UDOSTĘPNIJ

Lubimy krytykować i narzekać, mocni jesteśmy tylko w gębie – stwierdzenia te pasują dzisiaj do większości z nas. Choć jest nam niewygodnie, a otaczającą nas rzeczywistość (infrastrukturę, urzędy, szkolnictwo) najchętniej urodzilibyśmy się berlińczykiem, londyńczykiem, czy jakimś innym mieszkańcem jednego z miast / miejscowości leżących w jednym z krajów Europy Zachodniej, to najczęściej jednak boimy się zrobić cokolwiek, by wpłynąć na zmiany.
Dopóki będzie nam brakować odwagi cywilnej, w naszym kraju nic nie pójdzie po naszej myśli.
O co właściwie chodzi?
Chodzi oczywiście o postawy obywatelskie, a nawiązując do kontekstu zbliżających się wyborów, o zdolność do samostanowienia społeczności, do których każdy z nas przecież należy. W zakres tejże zdolności wchodzi również skłonność do podjęcia aktów wyborczych (pójścia na wybory), zaś w fazie poprzedzającej – właściwa percepcja i ocena kandydatów. To ważne ponieważ właśnie od oceny pewnych zjawisk, osób i własnych zachowań zależy, jak kreować będzie się otaczająca nas rzeczywistość. Jednym słowem –  fundamentalne znaczenie ma tutaj zaangażowanie. Jego brak stanowi antytezę właściwej postawy obywatelskiej.

„Zamykamy się”…?
Na co dzień, co raz częściej mamy do czynienia z zamykaniem się na innych członków społeczeństwa, a w ślad za tym coraz większe problemy z twórczym rozwiązywaniem problemów w ramach kolektywu, którego często stworzyć po prostu nie potrafimy. To istotny problem, którego zdajemy się nie zauważać.
Co jest tego powodem, czy współczesny Polak/Polka jest jedynie kłębkiem nerwów, który utracił zdolność ochrony swoich praw i przywilejów?
Zapewne poniekąd tak, ale należy zwrócić również uwagę na zjawisko wszechogarniających naszą codzienną rzeczywistość bodźców. Mam tu na myśli w szczególności przepływ informacji. Ogrom informacji sprawia, że zmuszenie jesteśmy do selektywnego ich traktowania, a takie podejście sprawia z kolei, że co ważniejsze informacje często pomijamy lub zupełnie odrzucamy, uznając je za nieciekawe. I tak właśnie jest z wyborami, odbywają się one cyklicznie, o tym wie niemal każdy. Najczęściej  jednak mało kogo interesuje, kto nas będzie reprezentował. W końcu, i tak zawsze ktoś się znajdzie.

„Nie ma takich błędów, których nie popełniliby Polacy” – powiedział kiedyś Winston Churchill.
Dzisiaj jego stwierdzenie można twórczo rozwinąć. Błędów może popełniamy mniej, nie ma bowiem takich działań, które chciałoby się nam podejmować. Nie zmienia tego nawet spektakularny sukces grupy oburzonych mieszkańców polskich miast, jako przykłady można tutaj podać referendum w sprawie odwołania prezydent miasta – Hanny Gronkiewicz-Waltz, czy przeprowadzona w Krakowie inicjatywa ?Kraków przeciw Igrzyskom?. Innych przykładów aktywności i obywatelskiej odwagi trzeba by ze świecą szukać, zwłaszcza w przypadku mniejszych miejscowości.
Wygląda na to, że jesteśmy coraz mniej społeczeństwem, o ile w ogóle kiedykolwiek nim byliśmy, a coraz bardziej biernymi jednostkami, których aktywność sprowadza się jedynie do dbania, i to też bez większego zaangażowania, o podstawy naszej egzystencji. Czyli dach nad głową, pełny talerz, coś, co można zarzucić na plecy, i grający na okrągło telewizor. Reszta mało nas interesuje. A walka o swoje już zupełnie nie.
Wygląda na to, iż Polacy to potomkowie szlachciców – choć często jedynie mentalni, to czasem bardziej szlacheccy od oryginałów.
Dlaczego pomimo takich realiów otaczającej nas rzeczywistości wciąż mamy demokrację? Dlaczego nie w głowie nam jakiekolwiek zmiany systemu politycznego?
Pomimo faktu, że pojęcie demokracji zostało zupełnie strywializowane, demokracja jest jedynym systemem politycznym, w którym decydenci czy rządzący – czy jak by kogoś podejmującego decyzje polityczne nie nazwać – nie muszą dostarczyć rezultatu, ale nie oznacza to, że wyborcy przestaną na nich głosować. Demokracja to raj dla niezdolnych polityków. Od czasu do czasu zła decyzja skończy się kryzysem ? ale kto się tym przejmuje, skoro w tym systemie politycy nie lądują w więzieniu.

Niska aktywność wyborcza.
W tym kontekście (braku zainteresowania wśród wyborców i braku efektywności wśród polityków) naturalne są niskie frekwencje w wyborach. Polacy w porównaniu z mieszkańcami innych państw postkomunistycznych głosują wyraźnie rzadziej i jest to zjawisko trwałe. Po przemianach ustrojowych w 1989 r. jako regułę przyjęliśmy ogólny brak zainteresowania sferą polityczną. O ile w wyborach parlamentarnych 4 czerwca 1989 r. wzięło udział rekordowe 62 proc. z nas, potem było już tylko gorzej. Frekwencja nigdy nie zbliżyła się do tego poziomu, wahając się od 40,5 proc. (2005 r.) do 53,8 proc. (2007 r.).

Jeszcze wyraźniej lekceważymy wybory europejskie. Pod tym względem głosujemy najrzadziej spośród państw UE. W państwach Europy Środkowo-Wschodniej średnia frekwencja wynosi ok. 70 proc., w Polsce około 50 proc. Potem jednak, choć na wybory nie chodzimy, chcemy rozliczać polityków z ich działań i niemal zawsze jesteśmy z nich niezadowoleni. Choć jest również prawdą, że zwykle powodów do zadowolenia nie ma.

Czy w obecnej sytuacji, ogólnego społecznego marazmu i promocji postaw indywidualnych, możemy w ogóle spodziewać się jakichkolwiek zmian? Czy jest szansa, że odwaga cywilna, której brakuje nam niemal we wszystkich aspektach życia, zostanie przywrócona?
Jestem w tej kwestii sceptyczny, o to podejmowanie aktywności będzie jednak raczej trudno, bo w wielu wypadkach osobiście nie odczuwamy radykalnego spadku jakości życia. Widzimy wprawdzie degrengoladę publiczną i to, że jakość polityki spada z roku na rok na łeb, na szyję, ale ani nas to szczególnie nie oburza, ani nawet za bardzo nie interesuje. Przyjęliśmy do wiadomości, że polityka to bagno, które brzydko zalatuje, i nie planujemy w niej ani biernie, ani czynnie uczestniczyć. Rzeczywistość jest bardzo brutalna. Zdecydowana większość obywateli, w tym również biorących udział w wyborach, nie angażuje się w ogóle lub tylko w niewielkim stopniu w kampanię wyborczą, nie ogląda debat, nie czyta programów, nie porównuje sylwetek kandydatów.

Wyraz publiczny swojemu niezadowoleniu jesteśmy w stanie dać jedynie wtedy, gdy bieda zagląda nam głęboko w oczy. Gdy problemy dotykają nas bezpośrednio i bardzo dotkliwie
Tymczasem, zawiedzione nadzieje łatwiej wyrazić na forach internetowych czy portalach społecznościowych, niż podejmować bardziej konkretne działania twarzą w twarz z zagrożeniem, to swoisty wentyl bezpieczeństwa dla negatywnych nastrojów społecznych. W wielu wypadkach definitywnie wystarczy, by rozładować emocje.

Bądź posłuszny.

Pierwszą przyczyną takiego stanu rzeczy jest nasze wychowanie. Wielu z nas tak właśnie zostało przyuczonych – bądź grzeczny, nie wychylaj się, słuchaj dorosłych, bądź posłuszny. Wpasuj się w otoczenie, nie wyróżniaj się, nie odstawaj. Posłuszeństwo zostało nam wpojone tak mocno, że walka o swoje racje bywa nie lada wyzwaniem. Drugą przyczyną, zdaniem specjalistów, jest brak umiejętności samostanowienia, projektowania własnego życia. Łatwiej jest myśleć, że jest ono wynikiem losowych wydarzeń, niż wierzyć w to, że można je krok po kroku realizować według własnych potrzeb.

Dodatkowo bierność mamy zakodowaną dość głęboko i trudno ją będzie wyplenić. – Większość ludzi żyje pod dyktando tego, o czym myślą i czego oczekują od nich inni. Wychowani w klimacie posłuszeństwa autorytetom straciliśmy szacunek dla siebie. Zrzucamy odpowiedzialność za własne życie na innych, w sobie nie widząc problemu.
Niemodny dzisiaj, bo niesłusznie zdaniem części opiniotwórczych elit kojarzący się z polskim kołtunem Roman Dmowski już w „Myślach nowoczesnego Polaka” wydanych w 1903 r. piętnował tradycyjne polskie wady: bierność, lenistwo, niezdolność do zbiorowej pracy i niezdyscyplinowanie.

Pisał tak: „Cudzoziemiec, zajmujący się z daleka losami Polski, a nie znający nas bliżej, musi nas sobie wyobrażać jako naród twardy, żyjący ciągłą troską o byt, naród, dla którego walka stała się żywiołem. Tymczasem my jesteśmy w istocie jednym z najmiększych, najłagodniejszych narodów w Europie, najbardziej skłonnym do życia bez troski, nie tylko marzącym o spoczynku na łonie wolnej ojczyzny, ale spoczywającym bez ceremonii na łonie zakutej w kajdany, narodem mającym głęboki wstręt do walki, chętnie załatwiającym się z wrogami czapką, papką i solą. Pochodzi to stąd, że podstawą naszego charakteru jest bierność. Pozyskiwała nam ona już nieraz miano narodu kobiecego, a występowała dotychczas jako ogólna i stała wada nasza oraz zdawała się nieodłączna od naszego typu rasowego. Bierność naszego charakteru i kultura tej bierności w wychowaniu nadaje specyficzny układ naszym stosunkom rodzinnym i społecznym. W żadnym kraju tak jak u nas żony nie rządzą mężami, dzieci rodzicami, a młodzież społeczeństwem”.
To niewątpliwie problematyka, dla której rozwiązań dla obecnego status quo należy poszukiwać.

Co z tym zrobić?
Ważna jest świadomość takiego stanu rzeczy wśród społeczeństwa. Niewątpliwie inicjatywa dla zmiany takiego statusu rzeczy należy niewątpliwie do prawdziwie świadomych elit politycznych. To do nich należy zauważenie problemu i nawiązanie szeroko prowadzonej debaty publicznej, poszukującej kompleksowych rozwiązań. Niestety, obecnie można mieć wątpliwości, czy panujące w przestrzeni publicznej partie polityczne zdolne są do zainicjowania zmian w tej kwestii. Tym bardziej, że obecny status quo jest im jak najbardziej „na rękę”.

Dlaczego warto?
Nadmiernie eksponujemy interesy własne, zapominając o zbiorowym instynkcie samozachowawczym. Świat postrzegamy w kategoriach walki i konkurencji, a nie twórczej współpracy. Naszych znajomych i współpracowników traktujemy często jako konkurentów i wrogów, a nie jako partnerów i sojuszników, od których zależy nasz wspólny sukces. Nie rozumiemy, że społeczeństwo oparte na wiedzy wymaga otwartości i swobodnego przepływu informacji, a nie hermetyczności i braku dostępu do informacji.

W związku z powyższym, dla dobra naszego kraju, jak również mniejszych społeczności lokalnych, musimy przywrócić sens globalnemu myśleniu o rzeczach ważnych i wspólnych. Pewne rzeczy można i należy wykonywać osobno. Pewnych rzeczy nie można i nie wolno robić oddzielnie. Musimy nauczyć się szerszego spojrzenia na wiele spraw, szerszej i pełniejszej perspektywy widzenia. Nowego widzenia przyszłości. Złożoność zjawisk, procesów oraz projektów, z którymi będziemy mieli w przyszłości do czynienia, wymagać będzie od nas umiejętności integrowania działań wielu różnych partnerów i podmiotów, dlatego potrzebna jest zmiana mentalności oraz budowa społeczeństwa prawdziwie obywatelskiego, zainteresowanego swoim losem.

Zobacz również