Strona Główna Opinie Gospodarka Podatki, podatki i jeszcze raz podatki… Fiskalizm cz.2

Podatki, podatki i jeszcze raz podatki… Fiskalizm cz.2

UDOSTĘPNIJ

Poniżej druga część rozważań nt. fiskalizmu, tym razem skupiłem się na analizie teorii podatkowych i ekonomicznych. Osoby, które ominęły pierwszą cześć odsyłam tutaj.

  1. Zjawisko fiskalizmu a wybrane teorie podatkowe i ekonomiczne

1.1. Zjawisko fiskalizmu przed powstaniem liberalnej teorii ekonomicznej

Zanim narodziły się pierwsze znaczące koncepcje podatkowe, a wraz z nimi bardziej dogłębna analiza problemu fiskalizmu, już wcześniej dostrzegano zagrożenie, jakie niesie ze sobą nadmiar podatków. W XIII wieku Tomasz z Akwinu uważał, że władca może dopiero wtedy uciekać się do nakładania podatków, gdy dochody z jego majątku i regaliów nie są na tyle wystarczające, by utrzymać państwo. Podkreślał jednak, że wpływy podatkowe z nowych obciążeń służyć mają dobru wspólnemu, a nie zaspokojeniu zachcianek władcy. Twierdził, że podatki nie mogą mieć charakteru konfiskacyjnego, a także nie mogą naruszać źródła podatku.

Zjawisko fiskalizmu dostrzegał również XVII-wieczny pisarz francuski Sebastien de Vauban. Krytykował on nadmierne obciążenia fiskalne jak i cały system finansowy, który istniał za panowania Ludwika XIV we Francji. Podatki w tamtym czasach były bardzo niesprawiedliwe, ponieważ ich ciężar ponosili zazwyczaj najubożsi, natomiast bardziej zamożni byli z nich często zwolnieni. Vauban twierdził, że podatek znośny i nienaruszający w sposób nadmierny substancji majątku opodatkowanego nie powinien przekraczać 10% podstawy opodatkowania. Uważał, że tak ustanowione obciążenie będzie zapewniało opłacalność źródła dochodu i przyniesie większe zyski w przyszłości[1].

Z upływem czasu zaczęły pojawiać się nieco bardziej zwarte teorie, odnoszące się do kwestii podatkowych i fiskalizmu. Duże znaczenie w tej sferze odegrała teoria kameralistyczna. Przedstawiciele tej koncepcji jako główny cel obrali zwiększenie dochodów panującego, co miało dokonać się za sprawą ingerencji państwa w gospodarkę i tym samym spowodować rozwój handlu i przemysłu. Wraz ze wzrostem zamożności obywateli, miały wzrastać dochody podatkowe[2]. Dostrzegano jednak zagrożenie fiskalizmu, dlatego jeden z czołowych reprezentantów tej doktryny, a mianowicie Ludwick von Seckendorff, sugerował, że powinno się „brać raczej za mało, niż za wiele”[3]. Podobnie na temat obciążeń fiskalnych wypowiadał się inny wybitny kameralista J.H.G. von Justi. Zastrzegał on, iż podatki nie mogą hamować rozwoju działalności gospodarczej, a maksymalne opodatkowanie widział na poziomie 1/6 dochodu. Sprzeciwiał się również nadto rozbudowanej administracji, bowiem uważał, że jej utrzymanie zawsze wiąże się z utratą dochodów podatkowych. Von Justi dostrzegał też aspekt prawnych granic opodatkowania, dlatego podkreślał konieczność pobierania podatków na podstawie ustaw, co miało ograniczyć samowolę panującego. Był też jednym z pierwszych, który uważał że rząd nie powinien wydawać więcej niż posiada, opowiadając się tym samym za zrównoważonym budżetem[4].

1.2. Liberalizm ekonomiczny

Liberalizm ekonomiczny zakładał brak ingerencji państwa w gospodarkę i pełną swobodę działalności gospodarczej. Liberałowie twierdzili, że podmioty funkcjonujące na rynku w warunkach wolnej konkurencji zawsze dążą do maksymalizacji swoich osobistych zysków, ale tym samym działają na rzecz dobra wspólnego i rozwoju gospodarki. Zadaniem państwa jest jedynie zapewnić niezakłócony przebieg procesów gospodarczych, co oznacza zagwarantowanie bezpieczeństwa wewnętrznego, zewnętrznego i wymiaru sprawiedliwości. Liberałowie opowiadali się więc za państwem minimalnym, odrzucając tym samym gros wydatków publicznych. Uważali że państwo ograniczone w swoich funkcjach nie potrzebuje wysokich dochodów, stąd sprzeciwiali się jakiejkolwiek formie fiskalizmu. Zbyt wysokie podatki zaburzają działanie „niewidzialnej ręki rynku”, niszczą źródło opodatkowania i niweczą naturalny rozkład dochodów w społeczeństwie, co dla liberałów było nie do zaakceptowania.

Adam Smith, jeden z najbardziej wybitnych liberałów gospodarczych, sformułował zasady podatkowe, które do dziś odgrywają znaczącą rolę i są przywoływane we współczesnych rozważaniach podatkowych.

Pierwsza zasada, to zasada określoności podatku. Władza jest zobowiązana w sposób precyzyjny określić termin zapłaty podatku, jego wysokość i miejsce płatności[5]. Kwestie te powinny być sformułowane w sposób przejrzysty i zrozumiały w obowiązujących przepisach prawnych. Dzięki określoności podatku podatnik ma gwarancję, że nie dojdzie do nadużyć ze strony administracji podatkowej. Każda luka prawna, zbyt duża swoboda czy niedoprecyzowanie przepisu dają urzędnikom dyskrecjonalne uprawnienia, które z pewnością zostaną wykorzystane na niekorzyść podatnika i będą prowadzić do fiskalizmu. Przykład: według ustawy z dnia 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych[6] minister właściwy do spraw finansów określa górne granice stawek kwotowych podatków i opłat lokalnych na każdy rok podatkowy. Rady gmin w drodze uchwały określają wysokość stawek, a mając w tym wymiarze swobodę, zazwyczaj dążą do maksymalizacji dochodów, toteż ustalają podatki i opłaty na możliwie najwyższym pułapie (proszę sprawdzić, jak to wygląda w Waszych gminach w stosunku do maksymalnych stawek zaproponowanych przez ministra).

Kolejna zasada podatkowa opisana przez Smitha to zasada taniości opodatkowania. Tkwi ona korzeniami w liberalizmie gospodarczym, który zakłada, że państwo marnotrawi większość dochodów odebranych podatnikom i wydaje je nieefektywnie (co zresztą zostało potwierdzone przez amerykańskiego ekonomistę Emanuela S. Savasa). Tym bardziej koszty realizacji podatku nie mogą dodatkowo generować tych strat, dlatego powinny być utrzymane na jak najniższym poziomie, by przynosić możliwie najwyższe dochody. Przyczyny uszczuplania dochodów budżetowych Adam Smith widzi w zbyt wysokich obciążeniach podatkowych, przesadnych karach finansowych i konfiskatach mienia, a także w częstych kontrolach skarbowych[7]. Stosunek Smitha do wysokich podatków idealnie ukazuje cytat: „jednostki tworzą bogactwo, rządy zaś je konsumują. Im więcej konsumuje rząd, tym mniej sektor prywatny ma do zainwestowania, toteż bogactwo akumuluje się powoli albo nie przyrasta lub nawet maleje”[8]. Wygórowane kary finansowe za niewielkie przewinienia służą jako instrument fiskalizmu i intensyfikacji dochodów budżetowych, jednocześnie w skrajnych przypadkach, prowadząc do bankructwa podatników i niweczenia źródeł podatkowych. Podobnie, gdy władza zbyt często kontroluje podatników, ci, zamiast poświęcić swój czas na rozwój przedsiębiorstwa, skupiają się na wielu niepotrzebnych formalizmach i biurokracji, które wszak bogactwa w żaden sposób nie powiększają[9]. Przy dużej ilości przepisów przedsiębiorca bardzo łatwo może nieświadomie pominąć jakąś kwestię, a kontrola może zakończyć się wysoką karą finansową.

Z zasady taniości opodatkowania Adam Smith wywodzi też zasadę ekonomiczności opodatkowania tj. ochrony źródła podatkowego. Państwo dla chwilowych korzyści w postaci zwiększonych wpływów budżetowych, nie powinno „wysuszać źródła z którego żyje”. Działania rządzących powinny być dalekowzroczne, dlatego pierwszorzędnym punktem polityki podatkowej państwa powinna być dbałość o źródła podatkowe. W innym wypadku rząd „zabija kurę, która znosi złote jaja”.

Adam Smith pisał też o zasadzie dogodności podatku. Według tej reguły państwo powinno pobierać podatki w takim terminie i w taki sposób, by podatnik mógł swobodnie wywiązać się ze swojego zobowiązania wobec fiskusa. Mówił też o zasadzie równomierności i sprawiedliwości opodatkowania podatników, proporcjonalnie do ich dochodów. Zgodnie z tą zasadą powinno się płacić podatki odpowiednio do zdolności płatniczej (możliwości zapłaty), a spod opodatkowania powinno wyłączyć się dochody, które zapewniają minimum egzystencji[10].

Inny znany przedstawiciel liberalizmu gospodarczego to Jean B. Say. Podobnie jak Smith sformułował on swój katalog zasad podatkowych. Według Saya ilość podatków powinna być stosunkowo niska, a ich wysokość nie powinna nadto przytłaczać podatników i szkodzić produkcji. Ciężar obciążeń fiskalnych powinien być podzielony sprawiedliwie i powinien sprzyjać zasadom moralności[11]. Say podkreśla, że podatki zwiększają cenę produktu, a tym samym ograniczają popyt ze strony konsumentów. W ten sposób z ograniczeniem konsumpcji wiąże się spadek produkcji, a następnie utrata dochodów budżetowych państwa[12]. Say ze swoimi przemyśleniami wpisuje się idealnie w nurt ekonomii liberalnej, a ten fakt doskonale potwierdzają jego słowa: „najlepszym ze wszystkich planów finansowych [państwa] jest ograniczenie wydatków, a najlepszy ze wszystkich podatków jest podatek najniższy”[13].

Kontynuatorem myśli Adama Smitha jest David Ricardo. Postuluje on, by na sprawy podatkowe patrzeć nie z perspektywy każdego podatku osobno, ale by brać pod uwagę cały system podatkowy i następstwa jakie się z nim wiążą. Ricardo zauważa, że o negatywnych skutkach opodatkowania nie przesądzają pojedyncze podatki, ale suma skutków wywołanych przez wszystkie konstrukcje podatkowe w danym systemie[14]. W związku z tą tezą Ricardo tworzy „regułę edynburską”. Mówi ona o tym, że obciążenia fiskalne nie mogą drastycznie zmieniać sytuacji dochodowej i majątkowej podatnika, a wręcz przeciwnie, powinny mieć na nią znikomy wpływ. Kwintesencja tej reguły mieści się w tezie: „leave them as you find them” tj. „pozostaw go we względnie takiej samej sytuacji finansowej w jakiej go zastałeś”[15]. Podatki nie mogą ograniczać działalności gospodarczej podatnika i jego zdolności akumulacyjnej; nie mogą niweczyć rynkowego mechanizmu alokacji dóbr i szkodzić produkcji. Od rządzących Ricardo wymaga dbałości o źródła podatkowe i kierowania się ideą neutralności opodatkowania. Chodzi o to, by podatki nie przekreślały sensowności prowadzenia działalności gospodarczej i w jak najmniejszym stopniu ingerowały w naturalny podział dóbr.

 

1.3. Teorie XIX i XX wieku                                                                                                                                                                                                                                      XIX i XX wiek przyniosły zdecydowanie odmienne spojrzenie na kwestie podatkowe. Pod koniec XIX wieku w Niemczech narodził się kierunek zwany socjalizmem katedr uniwersyteckich lub też inaczej szkołą niemiecką. Przedstawiciele tej myśli podatkowej uważali, iż podatki nie służą tylko i wyłącznie do gromadzenia dochodów, czyli nie pełnią jedynie funkcji fiskalnej. Dochody pobrane od społeczeństwa miały pomóc w budowaniu państwa dobrobytu (państwa opiekuńczego). Poprzez podatki chciano zapewnić: powszechny dostęp do usług publicznych, sprawiedliwy podział dochodu narodowego i eliminację nierówności społecznych. Przyczynić do tego miała się szczególnie socjalna (redystrybucyjna) funkcja opodatkowania realizowana poprzez progresję podatkową.[16]. Tak sformułowana koncepcja stała w zdecydowanej opozycji do poglądów, jakie prezentowali liberałowie gospodarczy.

Rozkwit państwa opiekuńczego w pełnym wymiarze nastąpił dopiero po II wojnie światowej, natomiast jego pierwsze przejawy można było zaobserwować już w XIX wieku. To właśnie w II Rzeszy, za sprawą Żelaznego Kanclerza Otto von Bismarcka w latach 80-tych XIX wieku, pojawiły się pierwsze obowiązkowe ubezpieczenie społeczne, czyli de facto nowy typ podatków (parapodatki). Proporcjonalnie do rozrostu funkcji i zadań państwa rosły też wydatki budżetowe, których pokrycie miały zapewnić nowe, czy też zwiększone obciążenia fiskalne. Wierzono, że pieniądze odebrane społeczeństwu zostaną lepiej spożytkowane i wydane przez państwo, niż gdyby miało się je zostawić ludziom do własnej dyspozycji.

Najwybitniejszymi przedstawicielami szkoły niemieckiej byli Adolf Wagner i Lorenz von Stein. Obaj sądzili, że państwo poprzez ingerencję w gospodarkę działa na korzyść ludności, ponieważ nie tylko zwraca część odebranych w podatkach dochodów w postaci świadczeń socjalnych, ale również tworzy nowe dobra, napędzając tym samym gospodarkę. Państwo ich zdaniem pełniło więc rolę swego rodzaju producenta (przedsiębiorcy) na rynku[17]. Prosty przykład pozwoli szybko rozprawić się z tak złudnym założeniem. Posłużę się w tym przypadku znaną wszystkim przypowieścią o wybitej szybie francuskiego ekonomisty wolnorynkowego Frederica Bastiata.

Po tym jak chuligan wybił kamieniem szybę w piekarni, wszyscy zaczęli pocieszać piekarza, że przecież nic złego się nie stało, bo dzięki temu zdarzeniu pieniądze zarobi szklarz. W innym wypadku tego dnia mógłby on nie zarobić ani grosza. Oczywiście od razu dostrzegamy dochód szklarza, natomiast nie widzimy, że tym samym piekarz nie wyda pieniędzy na zakup innych dóbr, które z pewnością by nabył, gdyby nie wybryk chłopaka. Co więcej piekarz musi poświęcić czas i pieniądze na przywrócenie poprzedniego stanu bogactwa, a przecież mógłby w tym czasie zająć się czymś innym, czymś, co powiększyłoby jego majątek, a nie tylko przywróciło do poprzedniego stanu[18]. Właśnie tutaj dochodzimy do sedna problemu. Państwo, urzeczywistniając socjalną (redystrybucyjną) funkcję opodatkowania, istotnie może działać na rynku jako producent dóbr. Może tworzyć nowe miejsca pracy, usługi publiczne, czy wyrównywać dochody uboższych grup społecznych. To jest to co widzimy, jak pisał Bastiat. Nie widzimy natomiast, że państwo, aby zrealizować te wszystkie zadania i obdarować niektórych obywateli,  musi „wybić szybę” u innych podatników. Im więcej zadań przejmuje państwo, im więcej realizuje funkcji, tym większe jest zapotrzebowanie na dochód budżetowy, czyli potrzebne są wyższe lub nowe podatki. Przy nadmiernych podatkach (czyli de facto przy zbyt dużej ilości zadań państwa), pozbawieni części dochodu i majątku podatnicy muszą najpierw wypracować dochód, który utracili, choć mogliby w tym czasie powiększać rzeczywiste bogactwo społeczności.

Wyżej wspomniany problem nie był dostrzegany przez przedstawicieli szkoły niemieckiej z jeszcze jednego powodu. Adolf Wagner w specyficzny sposób odróżniał gospodarstwo państwowe od prywatnego, co wynikało z wyrażonej przez niego zasady elastyczności i wystarczalności podatku[19]. W gospodarstwie prywatnym wydatki zawsze dostosowuje się do dochodów. Z kolei w gospodarstwie państwowym, uważał Wagner, to dochody dostosowuje się do wydatków, więc państwo może względnie swobodnie szafować poziomem swoich dochodów, w zależności od zapotrzebowania finansowego. Zdrowy rozsądek nakazywałby traktować gospodarstwo państwowe i jego finanse podobnie jak prywatne, ponieważ postrzeganie odmienne stwarza furtkę dla fiskalizmu[20].

1.3.1. Socjalizm naukowy

O ile Wagner, opowiadając się za socjalną funkcją opodatkowania, dostrzegał istotę nienaruszalności źródeł podatkowych (aczkolwiek nie widział wszystkich skutków redystrybucji), o tyle socjaliści naukowi – jak sami siebie tytułowali – traktowali podatki, jako narzędzie do walki klasowej i instrument fiskalizmu. Karol Marks i Fryderyk Engels uważali, iż nadmierne obciążenia fiskalne, realizowane szczególnie poprzez wysoką progresję podatkową, pomogą zatrzeć różnice klasowe i zaprowadzić rządy proletariatu[21]. Engels zauważył, że w czasie wojny francusko-pruskiej wydatki na zbrojenia były tak duże, iż nieuchronna stała się drastyczna podwyżka podatków. Automatycznie spowodowało to, iż najuboższe warstwy społeczne przeszły na stronę „obozu socjalistycznego”. Wysokie podatki spełniały więc dwie funkcje: miały za zadanie zniszczyć zamożnych kapitalistów, dokonując „despotycznych wtargnięć w prawo własności”,  ale też pchnąć ubogie masy ludności prosto w objęcia socjalizmu[22].

1.3.2. Teoria interwencjonizmu państwowego

Dominację liberalizmu gospodarczego przełamać udało się dopiero po I wojnie światowej, kiedy to światu zostało zaprezentowane dzieło angielskiego ekonomisty Johna Maynarda Keynesa Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, a wraz z nim zapoczątkowana została teoria interwencjonizmu[23]. Była to odpowiedź na kryzys w Stanach Zjednoczonych, który nastąpił pod koniec lat dwudziestych. Wdrożono wtedy w życie program reform ekonomiczno-społecznych nazwany New Deal (Nowy Ład). Koncepcja Keynesa zakładała, że procesy rynkowe nie są w stanie przebiegać samoistnie, a pozostawione same sobie prowadzą do bezrobocia i kryzysu gospodarczego. Wobec tego konieczna staje się interwencja państwa w gospodarkę, której nadrzędnym celem ma być napędzanie popytu. Keynes proponował w tym wymiarze kilka instrumentów. Opowiadał się za progresją podatkową: pieniądze odebrane w podatkach bogatszym warstwom społecznym miały zostać przekazane, w formie wsparcia socjalnego, grupom uboższym i bezrobotnym. Zadaniem państwa miało być również organizowanie robót publicznych, udzielanie tanich kredytów i stosowanie ulg inwestycyjnych dla podmiotów gospodarczych (zarówno prywatnych jak i publicznych)[24].

W kwestii podatków Keynes opowiadał się za ich „elastycznością”, bowiem miały się one dostosowywać do cyklów koniunkturalnych, ale musiały też być zharmonizowane z wydatkami państwowymi. Keynes zalecał, aby w fazie recesji wydatki były na stosunkowo wysokim poziomie; podatki wtedy powinny być niższe. Natomiast kiedy rytm gospodarczy się ożywia i  następuje faza prosperity należy zahamować wydatki i tym samym podwyższyć podatki[25]. Kolejnym krokiem według Keynesa miały być inwestycje publiczne – celem państwa jest tworzenie nowych miejsc pracy, inwestowanie w infrastrukturę, ale również wspieranie upadających przedsiębiorstw. Państwo musi zaangażować się w bezpośrednią działalność gospodarczą, a  wszystko po to, by popyt był na jak najwyższym poziomie.  Stąd często koncepcja Keynesa bywa nazywana ekonomią popytową. Jego zdaniem wydatki publiczne ożywiają gospodarkę, napędzają konsumpcję i zwielokrotniają zyski[26]. Warto podkreślić, że Keynes chciał, by wydatki państwowe finansować kosztem deficytu budżetowego. Teoria interwencjonizmu państwowego rezygnowała więc z zasady równowagi budżetowej i pozwalała na zadłużanie się państwa. Keynes twierdził, że kwestia deficytu budżetowego schodzi na drugi plan; ważniejsze jest pobudzenie gospodarki, bowiem zrekompensuje to nadmierne wydatki i w przyszłości pozwoli osiągnąć stan równowagi[27].

Keynes siłę swojej teorii opierał jedynie na chwilowych korzyściach, nie bacząc na dalekosiężne skutki interwencjonizmu. Ponownie moglibyśmy odwołać się tutaj do przypowieści Bastiata o wybitej szybie, żeby udowodnić jak wiele umknęło uwadze Keynesa. Spójrzmy, jednak na teorię interwencjonizmu z innej perspektywy. Zacznijmy od kwestii długu publicznego. Thomas Jefferson w zadłużaniu państwa widział „okradanie przyszłości na wielką skalę”. Nie sposób się z nim nie zgodzić, bo czymże jest deficyt budżetowy, jeśli nie podatkiem nałożonym na przyszłe pokolenia? Państwo, chcąc pobudzać koniunkturę wydatkami, ma dwa wyjścia: albo sfinansuje ten zabieg w danym momencie, podwyższając podatki, albo wyda więcej niż jest w stanie, a spłata długu zostanie odłożona w czasie. Groźba fiskalizmu jest nieunikniona, rząd może tylko opóźnić zwiększenie obciążeń fiskalnych. Beztroski czas szastania pieniędzmi na prawo i lewo musi w końcu przyczynić się do drastycznej podwyżki podatków. Takie zjawisko obserwujemy teraz w Europie Zachodniej, gdzie po II wojnie światowej wydatki państwowe rozrosły się do niebagatelnych rozmiarów. Wraz ze wzrostem wydatków rosły też podatki, a obecnie kraje z tamtego rejonu Europy notują największy procentowy udział podatków w PKB na świecie. W parze z fiskalizmem idzie oczywiście rekordowe zadłużenie. Dla przykładu: w Belgii podatki wynoszą 44% PKB, a dług publiczny sięga 102% PKB. We Francji podatki to prawie 45% PKB; dług publiczny natomiast stanowi  92% PKB. We Włoszech podatki to prawie 43% PKB, a dług publiczny to 132% PKB[28]. Widoczne są tutaj ewidentne wpływy keynesizmu. Wiele państw Europy Zachodniej próbuje teraz ratować się cięciami wydatków i odchodzi od polityki zadłużania, ale niestety część z nich nadal podąża tą zgubną ścieżką. Fakt, że Karol Marks w swoim dziele Kapitał pisał, iż dług państwowy jest „wyprzedażą państwa”, który „wyciska swe piętno na erze kapitalistycznej” daje wiele do myślenia[29]. Podobnie odnośnie długu publicznego pisał w Apelu do Związku Komunistów: „jeżeli demokraci żądają uregulowania długów państwowych, robotnicy powinni zażądać bankructwa państwa”.

Co więcej, okazuje się że Keynes mylił się, zakładając, iż wydatki państwowe napędzają popyt na towary. Udowodnił to amerykański ekonomista z Harvardu Roberto Barro, który opierał się na wcześniejszych przemyśleniach klasycznego ekonomisty Davida Ricardo; stąd nazwa teorii: teoremat ricardiańskiej ekwiwalencji (teoria Barro – Ricardo). Według Barro podatnicy są świadomi, że dług publiczny oznacza podniesienie podatków w przyszłości, dlatego też oszczędzają swoje dochody, by przyszłe pokolenia mogły sprostać nadmiernym obciążeniom fiskalnym. Tym samym popyt pozostaje na niezmienionym poziomie, stąd, zdaniem Barro, wydatki państwowe i deficyt budżetowy mają neutralny wpływ na konsumpcję[30]. Jest jeszcze jeden problem, o czym pisał amerykański noblista Milton Friedman, mianowicie: wydatki państwowe wypychają z rynku prywatnych przedsiębiorców i obniżają poziom prywatnych inwestycji (tzw. efekt wypychania)[31].

Cały absurd teorii interwencjonizmu państwowego tkwi w niedorzecznych założeniach, które obrał Keynesa. Uważał on, że w ekonomii popyt i konsumpcja są nadrzędne względem podaży. Pod koniec dwudziestego stulecia tę tezę udało się obalić. Robert Mundell, Arthur B. Laffer i Jude Wanninski uważani są za twórców ekonomii podażowej (wywodzącej się i opartej na prawie Saya), w której to producent jest centralną postacią na rynku[32]. To podaż generuje popyt, a nie odwrotnie; konsumpcja jest zawsze pochodna względem produkcji.

Poza tym już samo założenie, że w momencie recesji powinno wydawać się jak najwięcej i zadłużać jak najbardziej jest irracjonalne. Każdy rozsądny człowiek, który jest w kiepskiej sytuacji finansowej stara się ograniczać swoje wydatki. Keynes takiemu nieszczęśnikowi nakazuje natomiast iść po kolejne pożyczki do banku i szastać pieniędzmi na prawo i lewo. Przykład jest oczywiście maksymalnie uproszczony i nie oddaje istoty problemu, ale wyraźnie widać w nim niedorzeczność założeń teorii interwencjonizmu. O keynesizmie bardzo ironicznie i z przekąsem wypowiedział się prof. Gwiazdowski: „powszechnie wiadomo, że skoro przy opodatkowaniu X% miejsc pracy nie przybywa, to jak zwiększymy podatki do X+n% to miejsc pracy przybędzie. Nie stworzą ich co prawda przedsiębiorcy, ale za to stworzy je rząd, bo skuteczniej od przedsiębiorców zainwestuje odebrane im pieniądze, dzięki „efektowi skali”. Najszybciej, największy efekt skali rząd uzyskuje, tworząc nowe miejsca pracy dla urzędników, którzy mają „inwestować” pieniądze odebrane przedsiębiorcom.[33]

[1] N. Gajl, Teorie podatkowe w świecie, Warszawa 1992, s. 23 , 24, 32 i 33.

[2] A. Gomułowicz, J. Małecki, Podatki i prawo podatkowe, Warszawa 2008, s. 31.

[3] Za: N. Gajl, op. cit., s. 37.

[4] N. Gajl, op. cit., s. 38-40.

[5] A. Gomułowicz, Zasady podatkowe wczoraj i dziś, Warszawa 2001, s.17.

[6] Dz. U. z 2014 r. poz. 150.

[7] A. Gomułowicz, op. cit., s. 21.

[8] Za: T. Cukiernik, op. cit., s. 93.

[9] A. Gomułowicz, op. cit., s. 22.

[10] A. Gomułowicz, J. Małecki, op. cit., s. 40, 46, 51.

[11] N. Gajl, op. cit., s. 54.

[12] Za: R. Gwiazdowski, Ekonomiczny aspekt opodatkowania, Warszawa 2004, s. 8.

[13] Za: T. Cukiernik, op. cit., s . 79.

[14] A. Gomułowicz, op. cit., s. 43.

[15] A. Gomułowicz, J. Małecki, op. cit., s. 58.

[16] A. Gomułowicz, op. cit., s. 9.

[17] N. Gajl, op. cit., s. 56 i 58.

[18] F. Bastiat, Co widać i czego nie widać?, 2008, s. 3-5. Źródło: http://mises.pl/wp-content/uploads/2008/10/Frederic_Bastiat_Maly_wybor_pism.pdf

[19] A. Gomułowicz, op. cit., s. 45-47.

[20] R. Gwiazdowski, Wydaję więc jestem, 2007. Źródło: http://blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=107

[21] K. Marks, F. Engels, Manifest partii komunistycznej, Warszawa 2007, s. 14.

[22] R. Gwiazdowski, Progresja orężem marksistów służącym obaleniu kapitalizmu, 2006. Źródło: http://www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=35

[23] N. Gajl, op. cit., s. 67.

[24] R. Rybarski, op. cit., Warszawa 1939, s. 71.

[25] N. Gajl, op. cit., s. 147.

[26] R. Mastalski, E. Fojcik-Mastalska, Prawo finansowe, Warszawa 2011, s. 30.

[27] N. Gajl, op. cit., s. 68.

[28] K. Kolany, Polska na podatkowej mapie świata, 2014. Źródło: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Polska-na-podatkowej-mapie-swiata-7218450.html

http://pl.tradingeconomics.com/

Dane są z 2013 roku, więc mogą być nieco zaniżone.

[29] Za: E. Karolczuk, Marks, dług publiczny i neoliberalizm, [w:] Nowy Obywatel 4/2011, s. 112 i 115. Źródło: http://nowyobywatel.pl/pobierz/no_4-2011_www.pdf

[30] P. Struś, Neutralność deficytu budżetowego. Teoremat ricardiańskiej ekwiwalencji, s. 45 i 46. Źródło: http://old.ue.poznan.pl/att/DZIEK_EKON/p.strus_43.pdf

[31] K. Nizioł, Prawne aspekty polityki podatkowej, Warszawa 2007, s. 65.

[32] R. Gwiazdowski, op. cit., s. 20.

[33] R. Gwiazdowski, Stabilniejsze zatrudnienie, 2011. Źródło: http://www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=1007

ZOSTAW ODPOWIEDŹ