UDOSTĘPNIJ
źródło: wikimedia.org, flickr.com

Podkomisja badająca przyczyny katastrofy smoleńskiej działa już od lat. Jej ostatnim raportem był ten z kwietnia 2015 roku. Wtedy to komisja wydała oświadczenie, jakoby przyczyną tragedii była „seria wybuchów na skrzydle i wewnątrz samolotu”. Komisja funkcjonuje jednak nadal, choć w zasadzie od lat nie zmieniło się nic. Oczywiście poza pieniędzmi.

Od prawie dwóch lat podkomisja nie wydała żadnego raportu. Oczywiście, po wygranej PiS w wyborach z 2015 roku, uzyskała nowy status. Do lutego 2016 roku funkcjonowała tak naprawdę jako „parlamentarny zespół ds. katastrofy pod Smoleńskiem”, a od tego czasu zyskała oficjalne miano „Podkomisji ds. ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej” i wachlarz nowych uprawień.

Oprócz nazwy i pieniędzy nie zmieniło się jednak nic. Podkomisja, jak dotąd nie ustaliła tak naprawdę niczego pewnego. W Polsce nie znalazł się jak na razie nawet wrak samolotu lub chociażby czarna skrzynka. Nie przeszkadza to jej członkom, by pobierać ogromne pensje za zasiadanie w jej składzie.

Sekretariat podkomisji w wydanym oświadczeniu przyznał, że prace organu w 2016 roku pochłonęły 1.435.931,24 zł. Pieniądze te nie służą jednak sprowadzeniu wraku Tu-154M do Polski. Znaczna większość z tej sumy została spożytkowana na pensje dla członków i ekspertów podkomisji. Żeby tego było mało, na 2017 rok w budżecie komisji wpisane jest jeszcze więcej – 2 mln złotych, a to wszystko oczywiście z kieszeni Polaków.

Warto więc zadać sobie pytanie o zasadność działania komisji, która jak dotąd pracuje jedynie w oparciu o domysły i przypuszczenia. Przypomnijmy jeszcze raz, że w kwietniu tego roku miną dwa lata od ostatniego jej raportu. Dlaczego PiS, będąc już prawie półtorej roku u władzy, nie zabierze się poważnie do badania tak ważnej dla tej partii sprawy?

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również