UDOSTĘPNIJ
twitter

Przegrana prawicy w Holandii wzbudziła wśród polskiej opozycji nadzieję na powstrzymanie rządów ,,dobrej zmiany”. Jej członkowie prześcigają się w wymyślaniu pomysłów na to jak tego dokonać. Teraz ich wzrok przykuła holenderska ordynacja wyborcza.

W Holandii podobnie jak w Polsce w 1991 roku nie obowiązuje żaden próg wyborczy. Obecnie do holenderskiego, 150-osobowego parlamentu weszło aż 13 partii. Dzięki temu prawicowa partia Geert’a Wildersa nie ma szans na udział we władzy. Uzyskując wynik 13.1%, wprowadzi on do sejmu jedynie 20 parlamentarzystów, a przedstawiciele pozostałych ugrupowań już poinformowali, że nie będą z nim współpracować.

Wystarczyłoby zmienić dosłownie jedną rzecz, żebyśmy wygrali wybory. Obniżenie progu wyborczego – mówią przedstawiciele polskiej opozycji. Wykazują oni, że w takim wypadku PiS mając nawet 37.58% głosów, nie byłby w stanie samodzielnie rządzić, ponieważ wtedy mandaty odebrałyby im mniejsze komitety wyborcze.

Problem jednak w tym, że w Polsce w 1991 roku w wyborach również nie było ustanowionego progu wyborczego i już w 1993 trzeba było rozpisać nowe. Do parlamentu weszło aż 29 komitetów wyborczych, a rząd nie był w stanie zdobyć trwałej większości. To jednak nie zraża obecnej opozycji.

Według jej przedstawicieli Polska demokracja była wtedy jeszcze niestabilna i niedojrzała. Obecnie jednak wszystkie partie miałyby się zjednoczyć przeciwko rządom ,,dobrej zmiany”.