UDOSTĘPNIJ

Benjamin Franklin powiedział, że w życiu są tylko dwie pewne rzeczy: śmierć i podatki. Postanowiłem, że w miarę regularnych odstępach czasu, będę wrzucał tutaj kolejne części kompleksowej analizy dotyczącej zjawiska fiskalizmu, czyli zapędów państwa do nakładania nadmiernych obciążeń podatkowych. Rozpoczynam od zdefiniowania pojęcia fiskalizmu i wskazania jego przyczyn i przejawów.

Zachęcam do śledzenia kolejnych części: będzie trochę historii, prawa i oczywiście sporo analiz ekonomicznych.

 

1.Zjawisko fiskalizmu, jego przyczyny i przejawy

 

Według słownikowej definicji, fiskalizm to tendencja do nadmiernego opodatkowania ludności, wyszukiwania coraz to nowych źródeł dochodów skarbowych i bezwzględnego ich egzekwowania[1]. Jest to polityka finansowa państwa, która ma celu intensyfikację dochodów budżetowych, co właśnie realizuje się poprzez zwiększenie istniejących obciążeń fiskalnych lub też nałożenie nowych. Fiskalizm charakteryzuje się nadmiernymi i licznymi podatkami, których wysokość abstrahuje od faktycznych finansowych możliwości podatników. Nie ulega wątpliwości, iż fiskalizm jest zjawiskiem bardzo szkodliwym i wywołuje niekorzystne skutki, zarówno w sferze gospodarczej jak i społecznej.

Odmiennie zjawisko fiskalizmu definiuje dr Kazimierz Tarchalski, bowiem postrzega je jako tendencję do ponoszenia nadmiernych wydatków publicznych[2]. Spojrzenie na pojęcie „fiskalizm” od strony semantycznej pozwala stwierdzić, że słowo „fiskalny” oznacza skarbowy, podatkowy, a dawniej chciwy, chytry i skąpy[3]. Znacznie bardziej celowe wydaje się więc rozpatrywanie tego zjawiska od strony fiskalnej (podatkowej), czyli od strony tego co państwa odbiera, a nie z perspektywy wydatkowania czy redystrybucji przejętych  dochodów. Nie można jednak zaprzeczyć, że obie płaszczyzny są ze sobą ściśle powiązane, a jedna determinuje drugą. Zwiększenie wydatków zawsze idzie w parze z podniesieniem podatków, jest to oczywiste i nieuniknione[4]. Ta zależność została zaobserwowana przez Adolfa Wagnera, który sformułował prawo stałego wzrostu wydatków publicznych[5]. Im więcej zadań i funkcji pełni rząd, tym większe jest zapotrzebowanie i nacisk społeczny na wydatki publiczne. Powoduje to podwyżkę podatków, by pokryć rozrastające się wydatki państwa. Wyraźnie widać więc, iż poziom wydatków publicznych jest silne związany z wysokością podatków.

Warto zastanowić się nad bodźcami, które implikują fiskalizm i powodują, że rząd coraz częściej i głębiej sięga do kieszeni podatników. Państwo opiekuńcze to z pewnością jeden z istotniejszych czynników, który determinuje fiskalizm. Zawsze tam gdzie mamy do czynienia z licznymi instrumentami ingerencji państwa w gospodarkę, gdzie nadmiernie rozbudowana jest administracja (biurokracja) państwowa, gdzie istnieje wiele koncesji, regulacji i skomplikowanych przepisów, gdzie rozbudowany jest system świadczeń socjalnych, z pewnością będzie występować fiskalizm. Przy dużej liczbie regulacji i przepisów zawsze istnieje ryzyko, że będą one niedookreślone, obarczone błędami i lukami prawnymi. Tym samym stwarza to pole do popisu dla urzędników, którzy mogą wykorzystywać swoje dyskrecjonalne uprawnienia i nieznajomość prawa przez podatników. Każda krzywdząca czy błędna decyzja administracji skarbowej, to ostatecznie strata dla budżetu państwa w postaci zmniejszenie dochodów lub, co gorsza, utraty źródła opodatkowania. Taki ubytek musi być w jakiś sposób zrekompensowany, co najczęściej wiąże się z podwyżką obciążeń fiskalnych.

Zachętą dla fiskalizmu jest również lobbing podatkowy i kierowanie się partykularyzmem w tworzeniu prawa podatkowego. Nie wchodząc w głębsze rozważania: zysk jednej grupy społecznej odbywa się zawsze kosztem pozostałych. Prawo podatkowe stanowione z korzyścią dla jednej grupy interesów może znacząco odbić się na innych podatnikach, których rząd opodatkuje ponad racjonalny poziom. Wymienione przyczyny istnieją ze sobą w ścisłym powiązaniu, jedna implikuje drugą; są one jak kostki domina, gdzie przewrócenie jednej powoduje natychmiastową reakcję i działanie pozostałych. Dzieje się tak z prostego powodu, a droga do fiskalizmu przebiega zazwyczaj w podobny sposób. Tak więc kolejno: rządzący zaczynają krępować wolność gospodarczą jednostek i wprowadzają w tym celu różnorakie przepisy. Ktoś musi stać na straży tych regulacji, dlatego coraz bardziej zwiększa się liczba urzędników. Administracja musi zostać w jakiś sposób opłacona, przez co obserwujemy wzrost wydatków państwowych. Tym samym konieczne staje się podniesienie podatków, w wyniku czego dochody społeczeństwa maleją. Mniejsze dochody społeczeństwa, to większe wydatki socjalne państwa i większe bezrobocie. W ten sposób rodzi się potrzeba zatrudnienia kolejnych urzędników: powstają urzędy pracy, ośrodki pomocy społecznej; znowu rosną wydatki i tak bez końca. Słusznie twierdził profesor Roman Rybarski, że fiskalizm zawsze idzie w parze z etatyzmem. „Im dalej sięga etatyzm, tym mocniej fiskalizm daje się we znaki. Nadchodzi zanik przedsiębiorczości i energii gospodarczej” – pisał[6]. W podobnym tonie wypowiadała się Margaret Thatcher: „wysokie podatki i przeregulowanie gospodarki powodują ucieczkę bogactwa i talentów do bardziej sprzyjających rozwojowi gospodarek. I w końcu, paradoksalnie oba czynniki – nadmierne opodatkowanie i rozbuchane regulacje, które zwiększają państwową kontrolę, spowodują w rezultacie zmniejszenie się autorytetu państwa – coraz więcej aktywności gospodarczej przesunie się poza prawo i wejdzie do nieformalnej lub czarnorynkowej strefy”[7].

Jednym z powodów upadku wielkich imperiów były pośrednio przyczyny, o których pisałem wyżej. W starożytnej Grecji, wraz z rozrostem terytorium państwa i zwiększaniem się funkcji państwowych, zaczynało przybywać ludzi, którzy utrzymywali się z pracy innych i ciążyli na gospodarce. Z dochodów wspólnych budowano kosztowne pałace, świątynie i posągi; rozrastała się administracja i wojsko. Podatki nie były w stanie pokryć wszystkich państwowych nakładów, stąd władcy greccy zaczęli uciekać się do bardziej drastycznych środków. Powoli zacierała się granica między konfiskatą majątku a podatkiem[8]. Państwo przestało się rozwijać, aż w końcu zostało podbite, padając łupem Cesarstwa Rzymskiego, które później, o ironio, skończyło w ten sam sposób. Historia lubi się powtarzać: liczne wydatki na igrzyska, urzędników, budowle i zwyczajne rozdawnictwo (congiaria), z czasem, zaczęły na tyle ciążyć skarbowi państwa, że nieodzowne stało zwiększenie podatków, a nawet rekwizycja prywatnego mienia. Jako przykład takich praktyk można przywołać działanie cesarza Domicjana: „wyczerpawszy skarb na koszty budowli i widowisk oraz na podniesienie żołdu wojsku (…) przestał się z czymkolwiek liczyć i grabił na wszystkie strony. (…) z czasem nie wzbraniał się przed konfiskatami prywatnych majątków albo przyjmowaniem i wymuszaniem prezentów lub spadków, by następnie odsprzedać je publicznie i w ten sposób podratować finanse”[9]. Na finał długo nie trzeba było czekać, źle prowadzona polityka finansowa Rzymu była jedną z przyczyn jego upadku.

Pobudek rewolucji francuskiej i kresu Królestwa Francji w 1791 roku również należy upatrywać w wysokich obciążeniach fiskalnych, złej polityce finansowej i rozpasanej administracji. Kosztowne i wystawne życie monarchy, i jego dworu musiało odbić się na skarbcu. Koszt utrzymania państwa spoczywał na barkach stanu trzeciego; pozostałe stany były zwolnione z podatków. Fatalna sytuacja finansowa Królestwa zmusiła rządzących do nałożenia podatków na mieszczaństwo i duchowieństwo, co spotkało się z kategoryczną odmową. W wyniku tego zostały powołane Stany Generalne, co było wstępem do wybuchu rewolucji i obalenia monarchii.

Warto pamiętać słowa prof. Roberta Gwiazdowskiego, który napisał: „historia gospodarcza świata nie zna ani jednego przykładu przezwyciężania stagnacji gospodarczej przy jednoczesnym zwiększaniu stopnia fiskalizmu i podwyższaniu podatków. Zna za to przykłady odwrotne”[10].

 

 

 

[1] W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, Warszawa 1994, s. 172.

[2] K. Tarchalski, Fiskalizm w dobrych czasach albo ekspansja gospodarcza czyli jak prześcignąć tłustego żółwia i dołączyć do tygrysów, Warszawa 2009, s. 11.

[3] http://sjp.pwn.pl/doroszewski/fiskalny;5427887.html

[4]Ewentualnie w grę wchodzi przerzucenie podatku na przyszłe pokolenia, czyli zaciągnięcie długu.

[5] R. Gwiazdowski, Podatek progresywny i proporcjonalny: doktrynalne przesłanki, praktyczne konsekwencje, Warszawa 2007, s. 147.

[6] R. Rybarski, Idee przewodnie gospodarstwa Polski, Warszawa 1939, s. 186.

[7] Za: T. Cukiernik, op. cit., s. 116.

[8] R. Rybarski, op. cit., s. 186.

[9] S. Ruciński, Polityka fiskalna Domicjana. Zarys problemu, [w:] Świat starożytny. Państwo i społeczeństwo, red. R. Kulesza, M. Stępień, E. Szabat, M. Daszut, Warszawa 2013, s. 274 i 276.

[10] Za: T. Cukiernik, op. cit., s. 81.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ