UDOSTĘPNIJ
foto: pl.wikipedia.org

Nasz naród deklaruje przywiązanie do historii. Szkoda tylko że większość z tychże „historyków” nie wyciągnęła wniosków z lekcji, które nauczycielka życia nam dała. Tym bardziej, że na naukę było już 75 lat.

Wtedy bowiem zostaliśmy najechani przez Niemcy. Za kilkanaście dni minie 75 lat od drugiego ataku, który przypieczętował nasz upadek – inwazja bolszewickiej dziczy, która postanowiła „wyzwolić” Polaków od „rządów panów” i wprowadzić komunizm tam, gdzie nikt rozsądny sobie tego nie życzył. Warto dodać, że w tejże grupie myślących racjonalnie osób nic się u nas pod tym kątem nie zmieniło.

Problemem jest kwestia polegania na sojusznikach. Wiele lat temu zostaliśmy najzwyczajniej w świecie wystawieni przez Zachód. Nie był to zresztą jedyny raz – podobnie było później w Teheranie, przy okazji Powstania Warszawskiego zostało to dobitnie ukazane. Bowiem Polacy stanęli ponownie do nierównej walki pozbawieni wiedzy, że zostali już sprzedani sowietom. Czemu? By Roosevelt mógł wygrać wybory w USA dzięki głosom żyjących tam Polaków. Prawdopodobnie mając pełną wiedzę o postanowieniach z konferencji tzw. wielkiej trójki rozkazy władz II RP byłyby inne.

Zachód sprzedawał Polaków także i pod koniec wojny. Oddział porucznika Tadeusza Kuncewicza „Podkowy” walczył z Niemcami. Miał na koncie zdjęcie m. in. majora SS. Bohaterscy partyzanci w końcu zdecydowali się na ucieczkę w obliczu nadchodzącej dziczy Armii Czerwonej. Przebywszy ponad 1000 kilometrów Polacy uciekli na zachód do strefy w Niemczech, którą kontrolowali Amerykanie. Ci oddali bohaterów na pastwę czerwonych barbarzyńców.

Zachód kieruje się swoimi interesami. Każde państwo – mniej lub bardziej udolnie – dba o siebie. Tymczasem Polska wierzy w jakieś mityczne „sojusze” czy nie poparte rozumem, a jedynie romantycznymi bredniami „interesy” (gdzie głównym „interesem” jest jakaś szatańska Rosja, wobec której świat toczy ciągłą krucjatę. Tak przynajmniej wynika z tejże wizji.) Nadal część społeczeństwa – podobnie jak jeden z ministrów – chce „robić laskę” Amerykanom. Wielu zaś zapatrzonych jest w państwa zachodniej Europy jak w jakiś naród wybrany. Inni szukają „gwarancji bezpieczeństwa” w Rosji, rzucając tępe hasło „jesteśmy Słowianami”.

Tylko czemu nie stworzyć sojuszu państw środkowej Europy? Interesy byłyby te same ad hoc – uniezależnienie się gospodarcze od Zachodu i od Rosji oraz wsparcie militarne, głównie przeciw tej drugiej. Niestety Polacy nadal wierzą w swoje romantyczne koncepcje. Dopóki nie przerzucą się na pragmatyzm w tej kwestii, tak długo Polska będzie robić za prostytutkę w rękach USA, Niemiec i Rosji.

16 KOMENTARZY

  1. Panie Dominiku o sojuszu państw środkowej Europy wspominał już marszałek Piłsudski, natomiast w obecnej sytuacji geopolitycznej taki sojusz można uznać za nierealny. Litwa uważa nas za największych wrogów, Białoruś to przedłużenie rąk Rosyjskich, Ukraina jak na razie nie nadaje się do jakichkolwiek działań. Natomiast potencjał gospodarczy i militarny Słowacji, Słowenii i Czech raczej nie powala na kolana. Jedynie można poważnie rozpaczać sojusz z Węgrami Orbana.

  2. Panie Dominiku o sojuszu państw środkowej Europy wspominał już marszałek Piłsudski, natomiast w obecnej sytuacji geopolitycznej taki sojusz można uznać za nierealny. Litwa uważa nas za największych wrogów, Białoruś to przedłużenie rąk Rosyjskich, Ukraina jak na razie nie nadaje się do jakichkolwiek działań. Natomiast potencjał gospodarczy i militarny Słowacji, Słowenii i Czech raczej nie powala na kolana. Jedynie można poważnie rozpaczać sojusz z Węgrami Orbana.

  3. Ale to nie jest równoznaczne z wychodzeniem przed szereg, kiedy to Ukraina kładzie wała na nas pozostawiając embargo na wieprzowinę, nie licząca się z nami. Oni pokładają potencjał w UE która ma do nich stosunek neutralny, byleby był deal z putinem, jak pomiędzy Niemcami a Rosją podczas II wojny.
    Ale oczywiście nasi "wojarze" zawsze chcą grać pierwsze skrzypce…

  4. Jędrzej Lehmann Oczywiście, że tak. Ślepa wiara i niczym nieuzasadniona miłość do Ukraińców jest skrajną głupotą ze strony naszych rządzących. Grajmy pierwsze skrzypce, bądźmy aktywni, ale ROZSĄDNIE! Pomagamy Ukrainie? Okej, ale w zamian chcemy szereg innych rzeczy. Nie pomagamy? Okej, ale wtedy dogadujemy się z kimś innym i lobbujemy razem z nim za inne wymierne korzyści. Nasi przodkowie wystarczająco już ginęli za innych. Nas nie stać już na walkę o cudzą "wolność".

  5. Łukasz Łaguna Dlatego o tym mówię ;) Podobno najbiedniejsi są najbardziej hojni, co widać na zasadzie naszych władz. Szkoda tylko, że hojni dla wszystkich poza własnymi rodakami.
    Widać, że to "elita" po znajomości, z Solidarnościowego układu, gdzie są ludzie na stołkach bez kompetencji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ