UDOSTĘPNIJ
fot. pixabay

Rząd Prawa i Sprawiedliwości postanowił podnieść płacę minimalną do poziomu 13 złotych za godzinę. Taki zabieg miał poprawić sytuację najbiedniejszych. Jak się jednak okazuje, próba zredukowania ubóstwa ustawą nie powiodła się. 

Zwolennicy wolnego rynku oraz austriackiej szkoły ekonomii przekonywali, że wprowadzenie wyższej płacy minimalnej spowoduje wzrost bezrobocia, gdyż zatrudnianie niektórych osób po prostu przestanie się opłacać. W końcu trudno oczekiwać, aby prywatni przedsiębiorcy zatrudniali pracowników, którzy zamiast zysków przynoszą straty. Do tej pory nie okazało się to prawdą. Co nie znaczy, że płaca minimalna przyniosła zamierzony efekt.

Nowe przepisy faktycznie poprawią sytuację ekonomiczną pewnej grupy społecznej. Chodzi tu o prawników, którzy przecież świetnie odnajdują się w gąszczu przepisów. Polscy pracodawcy mają w nosie regulacje i znaleźli już dziesiątki sposobów na ich ominięcie. Według PIP robi to przynajmniej jeden na pięciu przedsiębiorców.

Kelnerki w warszawskiej restauracji po 1 stycznia 2017 r. zostały zatrudnione jako przedstawicielki handlowe z wynagrodzeniem prowizyjnym w wysokości 0,01 proc. utargu danej pracownicy, co daje jej średnio 2 zł wynagrodzenia za godzinę pracy. Powszechnym zjawiskiem jest niewpisywanie do ewidencji czasu pracy 9., 10. czy 11. godziny przepracowanej w danym dniu, aby zgadzało się wyliczenie minimalnego wynagrodzenia.

– Dostałam nową umowę na 13 zł, ale jednocześnie dostałam umowę na dzierżawę odkurzacza. Na 500 zł – skarży się sprzątaczka z Wrocławia.

– Nasz szef wlepia nam fikcyjne kary za spóźnienie, obciąża za pranie odzieży czy za wydawanie nowych elementów munduru. Otrzymujemy 7-8 zł netto na godzinę – mówi członek firmy ochroniarskiej z Lublina.

Niektórzy są mniej sprytni i po prostu odmawiają podwyższenia płacy. Otwarte łamanie prawa nie skończy się jednak dla nich dobrze, o co zadbają urzędnicy Państwowej Inspekcji Pracy. W związku z nowymi przepisami i ich faktycznym skutkiem PIP zapowiada wzmożone kontrole, które zapewne przyniosą skarbowi państwa kolejne przychody. Poza prawnikami zarobi więc także fiskus. A co z pracownikami i pracodawcami? Na to pytanie można odpowiedzieć sobie samemu.

źródło: rzeczpospolita, polsat, msn,

 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również