UDOSTĘPNIJ
źródło: flickr.com

Do tragedii rodzinnej doszło w Zgorzelcu (woj. dolnośląskie), gdzie zginęła cała rodzina. Najpierw doszło do wypadku na drodze między Zgorzelcem a Bogatynią, w którym zginęli wszyscy jadący pojazdem, a później w domu ofiar odnaleziono ciało martwej matki. Prokuratura nie wyklucza, że za śmiercią wszystkich członków rodziny stoi ojciec.

Jak informuje Mariola Kowalska z policji w Zgorzelcu, po godzinie 12:00 na drodze Zgorzelec – Bogatynia miejsce miał wypadek samochodowy. Osobówka, którą jechały 4 osoby, zderzyła się z ciężarówką. 44-letni ojciec, Robert W. i trójka dzieci – 6-letni Mateusz, 11-letnia Małgosia i 13-letni Marek nie przeżyli zderzenia. Kierowca tira odniósł tylko lekkie obrażenia.

 – Kilkanaście minut po 12.00 otrzymaliśmy zgłoszenie o zdarzeniu na drodze wojewódzkiej nr 352 na wysokości Działoszyna. Okazało się tragiczne w skutkach. Samochód, którym podróżowały 4 osoby, z niewiadomych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się z nadjeżdżającym tirem – mówi Kowalska.

Badania miejsca wypadku wykazały, że mężczyzna nie hamował przed zderzeniem. Co więcej, sam miał doprowadzić do wypadku, kiedy rozpędził się do 150 km/h i zjechał na przeciwległy pas jezdni. Siła uderzenia była tak duża, że z auta został zaledwie bagażnik.

Policjanci postanowili poinformować matkę dzieci o tragedii do jakiej doszło. Pojechali więc do domu rodziny w Zgorzelcu. Tam zastali jednak zamknięte drzwi. Po ich wyważeniu okazało się, że w domu znajduje się ciało kobiety z roztrzaskaną głową.

Prokuratura przypuszcza, że za śmiercią żony jak i dzieci stoi 44-letni ojciec. Robert W. miał najpierw zabić żonę w domu, a potem doprowadzić do samobójczego wypadku, w którym zginął razem z dziećmi.

 – Nie wykluczamy również takiego przebiegu zdarzenia, że najpierw doszło do zabójstwa kobiety, a następnie do wypadku świadomego. Zabezpieczone ślady na drodze wskazują ewidentnie na to, że kierowca nie hamował bezpośrednio przed zderzeniem z samochodem ciężarowym – mówi Violetta Niziołek z prokuratury w Jeleniej Górze.

Sąsiedzi rodziny są zszokowani. Jak mówią, to była normalna, spokojna rodzina. Nigdy nie słyszeli żadnych awantur, dzieci były zadbane. Ojciec utrzymywał rodzinę swoją pracą w kopalni Turów, pociechy zaś chodziły do szkoły. Sąsiedzi widywali ich codziennie.

 – Nic nie wskazywało na to, że mogłoby do tego dojść. Mieszkali tu od lat, zupełnie przeciętna rodzina, dzieci były czyste i zadbane. W zasadzie nie było tam żadnych awantur, nic nie było słychać – mówi jeden z sąsiadów.

Polub fanpage jedynego bezstronnego portalu informacyjnego


źródło: tvn24.pl
pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również