UDOSTĘPNIJ

Internet oprócz stu zalet ma jedną wadę: każdy może w nim napisać dowolną bzdurę, która błyskawicznie zostanie rozpowszechniona. Znane jest hasło: radio i telewizja kłamią. A w internecie kłamcą może zostać każdy użytkownik.

Na Wikipedii przynajmniej administracja stara się czuwać nad poziomem merytorycznym, a w razie wątpliwości żąda od użytkowników podania źródeł, z których czerpią wątpliwe informacje. Stąd jej poziom, bez popadania w zachwyt i przesadę, jest niezły. Są jednak i inne strony, które robią za wyrocznię, typu Kwejk, Demotywatory, Faktopedia i parę innych. Tam rzadko kiedy ktoś poda źródło, a duży zasięg tychże stron przyczynia się do szybkiego i szerokiego rozprzestrzenienia informacji. Mało kto zadaje sobie tyle trudu, by zweryfikować pewne rewelacje. Weryfikacji dostarcza sam internet – wystarczy tylko pogrzebać w nim głębiej i nie chłonąć wszystkiego bezkrytycznie.

Weźmy na przykład robiące dużą karierę w internecie łgarstwa na temat zakazanego islamu w Japonii. Japonia to kraj daleko położony, większość ludzi nie wie nic o tamtejszej polityce, toteż łatwo wykorzystać ludzką niewiedzę do celów politycznych. Kiedy przeczytałem w internecie, odezwała się we mnie moja krytyczna natura. Wpisałem w Google „islam japan” i znalazłem tam m. in. stronę tamtejszego związku wyznaniowego muzułmanów. Po jakimś czasie natrafiłem też na informacje demaskujące to fałszerstwo np. ten artykuł, czy ten (ten drugi ukazał się na stronie, którą trudno o sympatię do islamu posądzić.) Jeżeli ktoś chce walczyć z islamem, niech używa argumentów prawdziwych, nie jakichś bredni wciskanych głupszym od siebie. Nie zamierzam bawić się tu w apologetę religii Mahometa. Po prostu stwierdzam fakt, że w Japonii islam nie jest zakazany.

W internecie łatwo też włożyć w czyjeś usta słowa, których nigdy nie wypowiedział. Po prawicowych fanpage’ach krążą jako mem rzekome słowa George’a Orwella, coś o lewicowości jako fantazji masturbacyjnej, czy jakoś tak (wybaczcie, nie czytałem do końca.) Każdy kto zna hiszpański epizod działalności Orwella zastanowi się dwa razy zanim uwierzy w ten mem. Próbują nas wtedy przekonać, że Orwell zmienił poglądy na prawicowe. Otóz każdy, kto przeczytał esej Orwella pt. Why I write (który powstał już po II wojnie światowej) wie, że Orwell pisał: Every line of serious work that I have written since 1936 has been written, directly or indirectly, against totalitarianism and for democratic socialism, as I understand it. Tak więc Orwell poglądów nie zmienił. Pozostał lewicowcem, a jego twórczość (zawłaszczana przez libertarian czy konserwatywnych liberałów) była wymierzona przeciw totalitarnemu reżimowi w ZSRR, nie przeciw lewicy demokratycznej. Nie zamierzam w tym artykule nikogo przekonywać o słuszności ideologii socjalizmu demokratycznego. Po prostu stwierdzam fakt, że Orwell zwolennikiem tej ideologii był.

Skoro już przy socjalistach jesteśmy, czas na sprostowanie łańcuszka o Albercie Einsteinie. Na studiach miał doprowadzić profesora-ateistę do osunięcia się na krzesło po tym, jak wykazał mu słuszność swej wiary. Cała ta historia opisana jest rzekomo w książce Einsteina pt. Bóg a nauka wydanej w 1921 r. Gdy przeczytałem ten łańcuszek, zdziwiłem się. Wszak znałem Einsteina jako autora eseju pt. Dlaczego socjalizm? Miałem też w pamięci słowa zawarte w jego liście do Erika Gutkinda: Słowo „Bóg” jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości (oryginał tego listu został dwa lata temu sprzedany na aukcji za kilka milionów dolarów). No tak, ale przecież autor łańcuszka powołuje się na książkę Einsteina pt. Bóg a nauka z 1921 r.! W rzeczywistości jednak taka książka nigdy nie powstała, nie ma jej w żadnej bibliotece ani księgarni. Tak więc łańcuszek ów to prymitywna fałszywka mająca na celu podparcie się autorytetem wielkiego fizyka w celu nawrócenia niewierzących. Nie zamierzam w tym artykule rozwodzić się nad istnieniem bądź nieistnieniem Boga – po prostu stwierdzam fakt, że Einstein był ateistą i nie napisał nigdy książki pt. Bóg a nauka.

Chciałbym też sprostować bzdury dotyczące Stanisława Lema. Ten najczęściej tłumaczony polski pisarz napisał tyle rzeczy nadających się do cytowania, a dwa najczęściej powielane w internecie jego cytaty są fałszywe. Janusz Korwin-Mikke, wkładając w usta Lema sławetne słowa o rurkowcach, zwyczajnie zełgał. Nikt nie potrafi wskazać, w jakiej książce Lem tak napisał. Bo nie pisał! W Dziennikach Gwiazdowych pisał o paskudławcach i potworyjcach, ale nigdy nie pisał o rurkowcach. Korwin po prostu posłużył się autorytetem Lema dla uzasadnienia swojej tezy. Ale cytat żyje swoim życiem w internecie. Nie zamierzam w tym artykule rozwodzić się nad ideologią korwinizmu-mikkizmu (pisałem o tym w poprzednim). Po prostu stwierdzam fakt, że Lem nie pisał ani nie mówił nic o rurkowcach.

Pisałem, że w internecie powielane są dwa fałszywe cytaty Stanisława Lema. A ten drugi? No tak, ten drugi mógłby być kwintesencją niniejszego artykułu. Sęk w tym, że Lem nigdy nie powiedział Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów. Konia z rzędem za wskazanie źródła i prawdziwego autora tego cytatu. Nie twierdzę, że w internecie nie ma idiotów nabierających się na pierdololo z Kwejka i innych kibli internetu. Po prostu stwierdzam fakt, że tego nie powiedział Lem.

Reasumując, internet jest dobrym źródłem informacji pod warunkiem, że użytkownik zachowa krytycyzm wobec pewnych stron internetowych i zweryfikuje ich rewelacje w bardziej wiarygodnych źródłach. Dotyczy to również tego artykułu. Dołożyłem wszelkiej staranności, by zweryfikować podane w nim informacje, ale czyż jestem nieomylny? Stawiam skrzynkę piwa za wykazanie fałszu.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułDonald Tusk, premier kochany!
Następny artykułCzy kobiety są dyskryminowane na rynku pracy?
Mariusz Braszkiewicz

Mariusz Braszkiewicz (ur. 23 XII 1992 r.) – student prawa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Człowiek raczej lewicy, kociarz, piwosz, miłośnik kina polskiego.

Poseł na Sejm Dzieci i Młodzieży XVI kadencji (2010 r.) W latach 2009-2013 członek Federacji Młodych Socjaldemokratów. Obecnie bezpartyjny.

Jako jedyny włocławianin wyróżniony wpisem na neonazistowskiej stronie Redwatch.

Zobacz również