UDOSTĘPNIJ
źródło: pixabay.com, flickr.com

TVP tonie. Telewizja publiczna notuje wynik najgorszy od lat i nie ma sposobu na wydostanie się z finansowego dołka. Pomysł PiS o wprowadzeniu obowiązkowego abonamentu RTV spełzł na niczym. Rozeźleni wyborcy przestraszyli partię rządzącą, która postanowiła na razie wycofać się ze swoim projektem. Szef TVP ma jednak pomysł na załatanie dziury.

Jak się okazuje, za TVP i tak przyjdzie płacić wyborcom. Jacek Kurski musi na razie pogodzić się z porażką planu wprowadzenia nowego podatku, który miał zostać wdrożony w wakacje. Szef TVP wpadł na pomysł, by podtrzymać podupadającą telewizję. Kurski najzwyczajniej w świecie weźmie kredyt.

Polityk w Banku Gospodarstwa Krajowego chce zadłużyć TVP na 800 mln złotych. Za głowę łapią się jednak pracownicy publicznej, którzy dobrze pamiętają, że już w 2016 roku Kurski zaciągnął kredyt na 300 mln złotych. Jeżeli teraz zadłuży znów TVP, będzie ponad miliard złotych pod kreską, a sposobów na spłacenie długów nie widać. Publiczna wciąż nie generuje bowiem zysków.

Tymczasem frakcja polityków PiS przeciwnych Kurskiemu rośnie. Jak mówi jeden z nich, wzięcie pożyczki to gra na czas. Kurski wie, że z początkiem września rozpocznie się wrzawa wokół likwidowanych gimnazjów, która skupi na sobie ogromną uwagę. Wówczas być może odbije się od dna lub przynajmniej nie będzie tym najgorszym, kiedy na celowniku znajdzie się minister edukacji, Anna Zalewska.

– Kurski liczy na to, że ciało, które może go odwołać, zbierze się dopiero w połowie września i to termin dający mu nadzieję, że uda się odbić od dna – mówi polityk PiS przeciwny Kurskiemu.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również