UDOSTĘPNIJ

Ok. 4000 uczestniczek i uczestników z całego świata, w tym miejsc, które mają bardzo małą emisję CO2, za to ponoszą w największym stopniu skutki działalności krajów uprzemysłowionych, pozytywny i kolorowy pochód, którego atmosfera udzielała się nawet chroniącym demonstrację policjantom, skoczne piosenki i hasła we wszystkich językach świata – tak w skrócie można opisać tegoroczny Marsz dla Klimatu i Sprawiedliwości Społecznej, który przeszedł w tę sobotę przez Warszawę. Wspólnie apelowaliśmy do delegatów na szczyt klimatyczny COP19 w Warszawie o ambitne cele polityki klimatycznej, uwzględniające interesy i potrzeby tych, którzy stają się ofiarami pogoni za zyskiem, wpisującej się doskonale w logikę neoliberalnego kapitalizmu. Wiedzieliśmy, że to, o co nam chodzi przekracza granicę poszczególnych krajów, wspólnie wysłaliśmy komunikat, że tylko wzięcie kapitalizmu na ekologiczną i społeczną smycz, może uchronić świat przez postępującą katastrofą.

Organizatorzy spisali się na medal i jestem przekonany, że zagraniczni goście zachowają dobre wspomnienia z Warszawy (pomimo pewnej nadgorliwości policji, która po 11/11 przesadzała ze środkami ostrożności). Jedyny mankament to skromny udział Polek i Polaków. Idąc od Pałacu Kultury do Parku Skaryszewskiego, mogłem odnieść wrażenie, że większość twarzy i organizacji jest mi znana. Zwykli Warszawiacy, choć z zaciekawieniem przyglądali się kolorowej paradzie (bo co tu dużo mówić była ona bardzo ładna, nie zabrakło wielkiej kuli ziemskiej, klaunów, tancerzy, bębniarzy i artystów), to rzadko przyłączali się do pochodu. Wielu chyba za bardzo nie wiedziało o co chodzi.

Moi koledzy z Białorusi podzielili się ze mną wrażeniem, że dla Polek i Polaków już sami delegaci na COP19, obradujący na Stadionie Narodowym to szaleni ekolodzy, więc Ci, którzy proszą ich o postawienie ambitnych celów i wsparcie dla krajów rozwijających się, to ekologiczna ekstrema. Nie wiem czy to prawda, ale chyba coś w tym jest.

Gdy oczy świata są zwrócone na Warszawę (o czym przekonałem się ucinając sobie pogawendkę z miłą dziennikarką z Kalifornii), stolica Polski zyje zegarkami ministra Nowaka, ekscesami nacjonalistów i rekonstrukcją rządu. Gabinet Tuska zresztą robi wszystko, aby obniżyć rangę szczytu klimatycznego i wydarzeń towarzyszących, także organizując w tym samym czasie szczyt węglowy, co spotkało się z słusznymi protestami Greenpeace’u. Zresztą ludziom to chyba za bardzo nie przeszkadza.

Przed organizacjami, które poważnie traktują kategorie praw człowieka, globalnej solidarności i ochrony środowiska naturalnego, ogromna praca. Gdy za kilka lat COP ponownie odbędzie się w Polsce, musimy zadbać o to, aby na ustach Polek i Polaków pojawiło się hasło „I care!”.

 

5 KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ