UDOSTĘPNIJ

Wydarzenia na Ukrainie, których obecnie jesteśmy świadkami wszystkich zaskoczyły. Nikt jeszcze dwa miesiące temu nie sądził, że wydarzenia na Ukrainie mogą przerodzić się w konflikt międzynarodowy. Mieliśmy wszak już taką sytuację w 2004 roku, gdzie po sfałszowanych wyborach prezydenckich rozpoczęła się Pomarańczowa Rewolucja. Wtedy też Rosja w całą sprawę była mocno zaangażowana, bowiem Wiktor Janukowycz, oficjalny zwycięzca wyborów, był politykiem jawnie prorosyjskim. Wtedy jednak nie doszło do zbrojnego konfliktu między Ukrainą, a jej potężnym sąsiadem ze wschodu.

Teraz jednak sytuacja zrobiła się o wiele poważniejsza. Przyznam szczerze, że kiedy prezydent Ukrainy zerwał rozmowy stowarzyszeniowe z UE myślałem, że uczynił to z powodów pragmatycznych, że zrobił coś, do czego został zmuszony przez działania władz rosyjskich. Pomyślałem wtedy, że nie jest on aż tak prorosyjski i antyzachodni za jakiego uchodzi. Kiedy jednak okazało na jak szeroką skalę współpracował z Rosją na niekorzyść Ukrainy i nawet poprosił władze Federacji Rosyjskiej o zbrojną interwencję pozbyłem się złudzeń.

Pozbyłem się ich także w jeszcze jednej sprawie. Dotąd wierzyłem, że Europa jest kontynentem bezpiecznym, wolnym od wojen, a także w to że Władimir Putin jest jednak człowiekiem przewidywalnym. To wszystko nieprawda. Nawet Unia europejska nie może czuć się bezpieczna, jeśli przypomnieć aferę ?Paksasgate? na Litwie sprzed kilku lat. Przechodząc do meritum, wobec powyższych wniosków uważam, że jedynym sposobem na to by zewnętrzni wrogowie Unii Europejskiej, w tym również rosyjski prezydent, liczyli się z jej zdaniem, musimy zawiesić na kołku narodowe egoizmy i jeszcze bardziej zintegrować się w ramach UE.
Eurosceptyków spieszę uspokoić, że nie chodzi mi o żadne Stany Zjednoczone Europy, ale o wspólny głos europejskiej dyplomacji. Co prawda, kiedy pani Catherine Ashton obejmowała ten urząd, nawet wielu euro entuzjastów miało mieszane uczucia, czy to właściwa droga, i czy jesteśmy na taki krok gotowi.

Teraz , kiedy opadły mi klapki z oczu mówię: musimy być na to gotowi i przyjąć do wiadomości, że innej drogi nie ma. Musimy mieć unijną politykę zagraniczną, musimy także mieć europejskie siły zbrojne niezależne od NATO (nie wykluczając jednak ewentualnej zeń współpracy. Powód takiej konieczności jest prosty ? w NATO zbyt silną pozycję mają Stany Zjednoczone, a ich interesy i postrzeganie rzeczywistości nie zawsze jest zbieżne z europejskim.

Nawet w spokojnej Europie mogą nadejść bowiem czasy, kiedy okaże się że członków UE więcej łączy, niż dzieli. Tylko wtedy może już być za późno, dlatego zawczasu apeluję: więcej Europy w świecie i więcej federalizmu w Europie !