UDOSTĘPNIJ

Śledząc setki dyskusji na temat „aborcji na życzenie” zauważyłem, że zwolennicy liberalizacji ustawy antyaborcyjnej bardzo umiejętnie unikają jednego, według mnie bardzo ważnego tematu. Nasi bardzo postępowi rodacy i rodaczki obok takich argumentów jak prawo kobiet do decydowania o własnym ciele podnoszą kwestię wolności wyboru i decydowaniu o tym czy kobieta chce zostać matką, a co za tym idzie zmierzyć się także ze wszystkimi konsekwencjami jakie idą za rodzicielstwem tj. psychiczne wyczerpanie, obciążenia finansowe, czasowe odłożenie kariery zawodowej na bok itd. Nasi pełni zrozumienia dla kobiet rodacy i rodaczki zapominają natomiast lub wręcz nie chcą słyszeć o prawie mężczyzn do decydowania o własnym rodzicielstwie.

Podczas gdy takie prawo dla kobiet wydaje im się oczywistą oczywistością to już takie prawo dla mężczyzn jawi im się jako kolejna próba dyskryminacji płci żeńskiej (nie wiem dlaczego) lub co najmniej, i tu rzecz najzabawniejsza – sposób na to by nieodpowiedzialni mężczyźni mogli uniknąć konsekwencji myślenia kroczem zamiast mózgiem. Bo przecież są prezerwatywy, prawda?

Nie jestem przeciwnikiem aborcji „jako takiej”. Myślę, że aktualne status quo dobrze spełnia swoją rolę choć zdarzają się czasem „wyjątki”, vide chazanowe nawrócenie z seryjnego abortera eksperymentującego na martwych płodach na obrońcę życia nienarodzonego.

Jednak w płodzeniu nowego życia drogą naturalną biorą udział i ponoszą odpowiedzialność obydwie strony więc musimy się zastanowić czy powinny mieć takie same prawa i obowiązki jeśli chodzi także o niechciane ciąże? Jeśli nie to dlaczego? Dlaczego mężczyźni mają być zmuszani do rodzicielstwa i ponoszenia konsekwencji tzw. wpadki a kobiety będą mogły po ewentualnej liberalizacji po prostu pozbyć się „problemu” dzięki aborcji na życzenie? Gdzie równouprawnienie moi postępowi rodacy i rodaczki?

Jeśli dojdzie do liberalizacji tej ustawy to mężczyźni, którzy nie chcą mieć dzieci a z jakichś przyczyn zdarzyła się „wpadka” powinni mieć PEŁNE PRAWO do aborcji niechcianej ciąży LUB jeśli kobieta nie zgadza się na ten zabieg powinni mieć PRAWO do wyrzeczenia się dziecka bez żadnych konsekwencji prawno-finansowych.

Mocno liczę na poparcie lewicowej części portalu, wszak równouprawnienie płci to jeden z najważniejszych postulatów naszych postępowych rodaków i rodaczek.

16 KOMENTARZY

  1. Gratuluje poruszenia nieporuszonego dotychczas problemu. Jak ja to mówię – w Polsce rzeczywistość filmu "Tato" jest nadal aktualna. Tylko matka i matka… Nie zgadzam się z opinią odnośnie status quo, gdyż nie jest to żadne status quo. I jeszcze tak z ciekawości zapytam: czy jak wejdzie aborcja na życzenie, to to życzenie powinni wyrazić oboje rodzice? No bo jak facet chce mieć dziecko, a kobieta chce ciążę usunąć, to co wtedy? :)

  2. Finalna decyzja powinna należeć do kobiety jednak w przypadku gdy kobieta nie chce dokonać aborcji a mężczyzna nie chce dziecka to mężczyzna powinien mieć prawo do zrzeczenia się praw i obowiazków bez żadnych konsekwencji prawno finansowych.

  3. Finalna decyzja powinna należeć do kobiety jednak w przypadku gdy kobieta nie chce dokonać aborcji a mężczyzna nie chce dziecka to mężczyzna powinien mieć prawo do zrzeczenia się praw i obowiazków bez żadnych konsekwencji prawno finansowych.

  4. W przypadku gdy kobieta nie chce dziecka a mężczyzna chce sprawa wyglądałaby podobnie – albo aborcja na życzenie kobiety albo prawo zrzeczenia się praw i obowiązków przez kobietę po urodzeniu dziecka.

  5. Jeśli bez ingerencji z zewnątrz płód rozwijałby się prawidłowo, a co za tym idzie później urodziłby się, byłby dzieckiem, to taką ingerencję, to jest aborcję należy nazwać morderstwem. Ujęcie tematu od strony czy dziecko jest chciane przez ojca czy matkę pokazuje tylko czy któreś z rodziców jest skrajnie nieodpowiedzialne.

  6. Aha już to widzę :) Nagle zyskując prawo "wyrzeczenia się" dziecka masa tępogłowych facetów poczuła by się bezkarnie. Mogli by płodzić bez opamiętania bez żadnych konsekwencji. "Bezpieczny seks" nabrałby dodatkowego znaczenia :) Jak sobie to wyobrażacie? Co z kobietą, którą chłopczyk (mężczyzną takiego typa nie nazwę) gdy tylko usłyszy "jestem w ciąży" postanowi "wyrzec się" dziecka. Ma zostać na lodzie bez żadnej pomocy? Bo on chciał tylko poruchać?
    Absurd!
    Osobną sprawą jest gdy dziewczynka chciałaby ciążę usunąć, a mężczyzna chciałby aby dziecko się urodziło, to jest rzecz do rozpatrzenia.

  7. Aha już to widzę :) Nagle zyskując prawo "wyrzeczenia się" dziecka masa tępogłowych facetów poczuła by się bezkarnie. Mogli by płodzić bez opamiętania bez żadnych konsekwencji. "Bezpieczny seks" nabrałby dodatkowego znaczenia :) Jak sobie to wyobrażacie? Co z kobietą, którą chłopczyk (mężczyzną takiego typa nie nazwę) gdy tylko usłyszy "jestem w ciąży" postanowi "wyrzec się" dziecka. Ma zostać na lodzie bez żadnej pomocy? Bo on chciał tylko poruchać?
    Absurd!
    Osobną sprawą jest gdy dziewczynka chciałaby ciążę usunąć, a mężczyzna chciałby aby dziecko się urodziło, to jest rzecz do rozpatrzenia.

  8. Mateusz Kapusta Rozumiem, że można nie chcieć dzieci, gdy się żadnego nie ma, ale w momencie w którym te dziecko się pojawia na świecie, nawet w postaci embrionalnej, to nie potrafię sobie wyobrazić tego, że ktoś może go nie chcieć. Może jestem upośledzony, ale nie potrafię.

    No bo wyobraź sobie to: pojawia się taka mała fasolka z sporą częścią twojego DNA, i ty nie chcesz zobaczyć co z tej fasolki wyrośnie? Nie chcesz się dowiedzieć jak bardzo będzie do ciebie podobne? Nie chce zobaczyć jak bardzo te twoje geny, po urodzeniu, na tobie polegają? No nie potrafię sobie tego wyobrazić, nawet przyjmując najbardziej nihilistyczno-ateistyczną postawę (i z tej ubogiej postawy stawiam powyższe pytania) jaką potrafię sobie wyobrazić.

    Nie chcieć własnego dziecka to choroba umysłowa moim zdaniem, a wtedy powinno się mówić o umysłowo niedorozwiniętych rodzicach niespodziewanego dziecka, a nie o tym, że dziecko jest niechciane. Niechciane jest tylko z perspektywy tych nieszczęsnych upośledzonych umysłowo rodziców, a perspektywa takich ludzi nie jest czymś, co należy akceptować w jakimkolwiek dyskursie.

  9. Przestań używać eufemizmów, a zrozumiesz czemu niektórzy ludzie wychodzą z takimi propozycjami. Nie "usunąć ciążę" a "zamordować niewinne dziecko". Czymże jest unika odpowiedzialności za własne czyny (tj. seks z kobietą, z którą nie chce się mieć dzieci) z mordowaniem kogokolwiek?

  10. Jarosław Zięba może i masz rację w tym co mówisz. Jednak uważam, że zamiana słownictwa w tym wypadku ludzkiej moralności i sumienia nie zmieni. Jak ktoś uważa, że aborcja powinna być dostępna jak bułki każdego ranka w sklepie to może być ciężko z taką osobą dojść kiedykolwiek do jakiegokolwiek porozumienia.

  11. Jarosław Zięba Choroba umysłowa? Chyba psychika człowieka to dla Ciebie wyjątkowo obcy temat.
    Ja dziecka nie chcę mieć i na pewno nie zawahałabym się nawet przez moment przy podejmowaniu decyzji o aborcji. W moim życiu nie ma miejsca na dziecko. Widok dzieci napawa mnie odrazą, są obrzydliwe i śmierdzą. I nie widzę w tym nic dziwnego. Jedni nie lubią psów, inni kotów a i jeszcze inni dzieci – i wierz mi, takich ludzi są całe masy. Spośród wszystkich moich znajomych tylko dwie z nich są przychylne do posiadania dzieci, z czego jedna z nich chce je tylko dlatego, aby miał się kto nią opiekować na starość, co jest moim zdaniem szalenie głupie.
    I te wszystkie teksty "kobieta powinna mieć chociaż jedno dziecko". Nic mnie tak nie wkurza, jak słyszę innych, którzy wiedzą lepiej, co mam robić i jak mam żyć. Mimo, że niemal zawsze nie chciałabym skończyć tak jak oni. Nigdy.
    Dziecko to spora rzecz, więc jeśli nie czuje się tego tematu, nie powinno się tego podejmować, bo dla dziecka jest to straszna krzywda.
    Dla tych, którzy są przeciwko aborcji polecam poczytać książki z zakresu psychologii o tym jakie terapie muszą odbywać dorośli ludzie przez ich nieudolnych rodziców, którym wydawało się (i dalej się wydaje), że wychowanie dziecka jest dla każdego.

    To jest strasznie przykre, że oby ludzie chcą zmusić innych do życia według ich poglądów. Ja np. jestem za aborcją, jestem ateistką, nie lubię mleka i białych ścian w mieszkaniu. I nikogo nie powinno obchodzić to, czy byłam zeszłej niedzieli w kościele, czy mam zamiar usunąć ciążę, czy wypiłam rano szklankę mleka i czy przypadkiem nie przemalowałam swojego pokoju. Dla mnie sprawa jest prosta – moje mieszkanie, mój organizm i moje życie. Ingerencja obcych osób w mój sposób bycia i życia jest niedopuszczalna. Dla mnie ludzie mogą mieć białe ściany, lubić mleko, nie poddawać się aborcji i latać do kościoła – ich wybór, wątpię, aby zmienili zdanie, jeśli po prostu im powiem, aby to zmienili, bo moim zdaniem jest lepiej żyć inaczej.

    Co do tekstu to faktycznie nigdy nie zastanawiałam się nad tą kwestią, jednak nie widzę problemu. Warto poruszyć ten temat zanim pójdzie się z kimś do łóżka. Warto postawić jasno, że jeżeli Twoje kobieta zajdzie w ciążę, to Ty nie zgodzisz się na aborcję. Jesli ona ma odmienne zdanie, to po prostu ze sobą nie sypiacie. Proste jak drut.

  12. Ogólnie faceci mają trochę lepiej, bo jendak w kobiecym ciele mogą zajść nieodwracalne zmiany (np. rozstępy na brzuchu), no i ogólnie złe samopoczucie z powodu ciąży, więc szczerze mówiąc nie wydaje mi się, by sporo kobiet się na to godziła.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ