UDOSTĘPNIJ
fot. Wikimedia Commons/Adrian Grycuk

Takiej sytuacji jeszcze nie było w polskiej polityce po 1989 roku. Już wygrana PiS-u w ostatnich wyborach, pozwalająca na samodzielne rządzenie była zaskoczeniem. Większość konstytucyjna byłaby niespodziewanym precedensem.

W polskim systemie prawnym istnieje kilka większości sejmowych, potrzebnych do zmian różnych rodzajów prawa. Najczęściej wymaganą większością jest zwykła, która oznacza, więcej głosów „za” niż głosów „przeciw”. Inną większością jest bezwzględna, w której głosy wstrzymujące się sumują się z oddanymi „przeciw”.

Najważniejsze decyzje w sejmie podejmuje się jednak większością kwalifikowaną 3/5 lub 2/3. Ta pierwsza liczy 276 posłów (przy pełnym składzie sejmu) i potrzebna jest np. do odrzucenia weta prezydenta. Ta druga, licząca 307 posłów, jest nazywana konstytucyjną, bo dzięki niej można zmienić Konstytucję RP – przez poprawki lub uchwalenie nowej.

Zdaniem niektórych komentatorów, wyniki sondażowe PiS-u pozwoliłyby na zbudowanie takiej większości już teraz. To mogłoby być argumentem za skróceniem kadencji sejmu i rozpisaniem nowych wyborów.

Ta koncepcja nie podoba się zbytnio wicepremierowi Piotrowi Glińskiemu. W rozmowie z Rzeczpospolitą wyjaśnił, że PiS nie zamierza rozpisywać wcześniejszych wyborów parlamentarnych.

– Większość konstytucyjną zbudujemy za dwa lata w normalnym trybie wyborczym – powiedział Gliński dziennikowi. – Nasze środowisko jest spokojne o przyszłość dla Polski, choć to wymaga zawsze ciężkiej pracy i pokory. Wiemy o tym i wiemy też, że Polacy nie zgodzą się na dopuszczenie do władzy donosicieli i ulicznych nienawistników. Obiecywaliśmy społeczeństwu sensowną zmianę i jej konsekwentnie dokonujemy – dodał.

Źródło: rp.pl

Ile aut ma Beata Kempa? Kto by pomyślał! Prześwietlamy sekrety majątkowe polityków

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również