UDOSTĘPNIJ
Warszawa, 11.11.2014. Interwencja policji na Rondzie Waszyngtona podczas Marszu Niepodleg³oœci 2014 zorganizowanego, 11 bm. przez œrodowiska narodowe w 96. rocznicê odzyskania przez Polskê niepodleg³oœci. (cat) PAP/Tomasz Gzell ***Zdjêcie do depeszy PAP pt. Marsz Niepodleg³oœci: awantura w okolicy ronda Waszyngtona***

W internecie grzmi. Po każdej aferze. Po każdej kompromitacji. Po każdym pokazie ignorancji i buty władzy. Sieć zalewają komentarze, że trzeba wyjść na ulice, trzeba obalić ten system, przywrócić Polskę narodowi. Problem polega na tym, że są to tylko pobożne życzenia, a buntownicze nastroje toną w komentarzach zasypane tysiącami polubień. Dlaczego tak jest?

Po pierwsze, media. Czwarta władza wykreowała wizerunek demonstranta jako chuligana ciskającego w policję kostką brukową. Każdy protest,nieważne w jakiej sprawie, następnego dnia znika z gazet, portali i telewizji, gdy na miejscu nie pojawi się kordon w białych kaskach. Nikogo nie obchodzą postulaty czy żądania protestujących. Nie ma burdy, nie ma tematu. Nieważne czy demonstracja zgromadzi 500 osób czy 100 000. Ma być dym, inaczej kamery wędrują nagrać materiał o nowym biuście znanej aktorki. Jaki jest efekt? Nie ma tematu w mediach, władza ma go w dupie. Proste.

Jednakże, gdy kilkudziesięciu awanturników zniszczy przystanek podczas manifestacji, media wałkują temat przez tydzień. Wtedy to jest szansa na poruszenie ważnych kwestii podczas setek programów zajmujących się sprawą. Problem polega na tym, że w oczach szarych Polaków tych kilkudziesięciu awanturników reprezentuje całe zgromadzenie. Media kreują w ten sposób wizerunek demonstranta-chuligana. Polacy boją się więc wychodzić z domu, boją się głośno powiedzieć, że są wkurwieni. Nie chcą bowiem być utożsamiani z chuliganami, nie chcą mieć problemów w pracy, w rodzinie. Nie chcą, by przypięto im łatkę awanturnika.

Po drugie, miliony Polaków straciło polot, aspiracje. Godzą się z takim życiem jakie mają. Zaczynają gnić po prostu egzystując. Zaczyna cieszyć ich to, że mają prace, małe mieszkanie, dziewczynę i drobne na wieczorne piwo. Gdzieś zniknęły marzenia, parcie by wspiąć się na mur. Polacy powoli zaczynają ulegać, część już pogodziła się z tym, że jest jak jest i nic nie da się zmienić. Ich wola walki przeniosła się do internetu, gdzie dzielnie zwalczają władzę w komentarzach. Widzą, że kolejne afery są zamiatane pod dywan, widzą jak władza szczerzy się paskudnie, ale powoli dają się przekonać, że tak być musi. Po co mają więc wychodzić z domu?

Po trzecie, doświadczenie. Widzieliśmy już mnóstwo wydarzeń organizowanych na Facebooku, na które zapisało się 100 000 osób, a potem przyszedł niecały tysiąc. Bo pogoda nie ta, bo boli mnie noga, bo czekam na kuriera z nową klawiaturą. Internet mógłby być siłą, ale z każdą kolejną aferą traci swoją moc. Ludzie widzą, że to co się tam dzieje, nie ma żadnego przełożenia na rzeczywistość. Akurat w tej sferze, internet się skompromitował.

Po czwarte, brak impulsu. Nie wiem co musiałaby zrobić władza, żeby wyciągnąć ludzi na ulice. Ostatnie lata koalicji PO-PSL to niemal nieustanne skandale i afery, codzienny pokaz tego jak władza odizolowała się od obywateli. Jak drwi z nich na każdym kroku biesiadując z łapami w ich portfelach, podczas gdy ci cieszą się, że mogą zjeść kebaba. Może faktycznie jedyny ratunek to odcięcie ludzi od internetu… bo naprawdę nie mogę wyobrazić sobie kolejnego skandalu, który wyciągnie z domów kogoś innego niż garstka narodowców i zwolenników JKM-a.

Po piąte, brak lidera. Nie ma obecnie nikogo rozpoznawalnego, który byłby w stanie i chciał poprowadzić ludzi. Skoro już wiemy, że Polacy samoistnie nie opuszczą mieszkań, ktoś musi ich wywołać. Nie widzę takiej osoby, ale najciekawsze jest to, że obecnie nikt chyba nawet do takiej roli nie aspiruje.

Podsumowując, sami widzicie, że choć internet kipi gniewem, to nic z tego dalej nie wyniknie. Jest zbyt wiele czynników, które „zapięły Polaków w pasy bezpieczeństwa”. Pozdrawiamy z domów na Zielonej Wyspie. Przynajmniej na razie.

Jeśli Ci się podobało, polub mnie być na bieżąco z moimi tekstami. Polub ten portal:

fot. PAP/Tomasz Gzell)