UDOSTĘPNIJ

Już w swoim małym liceum zauważałem tendencje nauczycieli do wyrażania pewnych poglądów politycznych ? choć muszę oddać ? były to sytuacje sporadyczne. Szczególnymi okolicznościami były przyjazdy pochodzącego z mojego rodzinnego powiatu, premiera Pawlaka. I mimo wielkiej klasy byłego szefa PSL, żałowałem, że nigdy nie pojawił się u nas przedstawiciel żadnej innej partii politycznej. Podczas studiowania przywykłem natomiast do politycznych wycieczek wykładowców ? zresztą rozumiem, że taka już specyfika, bądź co bądź sympatycznych naukowców. Problem, który spróbuję pokrótce opisać, a o którym opowiadali mi wielokrotnie znajomi, jest dużo bardziej nasilony w dużych placówkach oświatowych ?z tradycjami?, gdzie magistrów nazywa się profesorami, a po wejściu do sali odbywa się meldunek, niczym na więziennym apelu.

Szkoła z zasady powinna być miejscem jałowym światopoglądowo, religijnie i politycznie. Winna być wolna od prób narzucania ?właściwych? przekonań. A już nade wszystko pozostawać musi w zgodzie z faktami. Pomijając wiszące w szkołach krzyże i nauczanie tylko jednej, katolickiej, religii.

O prawdzie napisałem wyżej nie bez powodu, bowiem niejednokrotnie słyszałem o przypadkach mówienia tzw. półprawdy, czy prawdy subiektywnie przekształconej. Tak na przykład ?w roku 1993 w Polsce ponownie nastąpił komunizm (zwycięstwo SLD w wyborach parlamentarnych), co potwierdziło się w 1995 r. wygranymi przez komunistę wyborami prezydenckimi (Aleksander Kwaśniewski)?. Zdanie na temat Sojuszu Lewicy Demokratycznej można mieć różne, ale kiedy uczy się licealistów przedmiotu maturalnego ? wiedzy o społeczeństwie ? to należy ważyć słowa i przedstawiać fakty, nie opinie. Wypracowanie egzaminacyjne okraszone taką informacją mogłoby zakończyć się uznaniem błędu kardynalnego i poprawką w wakacje.

Nauczycielom zdarza się też obrażać osoby publiczne, w szczególności polityków. Lekcja absolutnie nie jest czasem na ocenianie audycji telewizyjnej słowami ?śmieszny program Moniki Olejnik?. Jest to po pierwsze niegrzeczne ? bo być może obraża stałych widzów, a po drugie, co gorsza ? uczy nienawiści na tle światopoglądowym. Pośród szczególnych kwiatków pragnę przytoczyć jeszcze ?idiotę z gumowym penisem, którego nazwiska nie warto wymawiać? (Janusz Palikot), a także ?picie sobie z dzióbków Tuska i Putina?. Łatwo zauważyć, że inwektywy rzucane są zwykle przez osoby z tzw. prawego skrzydła, względem działaczy lewicowych. Nie podważam absolutnie prawa każdego człowieka do osobistych poglądów politycznych i oceny sytuacji, aczkolwiek ? co podkreślam kolejny raz ? szkoła nie jest kongruentnym miejscem na ich wygłaszanie.

Katastrofa pod Smoleńskiem jest bez wątpienia jedną z najtragiczniejszych kart polskiej historii. Była też długo gorącym tematem przestrzeni medialnej. Uważam natomiast, że ciągłe rozpamiętywanie tych wydarzeń, zabarwiając je politycznie, zakrawa, mówiąc eufemistycznie, o brak dobrego smaku. Ileż można dzielić naród na wierzących w spisek i zamach i traktujących wydarzenia z 2010 roku jako tragedię i katastrofę lotniczą? Jak długo można mówić o trotylu, sztucznej mgle, magnesach i pakcie Tuska z Putinem? A gdy ma jeszcze miejsce włączanie w tę denną awanturę szkolnej młodzieży, rozpoczynanie każdej lekcji ?nowościami? zespołu Macierewicza ? przychodzi czas na powiedzenie STOP. Pytanie tylko kto ma wypowiedzieć te cztery litery: uczniowie, rodzice, inni nauczyciele, dyrekcja? Uczniowie i rodzice nie zrobią tego ze strachu przed nieprzyjemnymi w skutkach konsekwencjami, a dyrekcja i nauczyciele zwykle trzymają stronę swojej kadry i zamiatają pod dywan dochodzące do nich sygnały.

Drodzy nauczyciele, pedagodzy, wychowawcy, apel do Państwa ? powściągnijcie proszę języki, swoje przemyślenia zostawcie na debaty wśród znajomych, a uczniom przekazujcie rzetelną, czystą wiedzę. Czas zakończyć fragmentację społeczeństwa na prawdziwych i nieprawdziwych Polaków, na lepszych i gorszych, na Polskę A i B. Pracujecie z młodymi, często nieukształtowanymi osobowościami. Uczcie ich sztuki dyskusji, a nie nienawiści. Bądźcie retorami, a nie erystami. Spoczywa na Państwu ogromna odpowiedzialność ? budujecie przyszłe elity intelektualne.

Włos jeży mi się na głowie, gdy słucham czasem, jak coraz mocniej szkoła staje się miejscem indoktrynacji, a nauczyciele bywają rzecznikami partii politycznych, z którymi sympatyzują. Gdy pisałem ten tekst, uświadomiłem sobie, że w mojej szkole rzeczywiście w tej kwestii było sielankowo.

A jak było w Waszych placówkach oświatowych, szanowni czytelnicy? Zapraszam do dyskusji.