UDOSTĘPNIJ

Jedną z bardziej charakterystycznych cech XXI wieku jest to, że coraz głupsze i bardziej niedorzeczne pomysły znajdują poparcie w społeczeństwie, a zwyczajny człowiek na każdym kroku styka się z coraz  większymi absurdami. Jednym z bardziej żałosnych, wręcz zabawnych postulatów, są parytety, czyli obowiązek umieszczania ustawowo określonej liczby kobiet i mężczyzn na listach wyborczych.

Kluby parlamentarne Twojego Ruchu oraz Sojuszu Lewicy Demokratycznej wciąż próbują przeforsować w Sejmie ustawę, dotyczącą 50-procentowych parytetów na listach wyborczych. Warto też wspomnieć, że już teraz w polskim prawie funkcjonuje zapis mówiący, że na listach wyborczych powinno się znaleźć nie mniej niż 35% kobiet i nie mniej niż 35% mężczyzn. Zastanawia mnie, dlaczego te jakże tolerancyjne i postępowe ugrupowania popierają postulat, który w gruncie rzeczy sprawia, że kobiety czują się gorsze? Bez owijania w bawełnę: chęć ?wciskania? kobiet na siłę na listy wyborcze, świadczy o tym, że autorzy takich pomysłów uważają je za upośledzone, niepełnosprawne. W końcu na wózku inwalidzkim nie jeździ zdrowy człowiek, a z parytetów nie korzystają osoby, które uważają się za tak samo wartościowe jak inni politycy i wiedzą, że zostaną wybrane ze względu na swoje kompetencje, a nie z powodu płci.

Kolejnym narzędziem pogardy wobec kobiet, jest tzw. ?suwak? czyli przepis mówiący o tym, że na listach wyborczych, nazwiska kobiet i mężczyzn mają być umieszczane naprzemiennie. Moim zdaniem absurdem jest fakt, iż kolejność na jakiejkolwiek liście ustalana jest w zależności od tego, czy czyjeś imię kończy się na A czy nie. Oba te przepisy sprawiają, że kobiety mogą poczuć się urażone, tak samo jak urażony czuje się świetny rowerzysta, któremu ktoś próbuje doczepić dodatkowe kółka.

Parytety i suwaki są absurdalne, ale (chociaż demokratą nie jestem) uderzają one także w fundamenty naszej ?najświętszej? demokracji. Ingerują bowiem w zasadę swobodnego kształtowania list wyborczych według kryterium kompetencji, a nie płci, koloru skóry, wyznania itp. To trochę tak, jakby parlament uchwalił prawo, na mocy którego na listach wyborczych ma być tylko dwóch, powiedzmy, wojskowych. Taka to demokracja, jak w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej, czyli żadna.

Sednem całego parytetowego absurdu jest moment, w którym zadajemy sobie pytanie: ?dlaczego zmuszać kogokolwiek do umieszczania kobiet na listach wyborczych?? Nikt nie umniejsza kompetencji, czy politycznej wartości kobiet, ale ustawowe regulowanie ich liczby wśród kandydatów do parlamentu jest po prostu nieuczciwe. Załóżmy, że mamy 10 miejsc na liście, 9 kompetentnych, znających się na polityce i prawie mężczyzn, oraz 2 równie kompetentne kobiety. Uprzedzając lewackie zarzuty, nie obrażam ani nie dyskryminuję kobiet, sytuacja może być odwrotna, podaję tylko przykład. W takim przypadku na owej liście wyborczej znajdzie się 7 kompetentnych polityków  oraz trójka głupców, którzy mogą zaszkodzić społeczeństwu. Czy taka sytuacja jest zdrowa? Na pewno niezdrowa i nieuczciwa, ponieważ 4 kompetentnych mężczyzn z góry skazanych jest na przegraną, na rzecz kobiet, które na miejsce w Sejmie nie zasłużyły, no ale ?są kobietami?. Jest to jawna dyskryminacja mężczyzn, bo  jak wiadomo w polityce jest ich większość. Ale nikt nie zamierza przecież zmuszać kobiet by wchodziły do polityki. A przecież nawet w polskiej konstytucji zapisane jest, że nie wolno dyskryminować nikogo ze względu na płeć.

Dochodzi jeszcze kwesta wolnego wyboru ludzi. Partie polityczne układają listy w taki sposób, by znaleźli się na nich politycy cieszący się dużym poparciem w społeczeństwie i ogólnie lubiani. Każdej partii zależy przecież na jak największej ilości głosów. W momencie gdy mamy 6 ogólnie szanowanych kandydatów, jeden musi odpaść, więc ludzie nie mają takiego wyboru, jakiego by chcieli.

Całe te parytety i suwaki, to nieporadny i żałosny w skutkach sposób na sztuczne dowartościowanie kobiet, które niesłusznie uważane są za niepełnosprawne. Kobiety świadome swojej wartości i (co najważniejsze) kompetentne, podbiją świat wielkiej polityki bez parytetów. Płeć nie jest ważna, ważne jest, co dany kandydat sobą reprezentuje. Przywołując klasyka, ?równie dobrze moglibyśmy stworzyć 15-procentowe parytety dla mańkutów?, bo ich też jest za mało w Sejmie. Jeżeli lewica zamierza stać na straży demokracji, równości i tolerancji, niech nie walczy o tak niedorzeczne postulaty, jakimi są parytety i suwaki. 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułOdlot Lesia Wałęsy. Poszybował jeszcze wyżej niż zwykle. Co z góry zobaczył?
Następny artykułUnia Europejska – nowoczesny komunizm?
Tadeusz Albiński

Działacz Narodowy, zwolennik wolnego rynku. Zagorzały tradycjonalista i antydemokrata. "Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, ale w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu. ~ R. Dmowski. "

Zobacz również