UDOSTĘPNIJ

Setna rocznica wybuchu pierwszej wojny światowej, którą teraz właśnie obchodzimy, kojarzy się nam najczęściej z zamachem w Sarajewie, bitwami pod Verdun czy Sommą oraz wycieńczającą wojną pozycyjną. Jednym z rzadziej podkreślanych i przypominanych epizodów z tamtego okresu jest pandemia grypy z lat 1918-1919, znana pod potoczna nazwą ?hiszpanki?. Europę i świat pochłonęła fala masowych zgonów, przy której zbladła ilość ofiar Pierwszej Wojny Światowej. Na 500 milionów zarażonych, zginęło około 50 do 100 milionów ludzi ? czyli co najmniej 34 miliony więcej niż w trakcie Wielkiej Wojny. Jeszcze póki toczyły się działania wojenne, media państwowe cenzurowały wiadomości na temat rozwijającej sięepidemii ? za wyjątkiem neutralnej Hiszpanii, która otwarcie pisała o stratach w swoim kraju. Dawało to wrażenie, że to Hiszpania została wyjątkowo mocno dotknięta pandemią. Wrażenie to było błędne, ale dało ?hiszpance? jej najbardziej popularną nazwę.

Obecna epidemia wirusu Ebola w Zachodniej Afryce nie może się równać z ?hiszpanką? nawet w najmniejszym stopniu ? nie umniejsza to jednak jej zagrożenia i bardzo poważnych konsekwencji. Na dzień 31 lipca 2014 roku zginęło już 729 osób, wliczając w to 60 medyków walczących z epidemią (1). Jest to nieco więcej niż połowa wszystkich zakażonych, ale perspektywy przed mieszkańcami zachodnich terenów Afryki rysują się w ciemnych barwach.

Początki wirusa datuje się na rok 1976, kiedy to odnotowano dwa pierwsze jego przypadki ? jeden w kongijskiej wiosce nad rzeką Ebola (od której pochodzi nazwa choroby), a drugi w Sudanie. Doprowadziło to do największej przed 2014 rokiem epidemii, w wyniku której odnotowano 602 przypadki zachorowań i stwierdzono 431 zgonów. Potem, aż do 1995 roku, choroba nie nastręczała większych kłopotów. W latach 1995, 2000 oraz 2007 zaczęło ponownie dochodzić do sporadycznych wybuchów (w 1995 zginęło 254 osoby, w 2000 i 2007 po 224), jednak dopiero w tym roku epidemia wymknęła się na dobrą sprawę spod kontroli. O ile kiedyś ofiarami padali mieszkańcy Ugandy oraz Demokratycznej Republiki Kongo ? tym razem epidemia wzięła sobie na cel Sierra Leonę, Liberię oraz Gwineę, wszystkie umiejscowione na zachodnim brzegu kontynentu afrykańskiego. Jeden przypadek zanotowała także Nigeria, nie ma jednak pewności co do tego, czy była to oby na pewno Ebola.

Początkowo za głównego winowajcę choroby traktowano goryle, jako że do wybuchów choroby dochodziło po spożyciu przez ludzi mięsa tych naczelnych. Obecnie jednak naukowcy wskazują raczej na nietoperze, które miałyby być głównymi nośnikami wirusa. Wiele osób nieświadomie je owoce czy warzywa, na które nietoperze się wypróżniły albo które dotykały ? problem ten dotyczy także niczego nieświadomych goryli. Samo dotknięcie powierzchni na której przebywał nietoperz, a następnie wsadzenie tej dłoni do buzi albo oka, może stanowić dla mieszkańca Gwinei czy Liberii wyrok śmierci.

Ten wyrok śmierci jest relatywnie powolny. Pierwsze oznaki pojawiają się najczęściej dopiero 8-10 dni po ekspozycji i początkowo przypominają zwyczajne przeziębienie z gorączką i bólem mięśni. Niekiedy kończy się tylko na tym, ale w większości przypadków kontynuacją choroby jest biegunka oraz wymioty krwią, aż w końcu wewnętrzne krwotoki oraz gwałtowne obniżenie ciśnienia krwi. Jeżeli narządy wewnętrzne przestają poprawnie działać, dochodzi do gwałtownej śmierci.

Na Ebolę nie ma lekarstwa, przez co oddziały sanitarne mogą ograniczać się jedynie do opieki nad chorymi ludźmi, do podawania im płynów i prób podtrzymania właściwego ciśnienia krwi. Mimo, że cały czas prowadzone są badania nad medykamentami, które zwalczałaby tę chorobę, na tego typu ?sezonowe? i tropikalne choroby nie ma póki co lukratywnego rynku dla firm farmaceutycznych. Prowadzenie długoterminowych i kosztownych badań jest zwyczajnie nieopłacalne dla medycznych molochów, dlatego też nie mamy co spodziewać się skutecznego lekarstwa w najbliższej przyszłości. Skoro już parę razy udało się jakoś powstrzymać chorobę ? może uda się i tym razem?

Zgodnie ze słowami szefowej World Health Organisation, pani Margaret Chan, nie jest to wcale oczywiste. W ostatnich dniach stwierdziła ona, że wirus ?wymknął się spod kontroli? i jego konsekwencje ?mogą być tragiczne w zakresie ofiar, ale również groźnych socjoekonomicznych zaburzeń oraz wysokiego ryzyka rozprzestrzenienia się wirusa do innych krajów? (2). Pakiet ratunkowy w wysokości 100 milionów dolarów może nie wystarczyć. Dodatkowym problemem jest postawa mieszkańców liberyjskich czy gwinejskich wiosek. Część z nich wierzy, że samo wymówienie słowa ?Ebola? może sprowadzić na ich rodzinę chorobę. Do sanitariuszy podchodzi się często z nieufnością i trwogą, jako że to oni są posłańcami złych wieści na które nie mają sami wpływu. Ten pozornie irracjonalny strach ma jednak swoje racjonalne uzasadnienie ? w przypadku wcześniejszych epidemii, zdarzały się przypadki nieuważnych medyków, którzy przez swoje zaniedbania rozsiewali chorobę dalej. Raz nadwątlone zaufanie ciężko jest odzyskać, szczególnie w przypadku obcych przybyszów z innego kontynentu i całkiem innego świata. Walka z Ebolą jest więc wyjątkowo trudna i obecna epidemia niesie realne i bardzo poważne zagrożenie dla i tak biednego regionu Afryki.

Tuż po drugiej wojnie światowej Albert Camus przestrzegał przed wiecznie czyhającą dżumą, która była motywem przewodnim jego najbardziej znanej i wpływowej powieści. Interpretowano ją na setki sposobów, zwykle odnosząc je do wojny, zła moralnego i różnych rozmaitych, metafizycznych konceptów. My, Europejczycy już niemal zapomnieliśmy, że przeróżne dżumy istnieją w sensie jak najbardziej dosłownym ? tyle, że coraz rzadziej są naszym udziałem. Na kontynencie afrykańskim ? przez wieki eksploatowanym i zubożanym w imię ?brzemienia białego człowieka? ? jawi się to w najbardziej bezpośredni sposób. Jest to zimny kubeł wody dla wszystkich przekonanych o naukowej potędze i wszechmocy naszej cywilizacji. Ale miejmy nadzieję, że również nadzieja, że ten biedny i pozostawiony swoim własnym siłom region jakim jest zachodnia Afryka spotka się z większą atencją i zainteresowaniem społeczności międzynarodowej.

Mateusz Kuryła

(1) http://www.who.int/csr/don/2014_07_31_ebola/en/
(2) http://www.aljazeera.com/news/africa/2014/08/who-ebola-out-control-20148113582852795.html