UDOSTĘPNIJ
źródło: wikimedia.org

„Dyrektorem szpitala na Madalińskiego był 12 lat temu niejaki Chazan. Profesor. Nie trawiłam sukinsyna” – tak swój post zaczyna Anna Grzybowska, która 12 lat temu urodziła swojego syna, Wojtka. Kobieta we wpisie opowiada o nieprzyjemnościach, jakich dostarczył jej kontakt z profesorem Bogdanem Chazanem.

Grzybowska od 27 lat pracuje jako dziennikarka. Od połowy września 2004 roku była w Szpitalu Specjalistycznym im. Świętej Rodziny w Warszawie. Nie chodziło jednak o zrobienie reportażu, a o ciążę, którą od 9 miesięcy już nosiła dziennikarka. Kobieta miała niedługo bowiem urodzić dziecko.

Jak opisuje we wpisie Grzybowska, nie było innej możliwości, jak cesarskie cięcie. Według niej, wszyscy zajmujący się nią specjaliści byli tego zdania. Wyjątkiem był jednak profesor Bogdan Chazan, który stwierdził, że „poród siłami natury jest najlepszy”, a Grzybowska nie ma co liczyć na „specjalne traktowanie”. Według dziennikarki, Chazan miał stwierdzić, ze to „zapłata za grzechy”.

 – Co, pani redaktor? Myśli pani, że będzie miała pani jakieś specjalne traktowanie, tak? Poród siłami natury jest najlepszy i dla pani i dla dziecka. Dzieci rodzone przez cesarkę nie mają więzi z matką. Pani zdaje sie jest po rozwodzie, a dziecko jest innego ojca, tak? Za swoje grzechy trzeba płacić! – miał powiedzieć Chazan.

Profesor przez kolejne dni podkreślał, że to „poród siłami natury” jest najlepszy, a cesarka odbiera dziecku „więź z matką”. Było tak też tego dnia, kiedy Grzybowską odwiedziła przyjaciółka. Chazan miał znów dać się we znaki dziennikarce.

 – No to co? Nadal upiera się pani przy cesarce? No, ja tu widzę, ze niektórzy koledzy tez sądzą, że to jedyne wyjście. Ja znam inne – zgodnie z naturą i tym, co kobiety robią od setek lat! To jest wbrew przykazaniom! – oświadczył specjalista.

Wtedy odezwać się miała przyjaciółka Grzybowskiej, która była u niej w odwiedzinach. Kobieta poruszyła temat aborcji, którą przeprowadził jej dwa lata wcześniej właśnie Chazan.

źródło: facebook.com/mazury
źródło: facebook.com/mazury

Wpis dziennikarki zapoczątkował falę telefonów, komentarzy i wiadomości od ludzi, którzy także mieli nieprzyjemność podczas ciąży być pod opieką profesora Chazana. Post Anny Grzybowskiej udostępniono na Facebooku już ponad 16 tysięcy razy, a sama dziennikarka ma otrzymywać gratulacje i podziękowania za odwagę publikacji posta.

Na temat wpisu mamy 12-letniego Wojtka wypowiedział się już sam Bogdan Chazan. Jak stwierdził, historia dziennikarki jest „wyssana z palca”, a cała akcja, którą zapoczątkowała, to „próba zniszczenia go”. Sprawa ma znaleźć swój finał w sądzie.

 – Z tego, co napisała pani Grzybowska wypływa skrajna nienawiść. To wszystko jest niezgodne z prawdą, „wyssane z palca”. Moim zdaniem – to kolejna próba zniszczenia mnie. To oczernianie nie tylko mojej osoby, ale także zawodu, który wykonuję. Nie można bezkarnie nastawać na czyjeś dobre imię. Organizacja Ordo Iuris już podjęła kroki prawne w mojej obronie – skomentował Bogdan Chazan.

Polub fanpage pluralistycznego, bezstronnego portalu o polityce i społeczeństwie:


źródło: kobieta.wp.pl, facebook.com
pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również