UDOSTĘPNIJ

W historii ludzkości istniały przeróżne sposoby na rozprawianie się z konkurentami do władzy czy na przeprowadzanie zamachów stanu. Zakulisowe układy, zamachy, otrucia, szantaże ? repertuar był i wciąż pozostaje bardzo bogaty. Wydaje się jednak, że przeciwnicy rządzącej obecnie Turcją Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (tur. Adalet ve Kalk?nma Partisi, AKP) przełamali absolutnie wszystkie granice. Zgodnie ze słowami jednego z głównych doradców premiera Turcji, Yi?ita Buluta, wrogowie AKP planują doprowadzić do jej upadku poprzez… zbiorową psychokinezę. Nie, nie są to żarty jakiegoś tureckiego komika (chociaż mogą na takie wyglądać), tylko oficjalna deklaracja wysoko postawionego urzędnika państwowego. Jeszcze przedtem, głównym winowajcą niepokojów w Turcji miała być niemiecka Lufthansa.

Skrajny absurd i uleganie teoriom spiskowym można by uznać za główne cechy polityki premiera Recepa Tayyipa Erdo?ana w ostatnich miesiącach. W połączeniu z kolejnymi przykładami zjawisk korupcyjnych w aparacie państwa oraz coraz bardziej autorytarnymi sposobami sprawowania władzy, mogłoby wydawać się oczywiste, że dni proislamskiego premiera u steru władzy chylą się ku końcowi. Mimo to, 30 marca 2014 roku AKP odniosła zdecydowane zwycięstwo w wyborach samorządowych utwierdzając swój prymat na tureckiej scenie politycznej. Dlaczego tak wielu Turków wciąż broni swojego premiera? Czy nie przeszkadzają im jego wybryki, stopniowe ograniczanie swobód obywatelskich i oderwane od rzeczywistości teorie spiskowe, które tworzy?

Na fali ekonomicznej prosperity

Partia premiera Erdo?ana doszła do władzy w 2002 roku, po głębokim kryzysie finansowym, politycznym oraz społecznym jaki dotknął Turcję w okresie 1999-2001. Od tamtego czasu, przez okrągłe dziesięć lat, PKB Turcji wzrastało o średnio 5% rocznie. Co najważniejsze ? ze wzrostu tego korzystały nie tylko wąskie, pro-Zachodnie i świeckie elity będące spadkobiercami kemalistowskiej republiki, ale też szerokie masy, które przez długie lata czuły się dyskryminowane, wraz ze swoimi często bardzo konserwatywnymi poglądami. To właśnie poprawa komfortu życia tej konserwatywno-islamsko-kurdyjskiej część społeczeństwa stanowi bazę sukcesów Erdo?ana.

Sukces ten może wydawać się niespodziewany, biorąc pod uwagę, że Turcja nie posiada znaczących zasobów ropy i gazu. Kluczem do gwałtownego skoku modernizacyjnego jest przede wszystkim, jak zauważa Jeffrey Sachs[1], wysoka konkurencyjność tureckiego przemysłu i usług, udane inwestycje w kluczowe dla gospodarki sektory oraz rozsądna, wyważona dyplomacja w niestabilnym regionie.

Pomimo tego niewątpliwego sukcesu, powodzenie na arenie gospodarczej nie jest w przypadku Turcji pozbawione także ciemniejszych stron. Budowa sieci dróg, wielu supermarketów czy mostów łączy się z projektami infrastrukturalnymi, które nie mają nic wspólnego z realnymi potrzebami Turków i sprawiają wrażenie zachcianek premiera Erdo?ana, który pragnie zostać zapamiętany jako następca wielkiego Mustafy Kemala Atatürka. Ciężko inaczej wytłumaczyć chęć wybudowania największego lotniska na świecie, które miałoby obsługiwać 150 milionów pasażerów rocznie czy ogromnego meczetu, który nawet przez środowiska islamskie uznawany jest za przykład kiczu. Jakby tego było mało ? uwieńczeniem ambicji tureckiego premiera będzie budowa wielkiego kanału, który połączyć ma Morze Czarne z Morzem Marmara. Ekolodzy już teraz ostrzegają przed tragicznymi konsekwencjami takiego projektu[2].

Błyskotliwy wzrost gospodarczy w tak szybkim czasie doprowadził także do radykalnych i gwałtownych zmian w sferze społecznej, szczególnie w wioskach i małych miejscowościach. Przechodząc od uprawy roli do pracy w fabrykach i kopalniach, mieszkańcy Turcji stanęli przed znacznym problemem przeorientowania ich dotychczasowych modeli społecznych i stylów życia. Mniej czasu na życie rodzinne, zanik dotychczasowych tradycji oraz poczucie opuszczenia i niepewności życiowej nie wpływają dobrze na kapitał społeczny znakomitej części Turków. Problem ten wyszedł na jaw głównie w związku z niedawną tragedią w kopalni węgla w Somie, w wyniku której zginęło ponad 300 górników[3]. Taki ekspresowy skok modernizacyjny, jaki zafundował swoim rodakom Erdo?an, niesie za sobą nieuniknione ofiary wśród zwyczajnych – zwykle biedniejszych ? obywateli, które często bywają przeoczane przez media i ekspertów. Tego typu pozornie niezauważalne zmiany, których nie da się łatwo zmierzyć za pomocą ekonomicznych wskaźników są jednak kluczowe dla zrozumienia stanu ducha społeczeństwa tureckiego. Za sukcesem gospodarczym wlecze się widmo strachu i poczucia niepewności wśród biedniejszych i gorzej wykształconych obywateli, co z kolei wpływa m.in. na ich decyzje m.in. w sferze politycznej.

Rok problemów

28 maja 2013 roku na placu Taksim Square w Stambule rozpoczęły się protesty ludności przeciwko wybudowaniu centrum handlowego w pobliskim Gezi Park. Pozornie mało groźny protest okazał się być początkiem pasma nieszczęść dla premiera Turcji. Chęć gwałtownej modernizacji kraju stanęła naprzeciw postulatom środowiskowym, aby później przerodzić się w zamieszki antyrządowe. Odpowiedź Erdo?ana była przykładem skrajnej arogancji – miejscy społecznicy zostali uznani za zwykłych terrorystów, przeciw którym wytoczyć należy wojsko oraz policję. Ale to było zaledwie preludium do prawdziwych kłopotów tureckiego premiera.

Punktem zwrotnym i początkiem prawdziwego kryzysu był 17 grudnia 2013, kiedy to turecka policja wkroczyła do mieszkań synów ministrów rządu Erdo?ana oraz jego wpływowych partnerów biznesowych. Wkrótce miało się to okazać największym skandalem korupcyjnym w tureckiej polityce ostatnich lat i w efekcie parę osób wyładowało w więzieniu, a 4 ministrów zrezygnowało ze swoich posad. Głównym punktem zapalnym były jednak rozmowy samego Erdo?ana z jego synem Bilalem, w których ojciec doradza mu m.in. co począć z nielegalnymi pieniędzmi (ok. 30 milionów euro), które znajdują się w jego posiadaniu. W końcu, obaj zgadzają się że najlepszym pomysłem będzie inwestycja tych pieniędzy w nieruchomości[4].

Sam premier stanowczo zaprzeczył autentyczności tych nagrań i przekonywał, że są one spreparowane przez jego wrogów. Co jednak może wzbudzić największe niedowierzanie to fakt, że tuż po ujawnieniu tych nagrań, Erdo?an lekką ręką dokonał przetasowań pośród ponad 7 tysięcy policjantów, prokuratorów oraz sędziów[5]. Dzięki tego typu czystkom udało mu się sparaliżować pracę organów ścigania i postawić na swoim. Takie manewry nie mieszczą się w ramach ? nawet najbardziej rozciągniętych ? państwa prawa, ale Erdo?an ma wytłumaczenie na swoje zachowanie.

Pojedynek na śmierć i życie, Erdo?an vs Gülen

Owym usprawiedliwieniem jest istnienie rzekomego ?państwa w państwie? w tureckiej administracji, sądownictwie oraz policji, kierowanego przez Fethullaha Gülena. Gülen jest sunnickim duchownym i biznesmenem, który swego czasu blisko współpracował z tureckim premierem, jednak od paru lat znajduje się w nim w ostrym konflikcie, który przybrał postać otwartej wojny wraz z wybuchem afery korupcyjnej. Iskrą rzuconą na beczkę prochu był fakt, że prokuratorem, który wydał nakaz aresztowania synów premiera Erdo?ana 17 grudnia był członkiem Gülenowskiego ruchu.

Erdo?an i Gülen byli sprzymierzeńcami w walce z wojskowym, świeckim reżimem, który rządził Turcją od czasów Atatürka. Dochodząc do władzy w 2002 roku zawarli oni koalicję w celu rozbicia wpływów starego reżimu w aparacie państwa ? sam fakt przejęcia rządów nie rozwiązywał problemu potężnych wpływów tureckiej armii w Turcji. Teoretycznie stała ona na straży świeckości państwa, ale w praktyce poprzez możliwość obalenia dowolnego rządu w wyniku puczu (z możliwości tej korzystała trzykrotnie ? w 1960, 1973 i 1980 roku), sprawowała ona w Turcji władzę najwyższą. Przywódca AKP rozprawił się z armią w sposób bezlitosny i ? jak wszystko wskazuje ? skuteczny, stawiając przed sądem rzeszę wpływowych wojskowych w dwóch sławnych procesach: tych po rzekomej próbie zamachu stanu ?Sledgehammer? w 2003 roku oraz rozprawiając się z rzekomą ultra-nacjonalistyczną grupą Ergenekon. Czy procesy były uczciwe jest kwestią bardzo kontrowersyjną i wątpliwą, ale zadały one z pewnością decydujący cios w wpływy tureckiej armii na sprawy państwowe.

Zwycięstwo to ujawniło jednak spory w łonie dawnych partnerów. Zwolennicy Gülena optowali zawsze za bardziej kosmopolityczną i panislamską interpetacją islamu, kiedy tymczasem Erdo?an prezentował jego bardziej nacjonalistyczną wersję. Gülen zapoczątkował poza tym sieć szkół i placówek edukacyjnych, którymi kieruje z amerykańskiej Pensylwanii stając się magnatem finansowym jak i duchowym. Dodając do tego praktykę zwolenników pensylwańskiego kleryka, którzy jeszcze przed 2002 zasilali masowo państwową policję i prokuraturę próbując podkopać system ?od środka? ? nie można się dziwić, że Erdo?an przestraszył się ich wpływów w państwie.

Argumentacja obu stron wygląda obecnie następująco. Gülen oskarża Erdo?ana o korupcję w jego rządzie (są na to żelazne dowody w postaci opublikowanych nagrań), autorytarne tendencje (również niewątpliwe), rozsiewanie paranoicznych tendencji spiskowych (tak jak te przytoczone na początku) oraz tworzenie podziałów w tureckim społeczeństwie. I rzeczywiście, polaryzacja tureckiego społeczeństwa jest taka jak nigdy.

Ale Erdo?an też ma swoje zarzuty. Zauważa, że rzekome ?taśmy korupcyjne? pojawiły się specjalnie przed wyborami, ponieważ miały być one sposobem na pozbawienie obecnego premiera władzy przez gülenistów. Są one podobno zmanipulowane i nieprawdziwe. Oprócz tego oskarża swoich wrogów o utworzenie ?państwa w państwie? oraz infiltrację administracji, policji i sądownictwa, w celu pozbawienia go władzy. Działający z USA Gülen miałby być na usługach międzynarodowego spisku, w który zaangażowane są środowiska żydowskie, liberalne, CIA oraz Twitter. Absurdalność tych oskarżeń wydaje się być odstręczająca, ale wbrew pozorom znajdują one posłuch wśród rzesz Turków. Nawet jeśli nie wierzą we wszystko na słowo, to myśl, że ?coś w tym jest? jest powszechna wśród zwolenników Erdo?ana.

Przed wyborami prezydenckimi

Turecki premier mierzy jednak jeszcze wyżej niż posada szefa Rady Ministrów. Tajemnicą poliszynela jest jego chęć do objęcia prezydentury po swoim koledze Abdullahu Gülu i utrzymanie jej aż do 2023 roku, czyli 100-lecia utworzenia Republiki Tureckiej. Szansą na to są odbywające się w sierpniu tego roku wybory prezydenckie i mimo ze sam Erdo?an nie wyraził jeszcze otwarcie woli kandydowania, to pośród działaczy AKP istnieje powszechna zgoda, że będzie chciał on wystartować w wyborach i w razie zwycięstwa zastosować model rosyjski ? zamienić się z panem Gülem posadami premiera i prezydenta. Motywacja Erdo?ana jest oczywista: marzy mu się zostanie symbolicznym następcą Atatürka i zapisanie się złotymi zgłoskami w historii Turcji. A przy okazji zniszczyć ostatecznie wpływy Fethullaha Gülena w państwie.

Ta megalomania i duma tureckiego premiera prowadzi go stopniowo do rządów quasi-autorytarnych i modelu ?demokracji kontrolowanej?. Wielki sukces gospodarczy sprawia, że problemy z korupcją i wolnością słowa są dla części Turków drugorzędne i wybierają AKP jako jedyną kompetentną siłę w kraju. Duża część winy spoczywa na bardzo kiepskiej opozycji ? socjaldemokratyczni Kemaliści są skompromitowani rządami wojskowych i ich dojście do władzy może zostać poczytane za powrót do rządów establishmentu wojskowego. Tego nikt by nie chciał.

Do pewnego stopnia, polityka jaką prowadzi Erdo?an jest koniecznym etapem na ścieżce transformacji z państwa autorytarnego do społeczeństwa demokratycznego. Pod tym kątem, rozliczenie się z wojskowym establishmentem i czystki w aparacie państwa należy rozpatrywać w kategoriach ?mniejszego zła?.

Jednak obecne sukcesy wyborcze tureckiego premiera są w głównej mierze wypadkową bardzo słabej opozycji i niskiego poziomu wymagań wyznaczonego przez poprzednie rządy – a to nie będzie trwało wiecznie. Wraz ze wzrostem świadomości społeczeństwa obywatelskiego i ukształtowaniem nowych, zdrowych struktur administracyjnych i politycznych, obecny stosunek przywódcy AKP do instytucji i roli państwa będzie niemożliwy do utrzymania na dłuższą metę. Obecne protesty stanowią zaledwie preludium do tego co może się stać jeśli obecny premier Turcji będzie traktował państwo jak swoje poletko i epatował butą i teoriami spiskowymi.

Trzeba uszanować decyzję tureckich wyborców, szczególnie że za Erdo?anem przemawiają wyniki gospodarcze i spora część zdobyczy politycznych i społecznych. Widać jednak coraz wyraźniej, że przywódca AKP coraz bardziej zaczyna odrywać się od rzeczywistości i żyć w swoim własnym, wyimaginowanym świecie. Teraz inicjatywa leży po stronie społeczeństwa tureckiego, organizacji pozarządowych i słabej ? póki co ? opozycji. Muszą zaproponować swoim rodakom sensowną alternatywę, albo przynajmniej ?przytemperować? Erdo?ana. Jeśli to się nie uda ? Turcję za parę może czekać krwawy konflikt, który nie skończy się tak szybko jak protesty na Taksim Square.

Mateusz Kuryła

 

——————————————————-

[1] http://www.theguardian.com/business/economics-blog/2013/may/28/turkey-economy-thriving-jeffrey-sachs

[2] http://www.aljazeera.com/indepth/opinion/2014/03/erdogan-megalomaniac-projects-201432012171661127.html

[3] http://www.nytimes.com/2014/05/20/world/europe/after-mine-disaster-a-painful-awareness-of-what-has-been-lost.html

[4] http://www.al-monitor.com/pulse/originals/2014/03/erdogan-election-crisis-corruption-oppression-regime.html

[5] http://www.bloombergview.com/articles/2014-03-11/turkey-s-facebook-status-embattled

Zobacz również