UDOSTĘPNIJ

Nie było chyba kraju i narodu tak pokrzywdzonego przez historię jak Polska i Polacy. Po wiekach potęgi i chwały nadszedł czas totalnego upadku i obcej niewoli. Toczoną rakiem wewnętrznego zepsucia Rzeczpospolitą Obojga Narodów rozdarto na trzy części, pomiędzy żądnych łupów zaborców. Na trupie zaszlachtowanej Polski wyrosły trzy, naturze przeciwne pokraki: Priwiślański Kraj, Galicyjska Autonomia i Wielkie Księstwo Poznańskie.

Przez 123 lata musieliśmy znosić aresztowania, egzekucje, zsyłki, branki,prześladowania i rzezie. Musieliśmy przetrwać pruskie więzienia,syberyjskie mrozy,służbę w obcych mundurach i krwawe chłopskie ruchawki inspirowane przez zaborcze agentury. W półcieniu kultywowaliśmy i chroniliśmy od zapomnienia polską kulturę, historię i tradycję stając do nierównej walki z germanizacyjnymi i rusyfikacyjnymi praktykami stosowanymi przez kolejne rządy rosyjskiego imperium i pruskiego królestwa. Z otwartą przyłbicą stanęliśmy do kulturkampfu udowadniając Bismarckowi, że ?nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i dzieci nam germanił? i ,że ?twierdzą nam będzie każdy próg.? Wielu wielkich Polaków złożyło w tych mrocznych dniach ofiarę z własnego życia na ołtarzu walki o niepodległość, ale ich krew, pot i łzy wsiąkając w polską glebę wydały w końcu na świat, kwiat najpiękniejszy z możliwych- wolną Ojczyznę.

Rok 1918 był rokiem wielkich przemian,wielkich nadziei i wielkich emocji. Kiedy po 123 latach niewoli Polska na powrót zawitała na mapach świata naród opanowała istna euforia. Rozsiani po całym globie Polacy na wieść o odzyskaniu przez Polskę niepodległości powracali do macierzy, w poszukiwaniu raju utraconego. W tym samym czasie na świecie wybuchały rewolucje,zmieniały się systemy społeczno-polityczne, ludzie rzezali się tysiącami i nikt nie mógł być pewien kształtu nowej Europy, która powoli wyłaniała się z oparów wojennej kurzawy. Dla większości Polaków ważna była jednak tylko jedna informacja: oto mamy wolną Polskę!

Polacy idealistycznie wierzyli, że rodząca się na ich oczach Rzeczpospolita przypomina plastelinową masę z której będą mogli ulepić dowolny kształt zgodnie z ich najgorętszymi marzeniami, niezależnie od przeciwności losu i burzliwej przeszłości. Polska miała stać się rajską krainą w której niemożliwe stawało się możliwe a marzenia zlewały się z rzeczywistością. Perspektywa ta, zrozumiała dla jednostki nierozerwalnie związanej z polską tradycją narodową i kulturą, musiała jednak być całkowicie obca człowiekowi oderwanemu od narodowych korzeni i niepodzielającego patriotycznego uniesienia ogółu. Człowiek taki, zwiedziony fałszywą wizją zmartwychwstałej Polski jako idyllicznego państwa dobrobytu w którym każdy żyje godnie, w atmosferze wszechobecnego porządku, higieny i czystości, przybywając do Rzeczypospolitej AD 1918 musiał przeżyć gorzkie rozczarowanie.

Człowiek taki jak Cezary Baryka którego przyjazdowi do Polski, przyświecała nakreślona przez umierającego ojca wizja szklanych domów, musiał czuć się perfidnie oszukany widząc wszędzie dookoła obskurne budynki, wszechogarniający brud i nędzę tak typową dla polsko-żydowskich miasteczek na Kresach w latach poprzedzających II Wojnę Światową. Nie umiał on podzielać entuzjazmu swoich towarzyszy podróży, repatriantów, którzy przekraczając mityczną granicę polsko-rosyjską powracali nie tylko na ojczysty grunt, ale również do swoich krewnych, przyjaciół i bliskich. Cezary Baryka wszystko co było mu drogie zostawiał za plecami- w ogarniętej rewolucyjnym szałem Rosji. W przeciwieństwie do repatriantów, Cezarego z Polską i polskością nie łączyły żadne silniejsze więzy emocjonalne. Polskość kojarzyła mu się głównie z religijno-sentymentalną egzaltacją jego matki i starymi, rodowymi legendami, które przepadły razem z zarekwirowaną przez sowietów walizką. Jego polityczne przekonania wykluczały wręcz przywiązanie do jakiejkolwiek wspólnoty narodowej jako sprzeczne z myślą Marksa. Jedyną motywacją pchającą go do Polski to poza rozczarowaniami których doznał ze strony bolszewickich współbraci i ostatnią wolą zmarłego, była wizja szklanych domów o których opowiadał mu umierający w pociągu ojciec.

Szklanych domów nigdzie jednak nie mógł wypatrzeć. Widział za to grząskie uliczki,spalone rumowiska i tańczących w błocie bosych chłopców, przygrywających sobie na harmonijce-ulubionym instrumencie biedoty. Widział pokryte pleśnią ściany rozpadających się chałup pokrytych poobdzieraną przez wiatr papą, wśród których próżno szukać architektonicznego ładu. Widział nędzne chlewy i brudne, żydowskie kramy, którymi zastawiony był rynek przygranicznego miasteczka.

Nie ma wątpliwości, że II RP rodziła się w bólach. Otrzymaliśmy w spadku po zaborcach trzy odrębne dzielnice z których każda wyróżniała się odrębną specyfiką i stopniem zagospodarowania, Polskę trzech szybkości. Odziedziczyliśmy połowicznie rozwiązaną kwestię chłopską i zupełnie nierozwiązaną kwestię mniejszości narodowych. Odziedziczyliśmy biedę, nędzę i bród. Każde stronnictwo polityczne oceniało stan w którym znajdowała się II RP z zupełnie innej perspektywy i proponowała inne rozwiązania dla tych samych problemów. Wszystkie jednak, w roku 1918(poza komunistami) były zgodne co do jednego: absolutnie priorytetowym obowiązkiem wszystkich Polaków jest zabezpieczenie granic swojej ojczyzny przed śmiercionośnym „wiatrem od wschodu.”

To właśnie w obronie granic II RP wybuchła wojna polsko-bolszewicka zakończona wspaniałym zwycięstwem oręża polskiego i zagwarantowaniem nienaruszalności wschodnich granic Rzeczypospolitej w 1921 roku. W wojnie owej wziął udział również czerwony Cezary niesiony na fali narodowego solidaryzmu. Kiedy jednak skończyła się walka o przetrwanie, a ludzie powrócili do swojego codziennego życia nadzieje, frustracje i rozczarowania dotychczas ukrywane, wybuchły ze zdwojoną siłą. Skłócony i podzielony parlament nie był w stanie zaprowadzić w Polsce jednolitej polityki, nie był również w stanie przeprowadzić głębszych reform społeczno-gospodarczych. W efekcie społeczne nastroje a zwłaszcza te żywione przez przepełnioną energią i wolą mocy, buntowniczą młodzież, ulegały radykalizacji i szukały ujścia w skrajnych ideologiach takich jak komunizm, który postulował całkowite zburzenie starego świata.

W swojej powieści, która wydana została w 1924 roku Żeromski ostrzega swoich rodaków przed widmem zbrodniczego komunizmu i stara się przekazać, że jeśli Polska nie wkroczy na drogę zdecydowanych reform społeczno-gospodarczych, i raz na zawsze nie usunie krytych papą zapleśniałych bud, to naszą ojczyznę czeka wielka katastrofa, której katalizatorem będą młodzi, oderwani od korzeni frustraci, tacy jak Cezary.
Dziś wiemy, że katastrofa ta nadeszła, ale nie od wewnątrz jak spodziewał się tego Stefan Żeromski, ale od zewnątrz. Na nasze nieszczęście apokaliptyczny wiatr powiał tym razem nie tylko ze wschodu, ale również z zachodu. Łącząc się ze sobą wiatry te wywołały na polskich ziemiach istne tornado- żywioł skrajnie destrukcyjny, przywodzący na myśl czasy najazdów mongolskich kiedy to najeźdźcy pozostawiali po sobie tylko wypatroszone zwłoki i spaloną ziemię.

Zdradzona i osamotniona Polska chociaż broniła się najdzielniej jak mogła, legła…bo lec musiała. Legła w wyniku zdrady swoich cynicznych i słabych sojuszników. Legła w wyniku błędów swoich elit tak na polu polityki wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Legła…ponieważ była zbyt naiwna i oderwana od rzeczywistości, jak na trudne czasy w której przyszło jej żyć. Marzenia o szklanych domach zostały ostatecznie pogrzebane pod oceanem gruzów, trupów i zgliszczy. Polska różyczka została brutalnie zdeptana zanim zdążyła na dobre zakwitnąć, pozostawiając po sobie tylko łzy, żal i bezsilny gniew.

Po obaleniu komunizmu w Polsce znowu zakwitły przebiśniegi, po dziś dzień jednak z utęsknieniem i swoistym lękiem oczekujemy róż, które za nic nie chcą wydać swoich pięknych kwiatów na światło dzienne.
Tym jednak ogrodnictwo różni się od polityki, że polityka w znacznie większym stopniu zależy od naszego osobistego zaangażowania, dojrzałości i aktywności aniżeli naturalnego cyklu wegetacyjnego. Wzmocnieni siłą płynącą z historycznej i politycznej świadomości, dzięki odważnym działaniom jesteśmy w stanie odmienić los naszej ojczyzny, sprawić ,że ponownie zakwitnie w pełnym blasku i zapobiec jej ponownemu zadeptaniu przez obcy kapitał i obce imperializmy- zwłaszcza tego spod znaku czerwonego niedźwiedzia, który zawsze był najbardziej agresywny i niebezpieczny. Aby tego dokonać będziemy potrzebowali olbrzymich pokładów męstwa, siły, odwagi, rozumu, charakteru i determinacji…głęboko jednak wierzę, że pokłady te choć uśpione, są nieodłącznym elementem polskiego narodu, i kiedy nadejdzie czas, naród niczym bajkowy Giewont przebudzi się jak to już nieraz w polskiej historii się zdarzało. Miejmy tylko nadejdzie, że nie prześpimy własnego upadku, aby po przebudzeniu po raz kolejny z rozdzierającym żalem stwierdzić ?mądry Polak, po szkodzie?.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułTąpnięcie na prawicy
Następny artykułPrzepis na sukces
Patryk Patey

Z ducha, serca i rozumu- narodowiec, polski patriota. „Jestem Polakiem ? więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka.”

Zobacz również