UDOSTĘPNIJ

W ostatnich dniach niebywale głośno jest o przemówieniu Obamy dotyczącym rzekomej chęci ocieplenia relacji z Kubą. Potwierdzoną informacją jest to, że Obama rozmawiał niedawno telefonicznie z Raulem Castro na temat nowego rozdziału w stosunkach łączących oba kraje. Podkreślana (szczególnie przez Castro) jest także rola mediacji Watykanu oraz Kanady. Prezydent Obama oficjalnie powiedział także, że doszło do przedawnienia w aspekcie polityki Waszyngtonu prowadzonej względem Hawany. Oczywiście zaznaczył, że Kubę czeka wiele pracy w kwestii poprawienia przestrzegania praw człowieka, ale mimo to wysoce zastanawiające jest dlaczego USA decyduje się w na działania dyplomatyczne przychylne Kubie.

Oficjalny powód takiej polityki to przyznanie się do nieskuteczności dotychczasowej izolacji i rzekoma potrzeba kroku w stronę lepszej przyszłości zarówno narodu kubańskiego, jak i amerykańskiego. Trudno nie odnieść wrażenia, iż brzmi to jak zwyczajna propaganda i nadal nie tłumaczy to genezy całej sytuacji -szczególnie, że w przeszłości złe relacje z Kubą były jedną z pośrednich przyczyn paniki w świecie Zachodu. Chodzi mi w tym momencie o słynny kryzys kubański w październiku 1962 roku, kiedy konflikt nuklearny nie był rozważany w kategoriach fikcji, a zainstalowane na Kubie radzieckie pociski balistyczne wymierzone były w kierunku Stanów Zjednoczonych.

Ogromną nadinterpretacją byłoby, gdybym twierdził, że obecnie sytuacja jest podobna do tej sprzed ponad pięćdziesięciu lat, lecz lęk przed sympatiami rosyjsko – kubańskimi z pewnością jest logicznym zaistnienia ocieplania relacji Waszyngtonu i Hawany. Osobiście uważam, że w obliczu odważniejszej (w odniesieniu do ostatnich lat) polityki międzynarodowej Rosji prezydent USA  postanowił „dmuchać na zimne” poprzez „puszczenie oczka” do Raula Castro, by ten nie próbował w przyszłości wchodzić w jakiekolwiek układy z Władimirem Putinem.

Chciałbym podkreślić, iż nawet w najmniejszym stopniu nie sugeruję, że Putin montuje aktualnie jakiekolwiek instalacje militarne na Kubie, ale uważam, ze obawy USA są po prostu logicznym uzasadnieniem zaistniałej sytuacji. Jednocześnie w tej chwili zwracam się do czytelników o skomentowanie i ocenę słuszności moich przypuszczeń. Dopuszczam myśl, że nie dyplomacja kanadyjska czy papież Franciszek mogli skutecznie lobbować na rzecz ocieplenia relacji międzynarodowych, lecz ostatecznie nie przeceniałbym siły takiej perswazji…