UDOSTĘPNIJ

Macie czasem wrażenie, że wszyscy wokół coś wiedzą, a tylko Was to omija? Ja właśnie się tak czuję, gdy czytam kolejne newsy z tytułami „Partia Kukiza drugą siłą”, „Paweł Kukiz z największym zaufaniem społecznym wśród polityków”. Wtedy sobie myślę: „partia Kukiza?”, „Kukiz politykiem?”. Wiedza o niewiedzy to dobry start do jej zdobycia, postaram się więc ustalić kilka faktów na temat muzyka-polityka i źródła jego sukcesu.

Paweł Kukiz nie od dziś udziela się społecznie. W 2009 roku został redaktorem naczelnym portalu o charakterze non-profit nieobecni.com.pl, posiadającego w swojej bazie ponad 56 000 zarejestrowanych grobów w Polsce i na świecie. Ma pomagać w odnalezieniu zmarłych krewnych. W wyborach prezydenckich roku 2005 znalazł się w komitecie honorowym Donalda Tuska. W latach 2006-2007 wspierał kampanię samorządową Hanny Gronkiewicz-Waltz oraz parlamentarną Platformy Obywatelskiej. Zawiedziony rządami Platformy i zmieleniem 750 tysięcy podpisów pod projektem Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, dwa lata później w kolejnych wyborach prezydenckich wspierał kandydaturę Marka Jurka. W latach 2010-2011 był członkiem komitetu poparcia dla Marszu Niepodległości (organizowanego corocznie 11 listopada w Narodowe Święto Niepodległości przez Młodzież Wszechpolską i Obóz Narodowo-Radykalny). Z komitetu wystąpił w 2012 roku. Co prawda popiera patriotyczne idee, ale – jak dowiedział się z mediów – w komitecie był także Jan Kobylański, którego muzyk zna tylko z antysemickich poglądów, jak to określił. Miał żal do Roberta Winnickiego o to, że ten nie poinformował go dokładnie o składzie komitetu. Czy to dobra zapowiedź przyszłego polityka? Nie, to zapowiedź naiwniaka, którego łatwo zafascynować hasłami i posadzić między osobami, którym w normalnych warunkach nie podałby ręki. Nie zapyta z kim i gdzie, a dopiero się rozejrzy i wtedy przyjdzie rozum do głowy. Taki może i porywczy charakter, każdy z nas ma inny, ale błagam – to nie materiał na polityka. Co się chwali, jest zadeklarowanym przeciwnikiem adopcji dzieci przez homoseksualistów oraz aborcji.

Jedyny znany postulat Pawła Kukiza to JOW – Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (pastwić się nad samym JOW nie będę, wystarczy wspomnieć kompletną kompromitację tego systemu na Wyspach w ostatnich wyborach). To hasło głosi od lat, z tym hasłem szedł w kampanii prezydenckiej. Zdawać by się mogło, że treścią życia i najpierwejszym poglądem elektoratu muzyka są właśnie JOW. Pomyślałem, że może o to właśnie chodzi – jedno proste hasło dla prostego ludu. Strzał w dziesiątkę. Nie od dziś wiadomo, że wyborcy w Polsce nie są wymagający – wystarczy im, że Komorowski się uśmiecha, Duda jest z PiS, Duda nie nazywa się Komorowski, a Komorowski nie nazywa się Kaczyński. Taką też poczyniłem obserwację podczas minionej kampanii, że znacznej części elektoratu Komorowskiego wystarczy przed lokalem wyborczym postawić strach na wróble z maską Jarosława Kaczyńskiego – i wiedzą, na kogo głosować. Zupełnie, jak w powieści Georga Orwella „Rok 1984”, gdzie znienawidzony przez partię Goldstein był pokazywany ludowi na seansach nienawiści. Sama jego twarz wystarczała, by ludzie dostawali ataku szału, nienawiści, paniki, ślinotoku i konwulsji. Choć nie jestem fanem Jarosława Kaczyńskiego ani elektoratem Prawa i Sprawiedliwości cieszę się, że ten czas mija, czas straszenia PiS. Demagogia, propaganda i szambo płynące szerokim strumieniem z telewizorów, radioodbiorników i gazet irytuje mnie w każdym przypadku, nie tylko gdy uderza w moich faworytów. Czytając, oglądając i słuchając zawsze biorę poprawkę na poglądy redaktora naczelnego, także w przypadku Pawła Kukiza nie przyjmuję beznamiętnie hejtu skierowanego w jego stronę.

Prosty przekaz dla wyborców – ale i to się wydawało podejrzane. Szare masy znające specyfikę takich ustrojstw i mechanizmów, jak JOW? Każdy dzień rodzi pytania, kolejny przyniósł odpowiedź w postaci sondażu Domu Badawczego Maison przeprowadzonego dla „Dziennika Gazety Prawnej”: 44 proc. wyborców Kukiza nie rozumie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. To nie zarzut w stronę tych ludzi, a raczej w kierunku demokracji, która pozwala decydować im o losach kraju (a przynajmniej stwarza takie wrażenie, bo oddają władzę w ręce ludzi, którzy i tak zrobią, co chcą). Winston Churchill powiedziałby, że to nie odkrycie Ameryki. By zwątpić w demokrację wystarczy krótka rozmowa z przeciętnym wyborcą – powiadał. Wyborców Kukiza przekonuje jego buntownicza postawa, bycie na przekór, „coś nowego”, szczerość i tego typu podobne. Ludzie mają pełne prawo do nieinteresowania się polityką a zwłaszcza mechanizmami wyborczymi. Mają pełne prawo do skupiania się na życiu swoim i swojej rodziny, ewentualnie najbliższego otoczenia. Nie każdy jest społecznikiem i nie krytykuję takiej postawy. Z kolei uwarunkowanie genetyczne do bycia ekspertem w każdej dziedzinie charakterystyczne dla Polaków oraz konstytucyjne czynne prawo wyborcze – to przecież nie jest wina nikogo z nas.

Takie przyciąganie wyborców musiało jednak skupić czyjąś uwagę i mam wrażenie, że stało się to już dłuższy czas temu w zaciszach gabinetów politycznych. Za nami wybory prezydenckie. Zarejestrowano 23 komitety wyborcze, z czego 11 zdobyło wymaganą liczbę podpisów. Na piedestale czasu antenowego zajmował bezapelacyjnie Bronisław „Bul” Komorowski. Drugie miejsce piastował obecny prezydent elekt, Andrzej Duda. Trzecie do niewiele mówiącej społeczeństwu i niewiele się wypowiadającej, Magdaleny Ogórek. Pozostali, prawicowi lub patriotyczni kandydaci (bo przecież Ruch Narodowy to narodowa lewica :)) byli skutecznie przemilczani. Skutecznie oczywiście tylko w telewizji, radiu i gazetach. Internet należał do Janusza Korwin-Mikkego, Grzegorza Brauna, po części Mariana Kowalskiego jeśli ktoś wiedział, gdzie szukać (choć kampanię tego ostatniego kojarzę jedynie z zakładem o lizanie deski klozetowej). Wiele osób zaskoczonych było tym, że nagle – w jednym czasie – uzyskał poparcie wśród mainstreamu Paweł Kukiz. Do jego zwolenników dołączył między innymi Kuba Wojewódzki a o „antysystemowym Kukizie” zaczęli rozmawiać prezenterzy w przychylny sposób. Na pierwszy rzut oka, nawet dla osoby, która się polityką w ogóle nie interesuje ale ma swój rozum, widać, że zachwyt jest sztuczny a jego „antysystemowość” musi być plastikowa, a przynajmniej niegroźna. Gdyby było inaczej, słowa Pawła Kukiza byłyby przekłamywane na każdym kroku jak Janusza Korwin-Mikkego, całego Ruchu Narodowego czy Grzegorza Brauna. Natomiast on sam byłby „faszystą”, „oszołomem” itd. Zachwyt nad Kukizem skończył się, gdy okazało się, że Bronisław Komorowski przegrał – moim zdaniem znaczy to jedynie, że obecność Kukiza w mediach i przychylność wobec niego miała jedynie odebrać głosy innym antysystemowcom. Wtedy zaczęło się obrażanie jego elektoratu: że gówniarze (Adam Michnik), że pokolenie żal.pl (Jarosław Kuźniar). Tak to teraz Paweł Kukiz ściąga do siebie elektorat zafascynowany jego osobą (bo programu nie ma, o czym za chwilę), po który ktoś się niedługo zgłosi. Pytanie: kto?

Kolejka będzie długa. Jak zauważył Maciej Maleńczuk: „Boję się tylko ludzi, którzy za nim stoją, bo o nich nie wiemy, kto to kur*a jest. Jakie więc jest jego zaplecze? Nie boję się samego Pawła, który jest jednoosobowym, chodzącym JOW-em. Ale nie wiemy, kto jeszcze może wyskoczyć zza jego pleców.”. Zjawią się i znani politycy i mniej znani biznesmeni, którzy zapewne omamią go pięknymi hasłami, ideami a on sam pójdzie jak w ogień, z czego wyjdzie jak Zabłocki na mydle, powierzając im swój elektorat a samemu zostając z niczym. To moja prognoza na najbliższe wybory. Już teraz byłemu kandydatowi na prezydenta biją pokłony liderzy Kongresu Nowej Prawicy, jak Michał Marusik, Jacek Wilk czy Artur Dziambor (w przerwach między atakami na Janusza Korwin-Mikkego). Zachwycają się jego 20 proc. poparciem w sondażach. Fakt, że KNP w tych samych sondażach ma 0 proc., pewnie nie ma związku… Ale wracając do poważnych kwestii. Każdy powszechnie wie, że politycy kłamią a to, co mówią w telewizji i radiu niewiele ma wspólnego z rzeczywistością (o czym już zapominają, gdy chłoną bez filtra treści z TVN i innych), natomiast Paweł Kukiz jest szczery do bólu. Szczery i naiwny, co będą wykorzystywać bezwzględni profesjonaliści. A jako, że on sam ma jeden sztandarowy postulat – JOW, podpisać się praktycznie może pod wszystkim. Paweł Kukiz to wielka, nieprzewidywalna niewiadoma. Przewidywalny jedynie będzie (lub już jest) w oczach ludzi, którzy nim manipulują lub będą to robić przed nadchodzącymi wyborami na jesieni.

Przykłady można przytaczać już dziś. Jednym ze współpracowników Pawła Kukiza jest prezydent Lublna, Robert Raczyński. O nim można już z całą pewnością powiedzieć, że jest profesjonalistą w dziedzinie polityki. Sprawował władzę raz w latach 90′ oraz trzykrotnie z rzędu od 2002 roku. W kampaniach zapewne pomagał mu fakt, że swoimi ludźmi obsadzał miejskie spółki, którzy to później odpłacali mu się wsparciem w kampaniach. Kiludziesięciotysięcznymi kwotami wpłacanymi na kampanię lub pośrednio, na przykład w Pressmedial, w której billboardy w najkorzystniej położonych punktach miasta miał zarezerwowane od wielu miesięcy oraz w której to powstawały sondaże dające Raczyńskiemu wysokie poparcie (bez ujawniania metody badań). Nie pojawia się za to na sesjach rady miejskiej, by „nie wprowadzać zamieszania swoją osobą”, jak twierdzi jego rzecznik. Skromny prezydent, prawda? Skromny był także w 2002 roku, gdy kazał sprzedać luksusowe audi należące do miasta, na rzecz równie skromnego daewoo. Poziom niewygody był jednak znaczny, ponieważ po pewnym czasie przesiadł się do większego renault (należącego oficjalnie do Straży Miejskiej), by osiąść już spokojnie w mercedesie za 181 tys. zł po wygranych wyborach w 2010 roku. Nie był to szczyt marzeń polityka, bo zmienił wehikuł na nowszego mercedesa viano. W trybie zapytania o cenę. Czy taka postać pasuje do wizerunku buntowniczego, szczerego Pawła Kukiza w skórzanej kurtce? Moim zdaniem nie. Ten wizerunek jednak jest potrzebny takim ludziom, jak prezydent Lublna (i innym, znacznie grubszym i bardziej głębinowym, mrocznym rybom) do zdobycia władzy. Nie bądźmy naiwni. Twór o nazwie „Partia Kukiza”, który już teraz zdobywa 20 proc. zaufania społecznego, nie będzie składał się z klonów Kukiza, a bezwzględnych polityków, dla których liczy się jedna rzecz – władza. Bo jak już jest władza, to są i kobiety i pieniądze. Czego chcieć więcej?

Na koniec chciałbym wspomnieć jeszcze o poglądach Kukiza, których można się domyślać, na tematy inne, niż JOW. Domyślać się można, że Paweł Kukiz to nieuświadomiony socjalista (bo wierzący w wolność), skoro układa się ze związkowcami, którzy ustawami chcieliby zmieniać rzeczywistość – podnosić płacę minimalną, zabraniać ludziom swobody umów oraz forsować postulaty, które uderzają właśnie w pracowników, dostatnie życie dla wszystkich, zasiłki, ładną pogodę. Albo dostać podwyżki w dla liderów związków, a na resztę przystać. Choć i to się w strategii Kukiza nie udało – jednego dnia mówił, że nie będzie współpracował ze związkami zawodowymi, drugiego dnia deklarował chęć takiej współpracy, by trzeciego dostać kosza od przedstawicieli związków, w tym samego Piotra Szumlewicza.

Dla kogo jest Paweł Kukiz? Od strony elektoratu, głosować będą na niego fanatycy JOW, ludzie którym wystarczy jego buntowniczy charakter oraz ci, którzy będą chcieli „pokazać czerwoną kartkę” (z beki nad tym sformułowaniem formułowanym całkiem na serio, to nie mogę) obecnej władzy. Od strony „bycia potrzebnym”, szarym eminencjom, które nie będą się wychylać za plecy Kukiza i jego równie naiwnych działaczy u podstaw.

Aborcja to zbrodnia,
Dziękuję i pozdrawiam,
Kacper Krojna.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ