UDOSTĘPNIJ

Poznańska kawiarnia Starbucks została oskarżona o rasizm przez Koreankę mieszkającą w Polsce od 2007 roku. Kobieta zamierza skierować sprawę do sądu, ponieważ czuje się urażona. 

Hanna Lee przyjechała do Polski studiować medycynę. Wraz z koleżanką udała się na kawę w Starbucksie na dworcu PKP, gdzie po polsku złożyła zamówienie. W sieci Starbucks jest zwyczaj, że na kubkach pisze się imię klienta. Tym razem było inaczej.

– Kiedy ja zamawiałam kawę, zwróciłam uwagę, że nie poproszono mnie o imię. Ale stwierdziłam, że nie ma dużo ludzi w kawiarni i nasze kawy dostaniemy równocześnie – mówi kobieta w rozmowie z Wyborczą.

– Dopiero po dłuższej chwili spojrzałam na kubek przyjaciółki i zobaczyłam napis „Eliza”. Pomyślałam, że sprawdzę, jak barista oznaczył mój kubek. Zobaczyłam skośne oko. Nie mogłam w to uwierzyć. Zapytałam Elizę, czy dla niej to też jest oko, czy coś innego. Widziała to samo – dodała.

– Nie mogą mnie przekupić darmową kawą. To, co mnie spotkało, jest bardzo nie w porządku. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z przejawem rasizmu – przekonuje.

Wydający kawę pracownik stwierdził, że tak został wyszkolony i jest to norma w lokalu. Innego zdania są pracownicy innych kawiarni sieci Starbucks. Biuro obsługi klienta kawiarni odpisało, że nie chodziło o skośne oko, a literę „O”, od słowa obcokrajowiec. Pracownik miał mieć jednak dysgrafię i brzydko pisać. Hanna twierdzi jednak, że to absurd, bo kawę zamawiała po polsku. Teraz zamierza skierować sprawę do sądu.

fot. Agencja Gazeta
fot. Agencja Gazeta

Wcześniej podobny przypadek miał miejsce w Niemczech.

 

Obserwuj Pikio.pl, by być na bieżąco:

źródło Gazeta Wyborcza