Strona Główna Opinie Polityka Politycy traktują nas jak naiwnych idiotów… bo sami tego chcemy

Politycy traktują nas jak naiwnych idiotów… bo sami tego chcemy

UDOSTĘPNIJ
Bogdan Huzar
Bogdan Huzar

Ogromne obniżki i zwolnienia z podatków wszystkich przed 30 rokiem życia, 500-1000 złotych na dzieci, zwiększenie emerytur o jedną trzecią lub nawet o połowę, obniżenie wieku emerytalnego bez finansowych konsekwencji, państwowe dopłaty do najniższych wynagrodzeń czy kilkaset złotych dla każdego obywatela rokrocznie (sic!) – to tylko niektóre absurdalne obietnice, które zdążyły paść podczas rozgrywającego się aktualnie wyścigu po władzę – a to dopiero początek!

Nigdy wcześniej podczas kampanii wyborczych nie odbywał się chyba tak absurdalny festiwal politycznych obietnic jak ma to miejsce podczas aktualnej walki o wygraną w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Nigdy wcześniej politycy nie traktowali Polaków z tak ogromną pogardą dla ich inteligencji obiecując im rzeczy, których spełnienie jest albo niemożliwe albo po prostu głupie.

Mam jednak wrażenie, że to nie wina polityków, że tak nas traktują. Politycy bowiem traktują nas jak półinteligentnych i naiwnych idiotów na nasze własne życzenie. Prawdą jest też to, że politycy na których narzekamy są tacy sami jak my – tak samo zakłamani, tak samo umysłowo słabi, tak samo ulegli.

Im głupsze i nierealne postulaty głosi w Polsce polityk tym Polacy czują się – paradoksalnie – mądrzejsi i bardziej doceniani. Z telewizyjnego i internetowego śmietnika wybieramy „prawdy”, które uznamy za wygodne. Polski wyborca przyswaja tylko to co utwierdza go w przekonaniu, że dzięki wyborom będzie lepiej bez względu czy dana „prawda” ma w ogóle sens i szansę na realizację. Najpierw użalamy się nad sobą, płaczemy nad losem uciśnionego ludu, narzekamy na kłamliwych i obłudnych polityków a potem siadamy przed telewizorem czy wchodzimy do sieci i oczekujemy od nich, że dalej będą nas okłamywać i oszukiwać po to byśmy mogli przez chwilę poczuć nadzieję, że będzie lepiej. A potem znowu wracamy do narzekania „jacy to politycy są źli”. I tak w kółko.

Politycy nie spadli nam jednak z nieba, nie są istotami z innej planety, nie znajdujemy ich w kapuście i nie są nam przynoszeni przez bociany. Nasi politycy są odzwierciedleniem polskich rodzin, domów, szkół, kościołów i innych polskich zbiorowości ludzkich. Są „stworzeni na podobieństwo” swoich wyborców – młodego ptactwa, które ma tak głębokie gardło, że jest w stanie łyknąć wszystko co utwierdzi go we własnym poglądzie i dzięki czemu będzie mógł iść spać spokojnie.

Już dzisiaj zamiast prezentacji silnego, racjonalnego, sprawiedliwego i konkretnego przywództwa mamy do czynienia z politycznym kabaretem i igrzyskami gdzie politycy koalicji rządzącej i opozycji konkurują ze sobą w obietnicach, których nikt nie ma zamiaru spełnić bo liczy się jedynie „najlepsza” obietnica a nie jej spełnienie lub chociażby nikła szansa na to.

Wielkimi krokami dążymy do państwa, w którym panować będzie najgorszy z możliwych systemów quasi demokratycznych – ochlokracja, gdzie rozwścieczony motłoch jest ugłaskiwany przez jego polityczny odpowiednik.

Możemy jednak to zmienić – zmieniając samych siebie bo żeby zmienić świat – a w tym przypadku Polskę – trzeba zacząć od siebie. Być może to brzmi patetycznie ale inaczej się nie da.

Podobał ci się tekst? Polub moją stronę na fb by być na bieżąco!

Zobacz również