli, że to co będzie sie działo z przestępcą po opuszczeniu zakładu karnego jest nieistotne. Nikt nie powie, że najważniejsze jest by bandyta spędził długie lata w więzieniu, a to że być może po wyjściu znowu kogoś napadnie, nie ma znaczenia

Paweł Rybacki wyraźnie hołduje przekonaniu, że to wysokość kary działa na ludzi odstraszająco. Ja z kolei podzielam pogląd dużej części zachodnich specjalistów, że tym co odstrasza jest jej nieuchronność.
Dyskredytowanie systemu norweskiego w oparciu o odosobniony przykład Andersa Breivika i przeciwstawianie mu opresyjnego systemu z USA, który ma pod opieką ponad 5 procent amerykańskich mężczyzn i 25 % wszystkich więźniów na świecie, a dodatkowo boryka się z nieistniejącym w Norwegii problemem więziennych gangów jest co najmniej zaskakujące. Autor powołał się również na naukę społeczną Kościoła, który przecież nakazuje solidarność międzyludzką i miłosierdzie dla bliźniego swego.

W jednej kwestii z Pawłem Rybackim się zgadzam ? mam nadzieję, że pewnego dnia zostanie porzucony obecny polski system karny i zastąpi go lepszy. Ale moim zdaniem lepszy byłby właśnie system norweski.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również